W jednym z teatrów pewna artystka innych artystów prała po pyskach. Po przedstawieniach, w ramach kolacji Brali w twarz od niej bez dania racji. Lecz, gdy raz piła wino z dublerem, rzekli aktorzy, że to zbyt wiele. Gdyż mu całusa dała miast razów, a im, artystom, to ani razu... Więc się dogadał aktor z suflerem twierdząc, że tego jest już za wiele. „Czas skończyć z damy przejawem pychy!” -rzekł sufler szeptem nadzwyczaj cichym. Aktor ponuro pokiwał głową, i popił brandy wodą sodową. „Jam też pobity, pośród zbyt licznych”- potwierdził szeptem, nieco scenicznym. I rozpuścili plotkę po mieście, aby zaszkodzić krewkiej niewieście, że ma artystka chorobę pewną, która przenosi się przez niewierność... Więc drogie Panie, nie bijcie panów, ani artystów, ani też chamów Bo zemsta czyha, chwili nie znacie, odkąd żyć przyjdzie Wam w celibacie...



Komentarze
Pokaż komentarze (5)