molasy molasy
560
BLOG

Kogo poprą w wyborach sieroty po POPiS-ie?

molasy molasy Polityka Obserwuj notkę 13

Jeśli czegoś można być pewnym w polskiej polityce, to przede wszystkim tego, że po październikowych wyborach parlamentarnych nie dojdzie do koalicji PO-PiS. Jednak, jak wynika z czerwcowego sondażu TNS OBOP, aż 11 proc. wyborców chce, aby właśnie te dwie partie wspólnie rządziły Polską. Jest ich tylko o 3 proc. mniej niż zwolenników rządzącej obecnie koalicji PO-PSL.

Grzegorz Schetyna i Jarosław Kaczyński stwierdzili niedawno w wywiadach prasowych, że przewaga PO nad PiS wynosi zaledwie kilka punktów procentowych. Ich opinie oparte są na wynikach wewnątrzpartyjnych badań preferencji wyborczych Polaków, przeprowadzanych na bardzo dużej grupie respondentów. Również opublikowane ostatnio ogólnie dostępne sondaże wskazują, że różnica między PO i PiS jest minimalna. Nawet niewielki, kilkuprocentowy przepływ między elektoratami tych partii, może zadecydować, która z nich odniesie wyborcze zwycięstwo. A zatem, to zwolennicy POPiS-u mogą zadecydować, które z dwóch preferownych przez nich ugrupowań będzie rozdawać karty po wyborach. 

Wyborcy opowiadający się za koalicją dwóch największych polskich partii mogą przenosić swoje poparcie z jednej na drugą. Przyjmijmy, że w tej chwili sympatie zwolenników POPiS-u są rozdzielone po równo między oba te ugrupowania (tzn. i na PO, i na PiS chce głosować po ok. 5 proc.). Zatem pozyskanie wszystkich zwolenników wspólnej koalicji przez jedną z tych partii, spowodowałoby, że zyska aż 10 punktów procentowych w stosunku do konkurenta. W ostatnim sondażu Homo Homini PO ma 31 proc. poparcia, natomiast PiS - 29 proc. Jeśli zatem 5 proc. Polaków, którzy zadeklarowali w nim poparcie dla PO, zmieniłoby decyzję i zdecydowałoby się w wyborach poprzeć PiS, to wyniki byłyby następujące: PO - 26 proc, PiS - 34 proc. Gdyby przepływ elektoratu nastąpił w drugą stronę, to PO uzyskałaby 36 proc., natomiast PiS - 24 proc.

Nawet mniejsza, np. 2-procentowa wymiana wyborców między największymi polskimi partiami może zasadniczo zmienić wynik wyborów. Gdyby przepływ elektoratu nastąpił na korzyść PiS, to ta partia zwyciężyłaby w wyborach, bo zdobyłaby 31 proc. głosów, podczas gdy PO - 29 proc. (odnoszę się tu ciągle do sondażu Homo Homini).

Nasuwa się pytanie, na którą z dwóch największych polskich partii powinni głosować zwolennicy POPiS-u, aby zoptymalizować szansę na powstanie wielkiej koalicji. Jeśli wszyscy oni poparliby PO, to odniosłaby zdecydowane zwycięstwo i bez trudu znalazłaby sobie małego koalicjanta. Nie ma większego znaczenia, czy byłby to PSL, SLD czy Ruch Palikota. Na pewno POPiS by nie powstał. 

Zupełnie inna sytuacja zaistniałaby, gdyby dzięki wyborcom POPiS-owym zwyciężyła partia Jarosława Kaczyńskiego. Zwycięstwo to byłoby osiągnięte z niewielką przewagą nad głównym konkurentem I wątpliwe, czy PiS byłby w stanie stworzyć większościową koalicję z jedynym realnym partnerem czyli PSL. Prawdopodobnie powstałby wtedy w sejmie alians wszystkich partii oprócz PiS. Ale byłaby to bardzo chwiejna koalicja. Bardzo trudno jest rządzić, gdy w opozycji znajduje się partia, która w wyborach uzyskała najwięcej głosów. Antypisowska koalicja mogłaby się w takim przypadku skończyć źle dla jej uczestników. Opinia publiczna mogłaby uznać, że nie ma ona mandatu do rządzenia państwem. Doprowadzić by to mogło do jej rozpadu. Powstałaby wtedy konieczność wykonania nowego rozdania. Jeśli doszłoby do pogłębienia się kryzysu gospodarczego, to być może jedynym wyjściem z sytuacji byłaby wielka koalicja PO i PiS.

Oczywiście mogłaby ona powstać jedynie wtedy, gdyby szefem PO przestał być Donald Tusk. Czy to jest w najbliższym czasie możliwe? W tej chwili wydaje się, że nie. Ale po przegranych przez Platformę Obywatelską wyborach byłaby całkiem inna sytuacja. Wewnątrzpartyjna pozycja Tuska znacznie by osłabła na rzecz jego konkurentów do przywództwa czyli Grzegorza Schetyny i być może Bogdana Zdrojewskiego. Ten ostatni polityk jest w tej chwili na bocznym torze jako minister kultury, ale w przyszłości może odegrać jeszcze dużą rolę. Warto przypomnieć, że w poprzedniej kadencji sejmu został on wybrany szefem klubu parlamentarnego PO wbrew Tuskowi, który popierał Zbigniewa Chlebowskiego. To znaczy, że Zdrojewski ma w Platformie sporo zwolenników, którzy się ujawnią, gdy Tuskowi powinie się noga.

PO ze Schetyną lub Zdrojewskim na czele jest już do zaakceptowania jako partner koalicyjny dla Jarosława Kaczyńskiego. POPiS znów stałby się możliwy. Kaczyński odpowiadał na pytanie dotyczące możliwości zawiązania koalicji przez dwie największe polskie partie polityczne podczas pobytu w Szczecinie w lutym tego roku. Stwierdził wówczas, że odpowie na nie wtedy, gdy usłyszy od kierownictwa Plaformy, że bierze taką możliwość pod uwagę. Kaczyński podkreślił, że w tej chwili szefowie PO prowadzą politykę "anihilacji PiS, więc trudno z tymi, którzy chcą nas anihilować, zawierać koalicję". Stwierdził, że "moglibyśmy rozmawiać" dopiero po zaniechaniu tych działań przez Platformę. Zwrócił jeszcze uwagę na bardzo duże różnice programowe między PO i PiS. Wniosek z tej wypowiedzi jest oczywisty. POPiS jest możliwy, ale może powstać dopiero wtedy, gdy zmieni się kierownictwo Platformy czyli odejdzie Tusk. 

Powyższe dywagacje oparte są na założeniu, że polscy wyborcy podejmują racjonalne, przemyślane decyzje. Ja mam co do tego wielkie wątpliwości. Znaczna ich część, jeśli nie większość, kieruje się emocjami. Wielu zwolenników POPiS-u zdecyduje na którą partię głosować dopiero w ostatniej chwili.

Powstaje pytanie, jak PO i PiS mogą wpłynąć na podjęcie decyzji przez 11 proc. Polaków, opowiadających się za koalicją tych partii. Platforma ma na to prostą receptę. Znowu zaatakuje ojca Tadeusza Rydzyka. Warto zwrócić uwagę, że po rozpętaniu nagonki na dyrektora Radia Maryja po jego czerwcowym wystąpieniu w Brukseli, PiS stracił w sondażach kilka punktów procentowych. Intuicja mi mówi, że ugrupowaniu Kaczyńskiego cofnęli (czasowo!) poparcie zwolennicy POPiS-u. O. Rydzyk musi działać na nich jak czerwona płachta na byka. Atakując Radio Maryja, PO zawsze wygrywa. Nawet jeśli odstraszeni od PiS wyborcy nie przerzucą swych głosów na Platformę, to przynajmniej w dniu głosowania zostaną w domu.

W walce o wyborców POPiS-owych partia Kaczyńskiego ma trudniejsze zadanie. Musi unikać zaogniania sporów z partią Tuska, schodzić z linii ciosów zadawanych przez przeciwnika. Jeśli już konflikt będzie nieunikniony, to odpowiedzialność za jego wywołanie musi przerzucić na PO. Wtedy POPiS-owe sierotki wyrażą pokrzywdzonym współczucie i oddadzą na nich głos. Bezpardonowy atak Tuska na PiS podczas sobotniej konwencji PO jest w przypadku wyborców opowiadających się za POPiS-em korzystny dla partii Kaczyńskiego. Ponieważ może być uznany za niesprawiedliwy, sprzyja utrzymaniu poparcia dla "skrzywdzonego" PiS.

Pisząc o zwolennikach POPiS-u, należy koniecznie wspomnieć, że jest jeszcze trzecia partia, która ma nadzieję na uzyskanie ich głosów. To PJN. Politycy, którzy stworzyli to ugrupowanie, liczyli przede wszystkim na poparcie tej właśnie grupy wyborców. Swego czasu zorganizowali konferencję prasową, na której ogłosili, że zdobędą 11 proc. głosów w wyborach. Nieprzypadkowo jest to dokładnie tyle samo, co zwolenników POPiS-u. Żeby było efektowniej, PJN zorganizował swą konferencję 11-ego dnia miesiąca, o godz. 11.11. Tak duża liczba jedynek okazała się chyba prorocza, bo wszystko wskazuje na to, że partia stworzona przez Joannę Kluzik-Rostkowską otrzyma w wyborach ok. 1 procent głosów. Zaledwie tyle dostanie jej się z POPiS-owego tortu. Resztę podzielą między siebie główni gracze na polskiej scenie politycznej. O tym w jakich proporcjach, zadecyduje końcówka kampanii wyborczej.

Warto przypomnieć, że jeszcze kilka lat temu koalicja POPiS była wymarzona przez Polaków. Przed wyborami parlamentarnymi w  2005 popierało ją ponad 50 proc. respondentów sondażu przeprowadzonego przez PBS DGA. Nawet po fiasku powyborczych rozmów koalicyjnych w 2005 r. Polacy wciąż chcieli, aby dwie największe partie rządziły naszym krajem. Według sondażu CBOS z grudnia 2005 r. wspólnej koalicji PiS-PO chciało 44 proc. respondentów. W l. 2006 - 2007 badania PBS DGA wskazywały, że POPiS-u chce 34-35 proc. badanych czyli co trzeci Polak. Przez ostatnie 4 lata systematycznie się oni wykruszali i teraz za wielką koalicją opowiada się zaledwie co jedenasty wyborca. Ale jest to w dalszym ciągu alians dosyć przez Polaków pożądany. Większe poparcie wśród ankietownych przez TNS OBOP ma jedynie koalicja PO-SLD (22 proc.) oraz PO-PSL (14 proc.). Chętni do poparcia POPiS-u znajdą się również z pewnością wśród 36 proc. wyborców, którzy nie wiedzą, jaka koalicja byłaby dla Polski najlepsza.

www.tvp.info/informacje/polska/sondaz-polacy-za-koalicja-po-z-sld/4681789

molasy
O mnie molasy

"JEDYNIE PRAWDA JEST CIEKAWA" - Józef Mackiewicz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka