10. dzień Płynnego ołowiu - początek trzeciej fazy operacji: wybijanie terrorystów, ukrywających się w ciasnych zaułkach na wschodnich przedmieściach Gazy (800 tys. mieszkańcow). Dokładnie do tego rodzaju walki Izraelczycy przygotowywali się od ponad dwóch lat, mając w pamięci doświadczenia wojny z Hezbollahem w płd. Libanie.
Na poligonie wojskowym Ceilim na Negewie zbudowano modelowe „miasto palestyńskie”, w zaułkach którego w dzień i noc trwały intensywne ćwiczenia. Hamas stosuje te same metody - znane Izraelczykom - co Hezbollah. Hamasowcy przedostawali sie przez półwysep Synaj do Libanu, gdzie szkoleni byli przez Hezbollahów i instruktorow irańskich.
Nad kłębowiskiem zaułków hamasowcy rozpinają płachty jutowe, zasłaniające widok Apachom. Pod ruderami wykopane są tunele służące do ucieczki i nagłych ataków; za każdym rogiem, w kurnikach, na każdym dachu i minarecie czaić się może snajper z noktowizorem. Inaczej jednak niż w 2006 r., Izraelczykom tym razem się nie śpieszy.
Miasto Gaza ma być głównym bastionem Hamasu - Gazagradem - jak by powiedział nieodżałowany Arafat. W razie potrzeby do akcji wejdą mobilizowani obecnie masowo rezerwiści. Ci doświadczeni żołnierze, moga też zostac skierowani na Zachodni Brzeg lub na pogra nicze z Libanem, gdyby na tych arenach także nastąpiła eskalacja.
Zaczęły się pojawiać wyraźne sygnały, że czołówka polityczna Hamasu - ukrywająca się w bunkrach pod szpitalem Szifa w Gazie - gotowa jest do bezwarunkowego zawieszenia broni. Hamasowcy boją się, że całkowicie stracą władzę. Islam jest religią władzy; odsunięcie Hamasu od rządów byłoby dla niego karą najwyższą.
W tej sytuacji Egipt, sprzyjający po cichu Izraelowi, wznawia wysiłki mediacyjne. Do Jerozolimy przybywają zrelaksowani przedstawiciele UE. Zaczyna wykluwać się formuła międzynarodowa, kładąca kres mrzonkom o „emiracie islamskim” w Strefie Gazy, torpedującym - z polecenia Teheranu - wszelkie szanse na ugodę z Palestyńczykami.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)