Kryzys czytelniczy wywołany ekspansją netu, nie ominął paryskich bukinistów - na trzykilometrowym odcinku nad Sekwaną - skarżących się, że zarabiają najwyżej 20 euro dziennie. Już nawet turyści przyskakują tam tylko po to, żeby sobie strzelić pamiątkowe foty; zamiast grzebać w okutanych plastikiem, zakurzonych Simenonach lub zbiorówkach Dumasa ojca -kupują plastikowe, świecące wieżyczki Eiffla made in China.
Niezależnie od aktualnych bolączek bukinistów, wyczytałem w brytyjskim The Times, że jakiś Francuz jeżdżący kultową Renówą 4 ma największą na świecie kolekcję win: 20 tysięcy flaszek - na czele z Chateau Lafayette,rocznik 1787 (ostry zajzajer!). Natomiast inna brytyjska gazetka Daily Telegraph nawiązuje w tych dniach niedyskretnie do słynnego francuskiego Resistance z czasów niemieckiej okupacji.
W latach II wojny szkopom wystarczyła niecała dywizja, żeby okupować Francję (chętnie uwierzę!), nie licząc Vichy, gdzie była niepotrzebna. Sami Francuzi przyznają półgębkiem, że Resistance - miała głównie tzw. wymiar moralny. Szczycą się przy tym, że tylko dzięki „cichemu sabotażowi” - spośród 350 tys. Żydów we Francji zagazowano tylko 90 tysięcy, co jest współczynnikiem bez precedensu w zestawieniu z innymi krajami.
Daily Telegraph koncentruje jednak swoją niedyskretną uwagę na innym aspekcie francuskiego Resistance. Okazuje się, że za okupacji ponad milion Francuzów podkablowało się wzajemnie u Niemców. Jeśli np. kłócili się o kobitkę lub o miedzę, to jeden leciał z mordą na gestapo, kapując np., że ten drugi ukrywa żydowską rodzinę w piwniczce na wino. Oczywiście biedne szkopy mogły potem tylko nawalić się z rozpaczy.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)