Eli Barbur Eli Barbur
1461
BLOG

IMIĘ TWOJE CZĘŚĆ ŚWIATA (1)

Eli Barbur Eli Barbur Kultura Obserwuj notkę 23

Najnowsza, zremiksowana wersja opowiadania Imię twoje część świata, które drukowane było najpierw w Izraelu i następnie w Polsce w tomie moich opowiadań pt. TEN ZA NIM.

Zamówiony przeze mnie kotlet po kijowsku

przywędrował do mnie po 45 min. z Kijowa.

(Nabokov)


 

Wiatr przemiatał piasek nad wydmami, które w pierwszym słońcu świeciły jak rok później panienki z Czarnobyla w ciemnościach. Egipscy pogranicznicy na spienionych wielbłądach z czerwono-biało-czarnymi proporczykami na teleskopowych antenach lecieli z ostrym wyciem wzdłuż linii granicznej. Po nocnym patrolu zmotoryzowanym czekałeś na zluzowanie z nogą na zawiasie płóciennych drzwiczek jeepa - zobaczyłem znowu te widmowe dromadery z oflagowanymi antenami.

Parę dni temu witaliśmy się z chłopakami w bazie poligonowej na pustyni i potem - zamiast przerzucić nasz oddział rezerwistów od razu na granicę z Egiptem - zagnali nas w nocy do malowania demobilowych czołgów sowieckich pod brezentowymi wiatami. Rano przyjechała ekipa japońskiej tv w ubrankach safari i w burzy piaskowej filmowała defiladę tych starych trupów zdobytych na Synaju jeszcze w „wojnie sześciodniowej” w 1967 roku.

Zobaczyłem teraz, jak Dawidow z przekrwionymi oczami szuka czegoś na mapie operacyjnej pokrytej zakurzonym plastikiem. Księżyc blednący nad zachodnim horyzontem - wszystkie sprawy zawężone do pustej szosy na skraju Synaju. Przypomniałem sobie, jak poprzednim razem robiliśmy tu wojsko pod koniec grudnia w porze deszczowej i wezbrany Potok Biały parę kilometrów dalej o mało nie porwał nam z prądem jednego z jeepów patrolowych.

Po północy butelka brandy Stock'84 chodziła przy ognisku ze skrzynek po amunicji - pierwszy wschód słońca anno 1985 w odkrytej kabinie terenowej ciężarówy zwanej „RIO”. Ale okej; patrolowa szosa na skraju półwyspu Synaj - po egipskiej stronie granicy rozespany żołnierz z kałachem na plecach odlewał się na wiatr z galeryjki wieży strażniczej. Niskie jaskrawe słońce prześwietlało trawy na wietrze; zharatany but wojskowy sterczący z wozu i cekaem na obrotowym statywie z reflektorem-szperaczem.
 

W cholernym namiocie z podwiniętymi połami nie dawałeś rady odespać zarwanej nocy; dodatki gazet z dupami od pijaru w Tel Awiwie - pod dymiącą kuchnią polową chłopaki kibicowali karaluchom uprawiającym seks w cieniu rozwianej flagi. Ktoś opowiadał sennym głosem, jak w czerwcu 1982 roku na południu Libanu przychodziły do nich młode fatmy* w kwitnących sadach.

Pod wieczór przelatywał pijanymi zygzakami, nisko nad naszymi głowami, biały śmigłowiec MFO** z Murzynami z archipelagu Fidżi. W nocy silny zachodni wiatr od Morza Środziemnego przewalał nam sracz na wydmie. Trzaski i urywane rozmówki we włączonych bez przerwy radiofalówach w jeepach stojących między namiotami. Dawidow znosił samotność chyba najgorzej z nas i jakby uśmiech mącił szlachetny wyraz jego twarzy.

W czasie szabatu nie wyłączaliśmy generatora o świcie i przełączaliśmy go na 220V, żeby móc ogolić pyski elektrycznymi maszynkami. W cholernym generatorze zagnieździł się pszczeli rój. Wzdłuż szosy granicznej kwitły agawy, wypuszczające w górę metrowe tyki z kwiatkami i z takich kaktusów w Meksyku odciągają „mleczko” na tequilę. Po iluś latach odkrywałeś na nowo, że samotność nie jest najgorszą rzeczą do przetrwania w warunkach suchego tropiku.

Zbieraliśmy chrust w wyschniętym łożysku Potoku Białego i z parę kilometrów od naszego campu była studnia „Bir-Malaga” z kamienną cembrowiną, gdzie kiedyś przystawały karawany arabskich przemytników. Robiliśmy tam sobie zawsze postoje na nocnych patrolach i beduiński tropiciel Dziucha, który z nami kursował - parzył świeżo zmieloną kawę z kardamonem na suszonym łajnie wielbłąda, albo przysypiał na nagrzanej masce silnika.

Na otwartej przestrzeni widziałeś rozświetlone baraki MFO z obsadą Murzynów z Fidżi, którzy na swoich wyspach żłopią od wschodu do zachodu słońca. Dawidow opowiadał o dziewczynie, która robi witraże z motywami Kamasutry i zawsze jak słyszy jego samochód na podjeździe, czeka na niego w otwartych drzwiach bungalowu - ze szklaneczką Martini i z zieloną oliwką - grzechocząc przezroczystymi kostkami lodu z destylowanej wody.

Tranzystor ładował utwory z Sixties w pustynnym wietrze i facet z pirackiego radia Voice od Peace*** - nadającego ze statku zakotwiczonego poza wodami terytorialnymi Izraela - nawoływał do pokoju na Bliskim Wschodzie i picia tylko czystej wody. Zobaczyłem stadko kóz i owiec koło studni „Bir-Malaga” pod zakurzonymi sykomorami i Beduini zaorali kotlinkę między wydmami drewnianym pługiem ciągniętym przez dromadera, i wysiali tam pestki arbuza.

Koło studni rezydował wariat w krótkich spodenkach i wojskowych butach, który zbudował sobie budę ze skrzynek po pociskach i nieraz o świcie biegał z wrzaskiem za naszymi jeepami. Żywił się jakimiś resztkami i został tam po którymś turnusie wojskowym, gdy wypadł z jeepa patrolowego na zakręcie w stanie sennej nieważkości. Nic mu się nie stało, bo jako bramkarz w drużynie piłkarskiej często rzucał się do piłki, ale postanowił zostać tam na dłużej.

Więc myślałem teraz, jak ostatnio przeprawiłem się promem przez Kanał La Manche na sztormowej fali z pijanymi górnikami Scargilla, którzy strajkowali od roku - dając się wmanewrować w sowiecką próbę podłamania Zachodu. Dwumetrowy sztygar w kasku z lampką opędzał się od motylka-bielinka nad barem i kanarkowe fotele odbijały się w wielkich lustrach bufetu razem z bosonogą punkówą spijającą wiskacza z butelki na pokładzie za oknem.

CDN

@

*kobieta po arabsku

**Miedzynarodowy kontyngent obserwatorów na Synaju

***Radio Izraelczyka Abe Nathana, który przez wiele lat

wzywał w eterze Żydów i Arabów do zawarcia pokoju.


 


 


 


 


 


 


 


 


 


 



 



 



 



 



 



 

Eli Barbur
O mnie Eli Barbur

STARAM SIĘ GADAĆ DO RZECZY. Opublikowałem powieści „ GRUPY NA WOLNYM POWIETRZU ” (Świat Literacki, W-wa 1995 i 1999) i „ STREFA EJLAT ” (Sic!, W-wa 2005); tom opowiadań ” TEN ZA NIM ” (Świat Literacki, W-wa 1996); ” WZGÓRZA KRZYKU” (Świat Literacki, W-wa 1998) - zbiór reportaży i wywiadów zamieszczanych w latach 90. w GW i tygodniku Wprost; „WŁAŚNIE IZRAEL” (Sic!, W-wa 2006) - wywiad-rzeka o Izraelczykach.  “ TSUNAMI ZA FRAJER. Izrael - Polska - Media” (wyd. Sic!, W-wa 2008) - zbiór felietonów blogowych, zamieszczanych w portalach: wirtualnemedia.pl i salon24.pl.; פולין דווקא (Właśnie Polska)- reportażowa opowieść o Polsce z rozmowami o kulturze - Jedijot Sfarim, Tel Awiw 2009; WARSZAWSKI BEDUIN (Aspra-Jr, W-wa 2012)- biografia Romana Kesslera. @ ZDZICHU: WITH A LITTLE HELP OF HUMAN SHIELDS. Spiro Agnew: The bastards changed the rules and didn’t tell me. I LOVE THE SMELL OF NAPALM IN THE MORNING (Apokalipsa teraz). "Trzeba, żeby pokój, w którym się siedzi, miał coś z kawiarenki" (Proust). MacArthur: Old soldiers never die; they just fade away. Colombo: Just give me the facts. "Fuck the Cola, Fuck the Pizza, all we need is Slivovica". Viola Wein: Lokomotywa na Dworcu Gdańskim nie miała nic wspólnego z wierszem Juliana Tuwima. FUCK IT! AND RELAX (John C. Parkin)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (23)

Inne tematy w dziale Kultura