"Toruńska" wizja świata różni się od tych powstałych przy zastosowaniu schematów ideologicznych typu komunizm, liberalizm czy feminizm tym, że jej źródłem jest obserwacja polskiej rzeczywistości.
"Im dalej od centrum, tym dalej w polityce od zdrowego rozsądku. Słuchacze Radia Maryja i tak głosowaliby na PiS. A zbytnie związanie się z o. Rydzykiem może odstraszyć tych, którzy nie podzielają <toruńskiej> wizji świata" - skrytykował strategię polityczną Jarosława Kaczyńskiego Michał Szułdrzyński na łamach "Rzeczpospolitej". Cóż z tego passusu wynika? Ano to, że istnieje jakaś fałszywa "toruńska" wizja świata wyznawana przez o. Tadeusza Rydzyka oraz słuchaczy Radia Maryja. Jest ona pozbawiona zdrowego rozsądku i tak straszna, że zniechęca do głosowania na PiS wyborców z centrum. Żałuję, że Szułdrzyński nie wyjaśnił szczegółowo na czym ta wizja polega, dlaczego odstrasza Polaków myślących zdroworozsądkowo oraz co to jest centrum.
Nie podzielam opinii publicysty "Rzeczpospolitej". Przede wszystkim odrzucam twierdzenie, że zdrowym rozsądkiem kierują się jedynie ludzie sytuujący się w tzw. politycznym centrum. Jest wprost przeciwnie. Tzw, wyborcy centrowi dokonują politycznych wyborów emocjonalnie. Z tego powodu, że nie mają oni ugruntowanych poglądów, można nimi bardzo łatwo manipulować. Do nich adresowana jest polityczna propaganda. Jedną z metod tej manipulacji jest straszenie "toruńską" wizją świata.
Są poglądy prawdziwe i nieprawdziwe, mądre i głupie, słuszne i niesłuszne, konserwatywne i liberalne, lewicowe i prawicowe ale nie ma centrowych. Ja nie mam nic wspólnego z centrum, chociaż uważam się za człowieka zdroworozsądkowo myślącego i nie wyznaję żadnej ideologii typu liberalizm, socjalizm, konserwatyzm, feminizm, antykaczyzm czy antyrydzykizm. Wszystkie ideologie są fałszywe, bo próbują opisać świat według jednego, z góry założonego schematu. Tymczasem do analizy prawdziwego życia takie upraszczające wzorce są bezużyteczne. Ich stosowanie prowadzi na intelektualne manowce. "Toruńska" wizja świata różni się od tych powstałych po zastosowaniu schematów ideologicznych typu komunizm, liberalizm czy feminizm tym, że jej źródłem jest obserwacja polskiej rzeczywistości. Jest to wizja pesymistyczna, ale nie przerażająca. Jeśli ktoś się jej boi, to dlatego, że jej tak naprawdę nie zna i ocenia ją na podstawie doniesień antyradiomarynej propagandy.
Na czym ta wizja polega? Z pewnością Szułdrzyński jest jej lepszym znawcą ode mnie, bo ja nie jestem ani regularnym słuchaczem Radia Maryja ani egzegetą wypowiedzi o. Rydzyka. Jednakże słucham tej stacji od czasu do czasu i wyrobiłem sobie zdanie na temat poglądów jej dyrektora oraz jej słuchaczy dzwoniących do "Rozmów niedokończonych". Oto jak rozumiem "toruńską" wizję świata.
1. System III RP. Przemiany ustrojowe i gospodarcze zapoczątkowane w Polsce w 1989 r. mogły i powinny przebiegać inaczej niż się to stało w rzeczywistości. Wolne wybory przeprowadzono dopiero w 1991 r., chociaż trzeba to było zrobić jesienią 1989 r., natychmiast po zburzeniu muru berlińskiego. Nieprawdą jest, że wybrano najlepszą z możliwych dróg i nie dało się wprowadzać zmian lepiej, sprawiedliwiej a tzw. III RP nie wolno krytykować. Reformy ustrojowo-gospodarcze forsowano bez zgody, a nawet wbrew dużej części, może nawet większości Polaków. Znaczna część polskiego społeczeństwa nie była reprezentowana w sejmie i rządzie. Ta grupa została wykluczona, zepchnięta na społeczny margines. Polska nie jest zatem krajem w pełni demokratycznym. Ma oczywiście fasadę państwa demokratycznego, są w niej wszystkie instytucje takiego państwa, ale dostęp do władzy ma tylko wąska grupa ludzi. Rządzący odmawiają niektórym grupom społecznym, a w szczególności tzw. moherowym beretom, prawa do głośnego wypowiadania tego co uważają za ważne dla swojego życia i pożyteczne dla życia publicznego. Taka postawa, to totalitaryzm.
2. Establishment. Elita polityczna realizuje wizję Polski uzgodnioną przy tzw. okrągłym stole przez władzę komunistyczną i lewicowo-liberalną część opozycji antykomunistycznej. Establishment postokrągłostołowy rządzi od 1989 r. z dwiema krótkimi przerwami (rządy Jana Olszewskiego i Jarosława Kaczyńskiego). Rządząca elita nie jest zamknięta, dołączają do niej ludzie nowi, ale odbywa się to na zasadzie kooptacji. Podobna sytuacja jest w Rosji. Żeby mieć szansę na wysokie stanowisko państwowe, trzeba posiadać akceptację establishmentu. A może ją uzyskać jedynie ten, kto wyznaje ogólnie obowiązujące, narzucane przez największe media poglądy.
O rządzących Polską ludziach o. Rydzyk powiedział w Brukseli, że nie są Polakami, bo "nie mają polskiego serca". Zaznaczył, że nie chodzi mu o ich narodowość ("nie chodzi o krew") ani o obywatelstwo ("nie chodzi o przynależność"). A więc w czym rzecz? Moim zdaniem klucz do zrozumienia tej wypowiedzi, to "polskie serce". Jeśli ktoś ma "polskie serce", to jest dumny z tego, że jest Polakiem. Tymczasem przedstawiciele rządzącej Polską elity politycznej unikają używania słów "Polak" czy "naród polski". Zastępują je takimi terminami jak "obywatel" czy "społeczeństwo obywatelskie". Podkreślają przy każdej okazji, że są Europejczykami. W modzie jest podkreślanie regionalnego charakteru Polski (Tusk często przypomina, ze jest Kaszubem). Robią tak dlatego, że media mainstreamowe, w szczególności "Gazeta Wyborcza", narzuciły pogląd, iż "polskość" oznacza endecki nacjonalizm i szowinizm. Nie tylko nie są dumni z tego, że są Polakami, ale mają z tego powodu poczucie winy, bo przecież nasz naród jest ich zdaniem współodpowiedzialny za Holocaust. Dziwię się zatem, że tak ich słowa o. Rydzyka oburzyły. Powinni się cieszyć, że już nie muszą się ze swej polskości tłumaczyć przed światem.
Rządzący establishment nie rozumie zwykłego, noszącego moherowy beret Polaka. Nie akceptuje jego przywiązania do religii katolickiej w jej tradycjonalistycznej wersji, z jej obrzędami i przywiązaniem do kultu Matki Boskiej jako Królowej Polski. Jak rozumiem o. Rydzyka, to właśnie te "mohery" mają wzorcowe "polskie serca"
3. Gospodarka. Możliwe, że o. Rydzykowi chodziło też o to, iż rządzący establishment prowadzi szkodliwą dla Polski i Polaków politykę gospodarczą. Przykładem złego traktowania przedsiębiorców jest sprawa Romana Kluski. Łatwiej jest w Polsce prowadzić interes cudzoziemcom niż Polakom. O. Rydzyk przekonał się o tym na własnej skórze, gdy ekipa Tuska zaczęła torpedować realizację jego projektu eksploatacji wód geotermalnych. Z dnia na dzień rozwiązano z Fundacją Lux Veritatis umowę o dofinansowaniu, podpisaną kilka miesięcy wcześniej z Narodowym Fonduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Ta inwestycja jest korzystna dla Polski, bo jeśli w 2020 r. w naszym kraju poziom produkcji energii ze źródeł odnawialnych nie osiągnie poziomu 20 proc., to będziemy płacić wysokie kary. Natomiast w stosunku do firm zachodnich rząd Tuska jest ustępliwy, czego dowodem jest wypłata kilku miliardów złotych firmie Eureko w zamian za odstąpienie od umowy dotyczącej prywatyzacji PZU. Zachodni kapitał uzyskuje ulgi podatkowe (np. w specjalnych strefach ekonomicznych), ma możliwość legalnego i nielegalnego transferu pieniędzy za granicę (np. wytransferowano z Polski kilkaset milionów złotych jako opłatę za zmianę nazwy operatora komórkowego Idea na Orange). Drobni polscy przedsiębiorcy, np. właściciele małych sklepów i kupcy bazarowi są skazani na zniknięcie, bo nie są w stanie konkurować z wielkimi zachodnimi sieciami handlowymi. Władze nie tylko ich nie wspierają, ale wręcz uważają, że powinni zamknąć swoje firmy (np. bezwględna rozprawa z kupcami na Pl. Defilad w Warszawie). Rząd lekceważy także problemy polskiego rolnictwa.
4. Prywatyzacja. Przeprowadzono ją źle. Praktycznie nic na niej nie skorzystali zwykli Polacy. Zupełnym niewypałem był tzw. Program Powszechnej Prywatyzacji. Doprowadził on jedynie do likwidacji wielu dobrych, dochodowych firm. Skandalem była wyprzedaż banków. Podczas ostatniego kryzysu okazało się, że wbrew twierdzeniom liberałów, kapitał ma narodowość i polskie banki były drenowane z kapitału przez ich zachodnioeuropejskich właścicieli. Podczas prywatyzacji doszło do wielu nadużyć. To dzięki niej do wielkich majątków doszło wielu najbogatszych dzisiaj Polaków. Za przykład może służyć Jan Kulczyk. Państwo polskie sprzedało mu pakiet kontrolny Telekomunikacji Polskiej, a on odsprzedał go natychmiast z dużym zyskiem państwu francuskiemu, właścicielowi firmy France Telecom. Za sprzedaż tego monopolisty rząd polski otrzymał śmieszne pieniądze. Tak jak w wielu krajach zachodnich, firmy z sektorów strategicznych dla gospodarki powinny być kontrolowane przez państwo. Dlatego nie wolno sprzedawać Lotosu, w szczególności Rosjanom.
5. Media. Główne polskie media kłamliwie opisują rzeczywistość. Są polskie tylko z nazwy, bo ich właścicielami są wielkie koncerny zagraniczne. Odmawiają prawa głosu wykluczonym grupom Polaków, takim jak "mohery". Lansują postmodernizm, głoszący, że nie ma prawdy. Narzucają konsumpcyjny a czasami nawet nihilistyczny model życia ("róbta co chceta"). O. Rydzyk powtarza często na antenie Radia Maryja słowa Jana Pawla II, że "demokracja pozbawiona wartości przekształci się wcześniej czy później w nowy totalitaryzm".
6. Unia Europejska. Podczas dyskusji przed przyjęciem Polski do UE, Radio Maryja udzielało chętnie anteny przeciwnikm akcesji. W tej chwili, gdy decyzja już zapadła, trzeba ją przyjąć do wiadomości. Należy pilnować, żeby Polska nie była w UE dyskryminowana (np. kwestia nierównych dopłat dla rolników). Trzeba również jak najskuteczniej wykorzystać dotacje unijne tak, aby suma pozyskiwanych z Brukseli środków przewyższała kwoty wpłacane przez nasz kraj jako składka członkowska.
7. Katastrofa smoleńska. Trzeba wyjaśnić wszystkie jej przyczyny. Nie wolno z góry odrzucać żadnej wersji, np. zamachu. Rząd Tuska zrobił wielki błąd oddając śledztwo w ręce Rosjan. Wielu krewnych ofiar katastrofy ma wątpliwości, czy rządzącym naprawdę zależy na wyjaśnieniu jej przyczyn.
8. Kościół a polityka. Duchowni mają prawo zabierać głos w sprawach publicznych. Wielokrotnie robił to papież Jan Paweł II. Duchowni nie tylko mogą, ale nawet muszą przypominać o społecznej nauce Kościoła. Muszą nawoływać wiernych do przestrzegania w życiu społecznym wartości chrześcijańskich. Każda wypowiedź dotycząca spraw publicznych ma swój wymiar polityczny, zatem nawoływanie, żeby duchowny nie angażował się w politykę jest próbą pozbawienia go prawa uczestniczenia w życiu wspólnoty narodowej. Takie żądania są antydemokratyczne. Kościół nikomu nic nie narzuca, ale przypomina o obowiązku poszanowania prawdy Bożej.
To są według mnie główne elementy tej rzekomo strasznej "toruńskiej" wizji świata. Pewnie Szułdrzyński się ze mną nie zgodzi, ale uważam, że niemal identyczną wizję Polski ma Jarosław Kaczyński. Dlaczego więc nie powinien on publicznie o tym mówić? Jeśli ktoś się boi "toruńskiej" wizji świata, to muszą go również odstraszać poglądy lidera PiS. Jeśli Kaczyński odciąłby się od o. Rydzyka, to zaszkodziłby swojej wiarygodności. Wątpliwe, czy zyskałby coś w mitycznym centrum, natomiast na pewno zniechęciłby do siebie część wyborców prawicowych. Taki błąd popełnił prezydent Lech Kaczyński, który stracił gwałtownie poparcie, gdy przestał akcentować swą prawicowość i zaczęła go chwalić "Gazeta Wyborcza" (np. za wprowadzenie zmian do ustawy lustracyjnej)
Jeśli wierzyć sondażom, to takich "strachliwych" jest ok. 5 proc. wyborców PiS. Mniej więcej o tyle spada poparcie dla tej partii po zmasowanych atakach na o. Rydzyka. Nie jest to mało i politycy PiS powinni znaleźć sposób, żeby im uświadomić, że rzekomo straszna "toruńska" wizja świata jest tożsama z z wizją ich lidera. Jednak nie ta grupa może przeważyć szalę zwycięstwa partii Kaczyńskiego w wyborach. PiS wygra jedynie wtedy, gdy zachęci do pójścia do urn wyborczych niegłosującą większość Polaków. Uważają oni, że nie warto brać udziału w wyborach, bo niezależnie od ich wyniku nic się w Polsce nie zmieni na lepsze. Kaczyński wygra, gdy ich przekona, że jest inaczej.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)