molasy molasy
540
BLOG

Totalitaryzm IV władzy - afera "News of the World" dla Polaków

molasy molasy Polityka Obserwuj notkę 3

Komentując 19 lipca w radiu TOK FM aferę "News of the World", która wstrząsnęła opinią publiczną Wielkiej Brytanii, Andrzej Jonas, redaktor naczelny "The Warsaw Voice", mówił o "totalitaryzmie medialnym ze strony wielkich koncernów". Rzadko zgadzam się z komentarzami mojego byłego szefa, ale w tym przypadku uważam, że trafił w sedno. Co ciekawe, tego samego dnia o "totalizmie medialnym" mówił w Radiu Maryja prof. Mieczysław Ryba. W odróżnieniu od Jonasa używał tego zwrotu nie tylko w odniesieniu do imperium Ruperta Murdocha, ale także do wielkich polskich koncernów medialnych. I z nim też się zgadzam.  

Dziennikarze polskich największych koncernów medialnych zachowują się tak jakby było im wszystko wolno. Oskarżają polityków o nadużycia, które im samym można przypisać. Prowadzą akcję propagandową przeciwko największej partii opozycyjnej czyli PiS. Robią tak dlatego, żeby nie dopuścić do objęcia przez nią rządów. W totalitarny sposób wykluczują PiS z grupy ugrupowań uprawnionych to sprawowania władzy w Polsce. Nie tylko naruszają prawa zwykłych ludzi, ale podnoszą alarm, że są przez swoje ofiary krzywdzeni. Osądzają, wykluczają, stwiają się ponad prawem. Niektóre grupy społeczne, np. tzw. mohery, są przez media w totalitarny sposób traktowani jak podludzie. Przykładów jest wiele. W tym tekście zajmę się dwoma przypadkami: zorganizowaną przez TVN prowokacją przeciwko PiS z udziałem Renaty Beger oraz naruszeniem prawa przez ekipę Polsatu podczas pielgrzymki Radia Maryja.

Prowokacja TVN

W 2006 r. wielkie polskie koncerny medialne czyli TVN, Agora, Polsat, RMF FM, Eurozet i inne, działając z partykularnych, polityczno-biznesowych pobudek, doprowadziły do storpedowania próby stworzenia stabilnej, większościowej koalicji przez zwycięzcę demokratycznych wyborów parlamentarnych czyli PiS. IV władza okazała się silniejsza od władzy ustawodawczej i wykonawczej. Prywatny biznes nie dopuścił do zrealizowania woli większości Polaków, wyrażonej w wyborach.

We wrześniu 2006 r. doszło do kryzysu w koalicji PiS-Samoobrona-LPR. Jarosław Kaczyński wyrzucił z rządu Andrzeja Leppera. PiS podjął próbę stworzenia nowej koalicji z udziałem LPR, posłów Samoobrony (bez Leppera) oraz PSL. Zakończyła się ona fiaskiem wskutek prowokacji dziennikarskiej zorganizowanej przez TVN.

Dwaj dziennikarze tej stacji, Andrzej Morozowski i Tomasz Sekielski, namówli Renatę Beger (Samoobrona) do nagrywania ukrytą kamerą rozmów przeprowadzanych z politykami PiS Wojciechem Mojzesowiczem oraz Adamem Lipińskim. Beger podawała się za reprezentantkę grupy posłów Samoobrony. Żądała dla siebie stanowiska sekretarza stanu. 26 września TVN wyemitowała nagrania w programie "Teraz My". Wywołało to burzę polityczną. PiS został oskarżony o korupcję polityczną. "Gazeta Wyborcza" tryumfowała, że IV RP legła w gruzach. PSL zerwał rozmowy koalicyjne. Lepper utrzymał kontrolę nad klubem Samoobrony i pemier Kaczyński był zmuszony zawiązać z nim ponownie kruchą, skazaną na rychły rozpad koalicję. 

Jeśli coś mogło razić w opublikowanych rozmowach, to język używany przez Mojzesowicza, w którym nie brakowało wulgaryzmów. Jednak należy wziąć pod uwagę z kim rozmawiał. Beger do salonowych dam nie należy i wyrafinowanych zwrotów by nie rozumiała. Mojzesowicz dobrze wiedział, jak z nią rozmawiać, bo znał ją z czasów, gdy sam był w Samoobronie. A poza tym, czy wiele jest takich osób, które nigdy nie użyły wulgarnego słowa? Kto jest bez winy, niech rzuci kamieniem! 

Tak naprawdę, to wszystko odbywało się tak jak się zawsze odbywa podczas rozmów o tworzeniu koalicji. Beger jako liderka grupy posłów Samoobrony domagała się stanowiska w rządzie. Premier Kaczyński nie chciał jej go dać itd. Mimo to, w Polsce rozległ się wielki medialny wrzask. "To polska Watergate" - grzmiał Tomasz Wołek. Poseł PSL Marek Sawicki wezwał do stworzenia "rządu zgody narodowej" (bez PiS). Bronisław Komorowski (PO) powtarzał przy każdej okazji, że doszło do korupcji politycznej i wzywał CBA do zajęcia się tą sprawą (sic!). Premiera Kaczyńskiego zwymyślał w swoim stylu Lecha Wałęsa. A potępieńczej atmosferze uległa nawet prof. Jadwiga Staniszkis, która zwykle nie powtarza bezmyślnie salonowych opinii.

W porównaniu ze skalą naruszenia etyki dziennikarskiej przez pracowników TVN, nadużycia z użyciem podsłuchu przeciwko brytyjskim politykom przez dziennikarzy "News of the World" wyglądają na drobiazg czyli pikuś. TVN zmienił bieg wydarzeń politycznych w Polsce (storpedowanie rozmów PiS z PSL w sprawie stworzenia większościowej koalicji), podczas gdy podsłuchy "NotW" nie wywarły większego wpływu na politykę brytyjską. Polscy dziennikarze zaatakowali tylko jedną z wielu partii. Zastosowali nie bierny podsłuch, ale prowokację. Nie zrobili tego w interesie publicznym, a w partykularnym interesie polityczno-finansowym swego środowiska.

Chory z nienawiści do PiS Wołek był na dobrym tropie, gdy mówił, że była to "polska Watergate". Z tym, że winnymi są funkcjonariusze IV władzy czyli dziennikarze TVN. Jeśli Sekielski i Morozowski uważali, że prowadzenie rozmów koalicyjnych przez polityków PiS z posłami Samoobrony jest przestępstwem, to wysyłając Beger podżegali do niego.  Warto tu przypomnieć, że dziennikarze TVN wiele razy oskarżali o takie przestępcze działania funkcjonariuszy CBA, w okresie gdy jego szefem był Mariusz Kamiński. Na przykład agent Tomek miał ich zdaniem podżegać do korupcji takie niewiniątka jak  Beata Sawicka czy Weronika Marczuk. Sekielski i Morozowski bardzo się pewnie zdziwią, ale prawda jest taka, że potępiając agenta Tomka potępiają samych siebie. Jednak o ile CBA podejmowało działania operacyjne, żeby ukrócić plagę korupcji, to TVN żadnych szczytnych celów nie miało. Ten koncern medialny chciał po prostu doprowadzić do upadku rządu sformowanego przez PiS czyli do storpedowania woli wyborców wyrażonej w demokratycznych wyborach. Ale mimo to, Sekielski i Morozowski nie tylko nie stanęli za swoje przestępcze działania przed sądem, ale są stawiani za wzór do naśladowania. Część środowiska dziennikarskiego przyznała im za ich prowokację nagrody! 

Na szczęście nie wszyscy polscy dziennikarze pochwalili naruszenie etyki przez dziennikarzy TVN. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich oraz Centrum Monitoringu Wolności Prasy potępiły potężny koncern Mariusza Waltera za emisję "taśm Beger". "Przygotowywanie materiałów dziennikarskich w celach propadandowych nie mieści się w kanonie rzetelnego dziennikarstwa" - napisał SDP w specjalnym oświadczeniu. Jednak ten głos prawdy został zagłuszony przez medialny zgiełk wytworzony przez wielkie koncerny. Polakom zrobiono wodę z mózgu i Sekielski z Morozowskim uchodzą za wielkie gwiazdy dziennikarskie, choć są jedynie małymi propagandzistami. Jakże odmienna sytuacja jest w Wielkiej Brytanii, gdzie opinia publiczna jednoznacznie potępiła dziennikarzy "NotW" za ich przestępcze działania. Czy kiedyś doczekamy się, żeby i w Polsce zaczęły obowiązywać normalne, demokratyczne standardy?

Prowokacja Polsatu

W tym przypadku pokrzywdzonymi przez funkcjonariuszy potężnego koncernu medialnego są zwykli ludzie, uczestnicy pielgrzymki Radia Maryja na Jasną Górę. Ludzie ci przyjechali do tego najsłynniejszego polskiego sanktuarium 10 lipca, aby zjednoczyć się we wspólnej modlitwie. Niestety nie było im to dane. Ekipa Polsatu News naruszyła mir pielgrzymkowy, próbując filmować uczestników mszy bez ich zgody.

Szczegółowy przebieg incydentu nie jest jeszcze ustalony. Jego skrócony opis znajduje się w mojej notce "Nawrócona antysemicka propagandzistka szczuje na Radio Maryja". W tym miejscu dodać trzeba, że według relacji świadków, dziennikarze Polsatu News zachowywali się prowokacyjnie. Tak jakby chcieli wywołać jakiś incydent. Nie dziwię się im. Chcieli mieć przecież jakiś materiał dziennikarski, uzasadniający ich przyjazd Na Jasną Górę

Po co tu przyjechali? Czy chcieli pokazać modlących się pielgrzymów? Oczywiście nie. Jeśli Polsat News chciałby zamieścić informację o tym, że pielgrzymka się odbyła, to mógł skorzystać z materiałów filmowych Telewizji Trwam, która przeprowadzała z pielgrzymki transmisję na żywo.

Potwierdza to Jarosław Gugała, szef pionu informacji i publicystyki Telewizji Polsat. "- Obsługiwaliśmy to wydarzenie, bo było elementem kampanii wyborczej, bo uczestniczył w nim lider Prawa i Sprawiedliwości. Nie byliśmy tam po to, żeby kogokolwiek prowokować. Lider opozycji jest osobą publiczną i także jemu chyba zależy, żeby media relacjonowały jego działania i spotkania. Takie mamy prawo i obowiązek wobec naszych widzów" - powiedział dziennikarzowi PAP.

Ta wypowiedź dużo wyjaśnia. Otóż ekipa Polsatu uważała, że na Jasnej Górze odbywa się nie uroczystość religijna lecz wiec wyborczy. Jest to jedyny pretekst uzasadniający robienie zdjęć w tym miejscu 10 lipca przez tę telewizję. Na filmowanie mszy Polsat nie miał zgody, gdyż nie posiadał akredytacji. Uczestnicy obrzędów religijnych mają prawo do anonimowości, bo religia należy do sfery prywatnej każdego człowieka. Żadnej telewizji nie wolno pchać się w zabrudzonych buciorach na mszę bez zgody jej uczestników. Zdaje się, że akceptuje to również Gugała. 

Obowiązuje bowiem w tym przypadku prawo każdego człowieka do ochrony wizerunku. Reguluje tę kwestię art. 81 ustawy prawo autorskie: "Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przestawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie."

Ustawa przewiduje dwa wyjątki od reguły. Wolno rozpowszechniać bez posiadania zgody wizerunek: 

  1. "osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych i zawodowych;
  2. osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza."

Jak rozumiem, właśnie do tych wyjątków odwołuje się Gugała w swej wypowiedzi dla PAP. Jeśli 10 lipca na Jasnej Górze odbywał się wiec wyborczy, to Polsat mógł go filmować. 

To jest oczywiście kwestia do rozstrzygnięcia przez sąd. Chciałbym tu przypomnieć, że Jarosław Kaczyński nie przemawiał na Jasnej Górze jako poseł i prezes PiS, lecz jako brat jednej z ofiar katastrofy smoleńskiej. Czy zatem nie miał w tym przypadku prawa do ochrony wizerunku tak jak każdy inny obywatel RP? Czy Polsat nie chciał wejść w brudnych buciorach w jego prywatne życie? Czy uznać można, że Polsat wykonał jego wizerunek "w związku pelnieniem funkcji publicznych"?

Nie zajmuję stanowiska w tej sprawie. Co więcej, dopuszczam interpretację, że Polsat miał prawo filmować wystąpienie Kaczyńskiego nawet bez formalnej akredytacji. Ale była to jedyna osoba, której wizerunek ta telewizja mogła później wykorzystać bez pytania o zgodę. Można też przyjąć interpretację, że Polsat nie musiał mieć zezwolenia od osób, które znalazły się przypadkowo w kadrze w trakcie filmowania Kaczyńskiego (były one "szczegółem całości"). Ale poza tym jedynym momentem podczas pielgrzymki, Polsat nie miał prawa do robienia zdjęć. Nie wolno było filmować przemówień innych członków rodzin osób, które zginęły pod Smoleńskiem oraz zwykłych pielgrzymów. Nie miał na to ich zgody, bo występowały jako osoby prywatne.

Tymczasem jak wynika z relacji świadków incydentu, reporterka Polsatu Ewa Żarska nagabywała pielgrzymów. Bez wcześniejszego zapytania ich, czy zgadzają się udzielić wypowiedzi, podtykała im pod nos mikrofon i zadawała pytania. Sceny te filmował operator. Prawo do ochrony wizerunku pielgrzymów zostało w ewidentny sposób naruszone. Nikt nie może twierdzić, że w tym przypadku nagabywane osoby były "szczegółem całości". Miały być one bez wątpienia bohaterami reportażu.

Dziwi mnie, że na ten aspekt prawny nikt nie zwraca uwagi w dyskusji, jaka toczy się w sprawie tego incydentu. Nie wspominają o nim w ogóle pracownicy Radia Maryja i Telewizji Trwam. Wynika to prawdopodobnie z tego, że Polacy nie mają świadomości, że ich prawo do ochrony wizerunku jest w nagminny sposób naruszane. Ileż to razy na warszawskiej ulicy byłem nagabywany przez dziennikarzy telewizyjnych, którzy podbiegali i zadawali pytanie bez uprzedniego zapytania, czy zgadzam się na udzielenie wypowiedzi. Ja ich po prostu odpędzam, bo znam swoje prawa, ale wiele osób zaczyna coś dukać przed mikrofonem, mimo że nie chcieli, aby ich filmowano.

W normalnych krajach demokratycznych sytuacja jest diametralnie inna. Ich obywatele zdają sobie sprawę ze swoich praw. Przekonałem się o tym kilka lat temu w Szwecji. Podczas pobytu w Soedertelje (średniej wielkości miasto szwedzkie), wałęsałem się wieczorem po ulicach z aparatem fotograficznym. Była to dobrej klasy lustrzanka Canona z zewnętrzną lampą błyskową. Podczas spaceru zobaczyłem na ulicy dwa rozbite wskutek kolizji samochody. Postanowiłem wykonać w celach edukacyjnych serię zdjęć reporterskich. Fotografowałem z różnych odległości przy użyciu zoomów szeroko- i wąskokątnych. Podczas wykonywania jednego ze zdjęć w kadr aparatu weszło dwóch mężczyzn. Gdy się zorientowali, że zrobiłem im zdjęcie, podeszli do mnie i zażądali zaświetlenia filmu. Wzięli mnie za fotoreportera miejscowej gazety. Wcale im się nie dziwię, bo mój sprzęt wyglądał profesjonalnie i nie mogli wiedzieć, że ja robiłem zdjęcia tylko po to, żeby się uczyć fotografii. Grozili mi nawet wezwaniem policji. Odstąpili od swych żądań dopiero wtedy, gdy przekonałem ich, że jestem zwykłym turystą z Polski. Gdybym faktycznie był fotoreporterem, to musiałbym film zaświetlić.

Ale wróćmy do tematu. Niezależnie od tego kto kogo pobił 10 lipca na jasnogórskim placu, ekipa Polsatu naruszyła prawo pielgrzymów do ochrony wizerunku. Naruszyła ich prywatność tak samo jak dziennikarze "NotW" naruszyli prywatność podsłuchiwanych osób. I Polsat nie tylko nie poczuwa się do winy, ale ustami Gugały powołuje się na jakieś wyimaginowane naruszenie praw tej stacji przez pielgrzymów. No ale przecież w stosunku do "moherów" niektóre przepisy prawa nie obowiązują. Przecież oni są gorsi od bywalców salonów. Czyż to nie jest postawa totalitarna?

Wielkie koncerny medialne w drastyczny sposób zniekształcają rzeczywistość w Polsce. Nie tylko nie zachowują obiektywności politycznej, ale wprost zwalczają niektóre partie. Wykluczają niektóre grupy społeczne. Stawiają się przy tym ponad prawem. Czyż to nie są objawy totalitaryzmu medialnego? 

molasy
O mnie molasy

"JEDYNIE PRAWDA JEST CIEKAWA" - Józef Mackiewicz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka