Woody Allen nigdy nie był facetem, z którym poszedłbym na piwo, choć wielu ludzi, także w Polsce, uważa go za wybitnego artystę i intelektualistę. Jego filmy i samokreacje ekranowe w najlepszym wypadku mnie cholernie nudzą, rzadko kiedy bawią, a najczęściej wkurzają - ale nie chodzi jakby o Allena...
Z rocznym opóźnieniem mignął mi gdzieś właśnie jego film „O północy w Paryżu”, gdzie współczesny, neurotyczny literat z USA cofa się w czasie do lat 20. ub. wieku. Spotyka galerię ludzi ze świata artystycznego, którzy tam wtedy bytowali - m.in. Gertrudę Stein, tzw. matronę straconego pokolenia.
Ta amerykańska Żydówka (lesba) z jej popularnym salonem literackim na Montparnassie rozsławiona została m.in. przez Hemingwaya w jego książce „Ruchome święto”. Miała kasę i podobno klasę, znała się na sztuce - bohater Allena daje jej coś do oceny - wg Jamesa Joyce'a była „zwykłą krową”.
Ta ostatnia opinia musi być dużo bliższa prawdy niż legenda Gertrudy Stein kultywowana np. przez Woody Allena. Patrząc z perspektywy dziejów nie da się przecież pominąć artefaktu..., że była kompletnie ześwirowaną idiotką, skoro w latach 30. zabiegała o przyznanie pokojowego Nobla - Hitlerowi.



Komentarze
Pokaż komentarze (33)