Południowochińska prowincja Guangdong - sąsiadująca z Hongkongiem etc. - rozwija się najszybciej w okolicy, podrabiając perfekcyjnie różnego rodzaju zagraniczne detale. Ostatnio Guangdong wziął na ząb... najfajniejsze na świecie miasteczko nad jeziorkiem - austriackie średniowieczne Hallstatt, gdzie o mało kiedyś nie padłem z wrażenia.
Pamiętam nagłe zachwycenie..., gdy po przejechaniu tunelem (stara kopalnia soli kamiennej) znalazlem się raptem na trójkątnym ryneczku z fontanną i wąskimi kamieniczkami - w smugach rozwiewającej się mgły porannej. Nie dziwię się więc zafiksowanym na punkcie kopiowania Chińczykom, że akurat Hallstatt dosyć przypadło im do gustu.
W dużo mniejszym stopniu klonowanko - z dokładnością do najmniejszej trupiej czaszki składowanej w tamtejszym kościółku gotyckim - przypada do gustu 1000 mieszkańców. Niezbyt ich rozumiem; Chińczycy nie wzięli na warsztat siwych bakobrodów dobrotliwego Franciszka Józefa - czy też ostatniej cesarzowej* europejskiej Zyty w pełnym rozkwicie.
Chińczycy mają zresztą prawo do rewanżu; w byle zachodnim disneylandzie czy choćby w wiedeńskim Praterze przelewa się aż od wyświechtanej chińszczyzny, pagód, chińskich wygietych mostków czy kurczaków z ryżem. Ciekawi mnie coś innego: owładnięci wizją wyśnionych superwieżowców Chińczycy dali sobie nagle siana, kopiując średniowieczne miraże.
Ciekaw jestem np., co zrobi Unesco, uznające Hallstatt za część dziedzictwa kulturowego, jeśli Guangdong zacznie klonować całą jego listę jak leci.
@
*Np. w odwecie za „Ostatniego cesarza” Bertolucciego:)




Komentarze
Pokaż komentarze (28)