Zakładamy pogodnie, że zasłużone Monachijskie Stowarzyszenie Komunikacyjne ofiarowuje Muzeum Oświęcimskiemu - wysłużonego rzęcha (przechodzony autobus miejski), mającego kursować na 3-kilometrowej trasie Auschwitz-Birkenau. Cieszymy się ogromnie, że możliwie wielu odwiedzających będzie mogło obejrzeć obie części byłego obozu - stwierdza zadowolony szef komunikacji miejskiej, Herbert Koenig.
Odpicowany gruchot zostaje poddany gruntownemu przeglądowi, a przewoźnik monachijski zobowiązuje się uroczyście uczestniczyć w jego „serwisowaniu”. Nie trzeba dodawać, że przechodzony rzęch jest 100 razy lepszy od złomu, który telepał się tam poprzednio. Niemiecki „niskopodłogowiec” przystosowany jest do przewożenia osób niepełnosprawnych.
Domyślamy się uprzejmie, że w Monachium jeździło nim też zapewne wiele nobliwych pań i panów, wspominających nostalgicznie bezprecedensowe dokonania tysiącletniej rzeszy niemieckiej w latach 1939-45. Na szczególne podkreślenie zasługuje fakt, że właśnie Niemcy i miasto Monachium, pomagają w podtrzymaniu pamięci o tragicznej przeszłości - konkluduje rozemocjonowany Herbert Koenig.
Cały ten groteskowy sinopsis jest oczywiście wymyślony, podobnie jak jego finał: z taką pomocą zagraniczną (etosowa Bawaria to najbogatszy land RFN) - z sypiącego się Auschwitz nie zostanie za chwilę mokra plama.
Komentarze
Pokaż komentarze (57)