Zupełnie niespodziewanie kampania wyborcza w Polsce zmieniła charakter i poszła w dobrym kierunku. Trochę mniej w niej jest pi-arowych sztuczek, a więcej rozmowy na naprawdę ważne tematy. A z nich najważniejszy sformułowała jedna z kobiet, która przyszła na spotkanie z podróżującym autobusem po kraju premierem Donaldem Tuskiem i zadała mu pytanie: "Jak żyć za 600 zł miesięcznie?"
Kampania przed październikowymi wyborami rozpoczęła się na dobre na początku czerwca od gdańskiej konwencji PO. Miała ona tryumfalistyczny przebieg. Premier i ministrowie chwalili się wspaniałymi efektami swych czteroletnich rządów. Tusk powiedział, że Polska jest wzorem do naśladowania dla innych krajów europejskich. Oświadczył z dumą, że nawet Niemcy się na nas wzorują. Krytykowanie działań swego rządu nazwał "kwękoleniem".
Tego samego dnia Jarosław Kaczyński spotkał się w Warszawie z młodzieżą. Występujący w salonowych mediach komentatorzy zgodnie orzekli, że rywalizację na konwencje dwóch największych polskich partii politycznych wygrała bezapelacyjnie Platforma Obywatelska. Jak świadczy dalszy przebieg wydarzeń, pseudonaukowcy i pseudopublicyści całkowicie się mylili. O ile spotkanie Kaczyńskiego z młodymi odniosło swój skutek i PiS ma w tej chwili większe poparcie niż PO wśród najmłodszych wyborców, o tyle konwencja Platformy okazała się strzałem kulą w płot. Zastosowana podczas niej propaganda sukcesu została przez Polaków źle przyjęta. Sztabowcy PO przekonali się o tym po przeprowadzeniu badań sondażowych. I dlatego zmienili strategię wyborczą. Sztab zakazał politykom PO nachalnego chwalenia się sukcesami rządu podczas spotkań z wyborcami. Hasło "Polska w budowie" sygnalizowało, że dobre efekty rządów PO pojawią się dopiero za kilka lat. Nowe hasło "Zrobimy więcej" ma upewnić Polaków, że im się w przyszłości poprawi.
Skutkiem zmiany strategii wyborczej PO jest także wysłanie Tuska na objazd Polski specjalnym autobusem. Sztabowcy Platformy nie przewidzieli zapewne, że spotka on w swej pi-arowej podróży ludzi biednych. I nie będzie miał im nic do zaproponowania. Wydaje mi się, że liderzy PO rzeczywiście uwierzyli w sondażową propagandę, że chce na nich głosować ponad połowa Polaków i jedynie pisowscy malkontenci ich nie kochają. Tylko oni "kwękolą", podczas gdy tak łatwo stać się w Polsce człowiekiem sukcesu.
Mina Tuska podczas spotkań z biednymi Polakami świadczy o tym, że jest on bardzo zaskoczony tym, co zobaczył. Mam nadzieję, że od tej pory zrezygnuje z używania obraźliwych określeń w stosunku do ponad połowy swoich rodaków. Że "kwękolącą" kobietę, która musi wyżyć za 2 zł dziennie, zabierze do tuskobusu, w którym dotychczas wszystkie miejsca były zarezerwowane dla tych, którym się we współczesnej Polsce powiodło. Jeśli tak się stanie, to nawet po ewentualnym zwycięstwie wyborczym Platformy, Polska nie straci kolejnych 4 lat. Może Tusk na czele nowego rządu zajmie sie rozwiązywaniem rzeczywistych problemów Polaków a nie jałową, pi-arową szarlatanerią. Jeśli lider PO tego nie zrobi, to spotka go smutny los. Jako historyk powinien wiedzieć, że historia bardzo źle go oceni za zaniechanie działań w celu poprawy ciężkiej doli zwykłych Polaków. Zostanie surowo rozliczony za zmarnowanie szansy na stworzenie lepszej, sprawiedliwszej Polski.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)