Na Bliskim Wschodzie bardzo dużo spraw dzieje się na zasadzie naczyń połączonych, o czym zwłaszcza warto pamiętać – obserwując obecną arenę wojenną w Strefie Gazy. W 11. dniu operacji sytuacja wygląda tak: czołówka Hamasu - tzw. polityczna i wojskowa - siedzi pod ziemią, pozostawiając nieszczęsną ludność własnym losom.
Bojówkarze Az a-Din al-Kasam wycofali się w zaułki Gazy, czyli na tzw. - z góry upatrzone pozycje. Ze zrozumiałych względów chcą tam wciągnąć Cahal - na razie udało im sie zabić jednego żołnierza izraelskiego (czterech innych zginęło wskutek pomyłkowego ognia, który w walkach w slumsach jest niestety często nie do uniknięcia).
W bramie głównego szpitala Szifa w Gazie sterczy nonstop al-Dżazira (główna broń Hamasu) rzucająca się jak sęp na ranne dzieci, których obrazki puszcza w świat. Padają na podatny grunt; rysunek w nowej, hiszpańskiej gazecie socjalistycznej Republica: dziecko przed tv pyta o wojnę w Gazie; Shoah - mówi tatuś - Żydzi mają na to monopol.
x
Naciskany coraz mocniej Hamas może niedługo sięgnąć po irańskie rakiety, mogące dolecieć do centralnego Izraela (Rechowot). Na porodówce w szpitalu Szifa biegają hamasowcy w białych kitlach; chowają się też w placówkach MCK i UNRWA. Helikopter zabił w Dżibalii - Ajmana Syjama, dowodcę bojówek odpalajacych Katiusze.
Z ostatniej chwili:
Wg przecieków negocjowana obecnie przez USA formuła zawieszenia broni przewidywac będzie pozostawienie Cahalu na 2-3 miesiące na liniach, do których dojdzie w trakcie działań zbrojnych i rozmieszczenie w Strefie Gazy oddziałów egipskich. Taką ofertę otrzymać miał dziś w Kairze Hamas od gospodarzy; podobno w tajnych rokowaniach ważną rolę odgrywa Angela Merkel, a nie sympatyczny skądinąd Sarkozy.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)