Na Rynku Głównym dzieci ze srebrzystymi balonikami jeżdżą kolejką pod renesansowymi Sukiennicami. Ten obszerny budynek dawnych targów sukiennych pełen jest drewnianych straganów z produktami rzemiosła. Przewodniczka tłumaczy zdziwionym Japończykom, że Kraków nazywany jest wprawdzie Florencją Europy Wschodniej, ale sprzedawane tu tradycyjne góralskie serki oscypki - od dawna już nie są robione z mleka owczego, lecz z koziego.
W Sukiennicach i na straganach pod gołym niebem można kupić sznury jaskrawo czerwonych i pomarańczowych korali różnych wielkości. W stylowej kawiarni Noworolski w Sukiennicach przesiadywał kiedyś Stanisław Wyspiański, a nawet Lenin, który od 1912 roku przebywał w Krakowie dwa lata - jako korespondent bolszewickiej „Prawdy” wydawanej w Sankt Petersburgu. Teraz w tej kawiarni zwanej potocznie „Noworolem” rozmawiam z najbardziej znanym polskim reżyserem filmowym i teatralnym - Andrzejem Wajdą.
Jak doszło do nakręcenia „Popiołu i diamentu” wg powieści Jerzego Andrzejewskiego; przecież bohaterem książki był komunista?
W powieści Popiół i diament dwie rzeczy okazały się ważne: Andrzejewski uchwycił moment przejścia z sytuacji okupacyjnej do wolności; jaka będzie ta wolność? Po drugie, książka była obowiązkową lekturą w szkołach - Andrzejewski mieszkał w mieszkaniu po Bierucie... Ale był 1956 rok, piszę do Andrzejewskiego, że chciałbym zrobić film, który dzieje się w ciągu jednej nocy. On decyduje się nie tylko na nową konstrukcję, pasującą do potrzeb filmu, ale też zgadza się, żeby bohaterem filmu został chłopiec z AK, a nie – jak w książce - komunista Szczuka.
Co więcej, potem jak film jest gotowy i jest problem czy ma wejść na ekrany, czy nie - Andrzejewskiemu doradzają, żeby się od tego odciął, ale on twardo trzyma się filmu. Sprowadził na jedną z pierwszych projekcji całą grupę znajomych literatów i oni nagle wszyscy powiedzieli: tak, to jest ciekawy film, takiego filmu w Polsce jeszcze nie było. Oni wszyscy mieli czerwone legitymacje partyjne, więc potem było już bardzo trudno ukręcić łeb temu filmowi.
Najpierw mieli tego filmu nie sprzedawać nigdzie, ale z kolei instytucja „Film Polski” żyła z tego, że coś musiała sprzedać, a innych filmów nie chcieli kupić. To wtedy wymyślili taką formułę, żeby sprzedać, ale nie pokazywać na żadnym festiwalu. Ale, żeby zwrócić uwagę na film, którego jeszcze nikt nie znał, a o którym się mówi, dyrektor „Filmu Polskiego” pojechał do Wenecji, żeby ten film pokazać poza konkursem w jakimś małym kinie. W Wenecji był akurat nasz wielki pianista Artur Rubinstein, który na wieść, że jest jakiś polski film, poszedł do tego małego kina.
Zaraz potem się odezwał do Rene Claira: „Słuchaj, obejrzyj ten film” i poszedł jeszcze raz z Rene Clairem. Jak Clair zobaczył Popiół i diament, to wyszedł i mówi „No tak, festiwal to jedno, a tu jest prawdziwy film.”. No więc wszyscy się rzucili oglądać ten film. Jak dyrektor wrócił do Polski, wylali go z miejsca; zapłacił za to bardzo wysoką cenę. Ale dzięki temu Popiół i diament” nagle został zauważony na festiwalu filmowym. I od tego się wszystko zaczęło, potem zaczęli go sprzedawać. W ZSRR wszedł na ekrany dziesięć lat później….
Jak to sie stało, że Pan zbudował taką postać chłopaka z AK, który mógłby też spacerowac po ulicach egzystencjalnego Paryża, był uniwersalny, stając sie idolem polskiej młodzieży?
Stały się dwie bardzo ważne rzeczy - pierwsza, że tę rolę zagrał Zbigniew Cybulski, który nie wyglądał na AK-owca, na którego już bardziej ja wyglądałem i rzeczywiście kiedyś nim byłem. Szczęśliwie mi się udało, że wyszedłem z życiem. Ale on nie wyglądał, w tych jego ciemnych okularach… Nie byłem pewien, czy on powinien to grać, było mi trudno przywyknąć do tego, że tę rolę ma grać ktoś tak dalece odbiegający od wyobrażeń. I tutaj bardzo pozytywnie wpłynął na mnie Janusz Morgenstern, który był wtedy moim asystentem i dobrze mi doradził.
Rano przed zdjęciami idę korytarzem i widzę Cybulskiego, za nim dwie dziewczyny z garderoby już z daleka wołają: „Panie Andrzeju, on nie chce się przebierać”. Zatrzymuję się i pytam co się dzieje. „My tu mamy kostium, a pan Cybulski mówi, że będzie grał tak, jak jest.” Ja mówię: „Zbysiu, ty naprawdę masz zamiast tak grać?”, a on: „Nie będę się przebierał, po co?” Te okulary jakoś przełknąłem, bo wiedziałem, że jak gra bez nich, to jego oczy są niepokojące- nie wiadomo co myśli. Machnąłem ręką- kurtka wojskowa była jego, spodnie i buty też.
On dokładnie wiedział, kim chce być na ekranie, to jego poczucie humoru i że nie miał w sobie nic z człowieka, spodziewajacego się, co go może spotkać- to wszystko sprawiło, że to nie jest opowieść o żołnierzu, lecz o młodym człowieku. Zaczyna się wolność, zaczyna się pokój- to jego czas i nagle się okazuje, że to nie będzie takie proste, i to jest jego talent. Do dzisiaj nie mamy w Polsce takiego aktora, choć mamy wielu fantastycznie zdolnych ludzi. Natomiast Cybulski był jedynym aktorem o znamionach geniuszu. Nas zachwycało to, że nie wiadomo było co ten człowiek zrobi, jak się zachowa. Zbyszek Cybulski uczestniczył też w samym procesie realizacji tego fiilmu. (cdn)
@
Kolejny 10. fragment - z mojej nowej książki pt. Dawka Polin (Właśnie Polska), która ukaże się w 2009 r. - w Izraelu i w Polsce. Jest to reportażowy przewodnik - Kraków, Warszawa, Łódź, Gdańsk - tworzący platformę do rozmów z 20 świetnymi ludźmi m.in. o tym, jak polska kultura przeszła przez czasy komuny.


Komentarze
Pokaż komentarze (33)