molasy molasy
521
BLOG

Dyktatura błaznów - list znaleziony w szufladzie

molasy molasy Polityka Obserwuj notkę 4

Podczas przeglądania szuflady, w której trzymam wycinki prasowe, natrafiłem na list czytelnika do redakcji jednego z dzienników ogólnopolskich. Wyrwałem go jakiś czas temu z gazetowej szpalty i schowałem na lepsze czasy. Uważam, że jest tak ciekawy, że warto przytoczyć jego treść. Niestety wycinek czy raczej wyrywek jest w kiepskim stanie. Brakuje nazwiska autora oraz szeregu wyrazów. Pogrzebałem jednak w pamięci i przypomniałem sobie brakujące fragmenty. W odtworzonym tekście wyrazy, które są moją rekonstrukcją, są napisane kursywą. 

"Listy czytelników. Dyktatura błaznów 

Dwadzieścia lat po wielkiej pokojowej przemianie, po długim okresie, kiedy to "Polska była cool", kiedy przyjemnie było mówić cudzoziemcom, że jestem Polakiem, zaczynam się swego kraju wstydzić.

Przed laty tłumaczyłem dla "Literatury na świecie" wykład jerozolimski Milana Kundery - otóż piszący już po francusku czeski pisarz przywoływał wymyślone przez Rabelais'ego (a wywodzące się z greki) słowo "agelaści" na określenie tych, którzy się bez przerwy śmieją, chociaż nie mają poczucia humoru.

"Rabelais nie znosił agelastów. Bał się ich. Uskarżał się, "iż byli tak wobec niego nikczemni, iż omal nie przestał pisać, i to na zawsze".

"Agelaści nie słyszeli nigdy śmiechu Boga, więc przekonani są, że prawda jest jasna i jednoznaczna, że wszyscy powinni myśleć identycznie, i że oni sami są dokładnie tym, czym im się wydaje. Ale dopiero tracąc pewność, iż posiadło się prawdę, którą jednomyślnie wyznają inni, człowiek staje się indywidualną osobą.

Mój stosunek do lustracji - oparty w dużej mierze na argumentach takich jak te, które tak logicznie i klarownie przedstawili tutaj i gdzie indziej prof. prof. Jadwiga Staniszkis, Zdzisław Krasnodębski, Andrzej Zybertowicz, Ryszard Legutko, Ryszard Terlecki, Tomasz Żukowski (a także ich młodszy kolega dr Sławomir Cenckiewicz), czy (w innych miejscach) na przykład Barbara Fedyszak Radziejowska czy Bronisław Wildstein, ma także podłoże, nazwijmy to "klimatyczne". Otóż odczuwam jakąś głębszą, "klimatyczną" właśnie więź z wymienionymi wyżej osobami - cenię i szanuję ich intelekt, błyskotliwą inteligencję, dokonania, otwartość, ludzkie ciepło, poczucie humoru. Są to osoby, z którymi kontakt - osobisty lub przez ich teksty - jest dla mnie przyjemny, daje mi uczucie wspólnoty i bezpieczeństwa, utrwala moje osobnicze poczucie sensu.

Jeśli chodzi o osoby spoza sfery naukowej, podobne odczucia budzą we mnie na przykład Jarosław Marek Rymkiewicz, Wojciech Kilar, Jerzy Zelnik, a spośród tych, "którzy odeszli" podobny nastrój budzili Lech Kaczyński, Zbigniew Herbert, Paweł Wieczorkiewicz, Maciej Rybiński.

Do grupy takich osób zaliczyłbym też Jana Olszewskiego - najbardziej kulturalnego premiera w naszej historii.

Z drugiej zaś strony już sam widok twarzy czy to naszych Wielkich Przywódców, czyli Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego, czy to ich akolitów takich jak Vincent Rostowski, Sławomir Nowak, Grzegorz Schetyna, Radosław Sikorski, Ewa Kopacz, Hanna Gronkiewicz-Waltz, Tomasz Nałęcz , czy Paweł Graś, albo liderów "sojuszniczych partii" takich jak Waldemar Pawlak (że nie wspomnę o Wielkim Kłopotku), czy Marek Sawicki budzi we mnie coś w rodzaju emocjonalnej paniki, psuje mi humor, podnosi ciśnienie i generalnie pogarsza samopoczucie. Samopoczucie pogarsza się na sam widok - nie mówiąc o filmach - posła/reżysera Kazimierza Kutza- gdy mam z nim kontakt poprzez ekran telewizora albo też jego filmy w "kinach" czuję się naprawdę marnie. 

Ach byłbym zapomniał - Janusz Palikot! Ten jest jedyny, nieoceniony, monumentalny. Jego nie przebije nikt. 

Cóż, widzę, że pamięć już nie ta - jest wszak Stefan Niesiołowski ("Nie-SIE-łowski"jak go zawsze nazywa jeden z wyżej wymienionych polityków!!! Przy nim nawet Palikotto betka.

Monumentalność Palikota przy monumentalności Niesiołowskiego to monumentalność pchełki.

No więc zauważę - skoro postawa antylustracyjna (a za nią poszło wiele, wiele innych tego typu postaw, no, przynajmniej  prób takich postaw, choćby tej prawdziwie  MONUMENTALNEJ w swej genialnej prostackościjak postawa walki z CBAcharakteryzuje agelastów (którzy, jeśli z rzadka robią poważną minę,to jedynie ZNACZĄCO), to przywołam - nieprecyzyjnie, bo z pamięci - fragment żydowskiego przysłowia, które stanowi motto Zniewolonego umysłu Czesława Miłosza: "a jeśli ktoś twierdzi, że ma sto procent racji, to wielki łotr jest i rozbójnik", to takiego należy się wystrzegać.

Dwadzieścia lat po wielkiej pokojowej przemianie w moim kraju, po długim okresie, kiedy to "Polska była cool", kiedy to przyjemnie mi było mówić cudzoziemcom, że jestem Polakiem, teraz zaczynam się swojego kraju wstydzić. Nie życzę sobie, po prostu sobie wypraszam, żeby twarzą Polski były zawsze głupkowato roześmiane twarze Tuska i Komorowskiego (cóż się to zrobiło z tych niegdysiejszych normalnych "dwóch takich", i co z ich równie sympatyczną miłością do kotów?), nie życzę sobie, by twarzą mojego kraju były wiecznie naznaczone sztucznym uśmiechem(według nich oznaczającym "walkę z ponuractwem") fizjonomie Sikorskiego i Rostowskiego, albo też zabarwiona religijnością prymusa twarz Stefana Niesiołowskiego. Dziękuję za "filipinki" Gronkiewicz-Waltz, dziękuję za walkę z "kibolami" Grasia, dziękuję za "luzackość" Nowaka.

Ci ludzie może i walczyli z "komuną", zgoda. Ale na pewno nie walczyli o demokrację (we własnym mniemaniu oczywiście tak), nie walczyli o demokrację we współczesnym, europejskim wydaniu (co dotyczy także zachodnioeuropejskich partii chadeckich i konserwatywnych).

Trzeba pamiętać, że wszyscy dyktatorzy byli wcześniej buntownikami, rewolucjonistami. Inaczej nie sięgnęliby po pełnię władzy. I należy pamiętać, że Adolf Hitler został wybrany demokratycznie i cieszył się znacznym poparciem nawet wtedy, gdy istniały już obozy koncentracyjne.

Ja niczego nie sugeruję, nie porównuję. Jedynie przypominam. Żebyśmy nie wyszli jak Zabłocki na mydle. Z donosami bezkarnych agentów SB w ręku. I tu przypomina się rysunek Andrzeja Mleczki, kogoś, kto też jest z moich klimatów: "Osiągnąłem orgazm, panie doktorze. Ale to wszystko, co udało mi się w życiu osiągnąć."

Gdy zakończyłem przepisywanie odnalezionego w szafie listu, odwiedził mnie mój kolega Scyzoryk spod Włoszczowy. Spojrzał na ekran komputera i powiedział, że zna ten tekst. Zetknął się z nim, gdy pisał notkę "Dlaczego "spisiali" Polacy nie chcą jeść ciastek". Autor tego listu, starszy wykładowca Uniwersytetu Warszawskego Krzysztof Zabłocki, ma taki sam pogląd na zwolenników PiS-u jak minister Radosław Sikorski. Uważa ich za ponuraków i dlatego swój list zatytułował "Dyktatura smutasów". Scyzoryk dodał, że list został napisany w marcu 2007 r. i został zamieszczony w "Gazecie Wyborczej".

Natychmiast odpędziłem mojego kolegę od komputera, żeby nie odkrył, że część tekstu odtwarzałem z pamięci. Wskutek tego, może on troszeczkę różnić się od oryginału. Panie starszy wykładowco, jeśli coś przekręciłem w Pana liście, to bardzo przepraszam! Proszę uwzględnić przy ocenianiu mnie, że byłem kiedyś studentem UW. Dziękuję Bogu, że mnie Pan nie uczył!

Aha! Scyzoryk podał mi adres strony internetowej, na której zamieszczony jest oryginalny list: http://wyborcza.pl/1,79328,4018248.html. Najłatwiej go znaleźć na portalu gazeta.pl. Trzeba w wyszukiwarce wpisać: Krzysztof Zabłocki, list.

Proszę go porównać z moją wersją i poinformować mnie o ewentualnych pomyłkach.

molasy
O mnie molasy

"JEDYNIE PRAWDA JEST CIEKAWA" - Józef Mackiewicz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka