Pełna relacja z koncertu Haca, który to dał go 4.go grudnia w Teatrze im. Stafana Jaracza w Olsztynie.
(koncert mial być prowadzony przez Piotra Bałtroczyka, ale że w tym czasie obchodzi urodziny, więc nawet go nie poprosiłem. Nie pojedzie przecież w trakcie imprezy kilkunastu kilometrów, żeby tylko było bardziej medialnie! Nawet ja nie jestem taka świnią.
Jako, że Teatr obecnie jest remontowany, nie miałem żadnych problemów z występem na tak szacownych deskach. Założyłem (jak zwykle gdy wybieram się "na miasto", upaprane tynkiem spodnie i buty, oraz poplamioną farbą emulsyjną koszulę, i cała budowa (czytaj: teatr) była (był) już moja (mój). Gdy się wnosi na ramieniu trzy metry przewodu YDY 3x2,5 mm2 (3,54 zł za metr), cieć sie nie czepia, byle potem zostawić to w środku.
Problemem było nagłośnienie, już istniejące, albowiem tynkarze to dziwny naród, jak mu nie gra bumbumbum na 90 decybeli, to się gubia, i kladą tynk na czymkolwiek, poza ścianami. Na szczęście teoretycznie jestem elektrykiem, więc teorii mi wystarczyło na wywalenie bezpieczników na całej budowie. Zaczął się koncert.)
Hac: Serdecznie witam Panów na moim koncercie, w tych szacownych i obitych z tynków murach. Z góry przepraszam za utrudnienia w odbiorze, gdyż nie umiem grać na żadnym instrumencie, a w dodatku moje teksty nie mają dopisanej muzyki. Za co serdecznie przepraszam, sądząc, że nie odbierze to Panom przyjemności uczestniczenia w tej duchowej uczcie.
(słychać aplauz. Niestety, realizator nie może zacytować aplauzu, gdyż czytelnicy tego zapisu moga go czytać przed 23.cią.)
Hac: Ten dziwny instrument, jaki Panowie tu widzicie, to laptop. Toshiba Satellite, ma już kilka lat. Nie umiem na nim pisać, gdyż zamieniłem sie na lepszy komp z córka, a tu klawisze umieszczone są pod innym kątem. Co tłumaczy, że od dwóch lat piszę jeszcze gorsze rzeczy. Cóż, technika. Klątwa XXI wieku. Proszę mi to oddać! Nie spłaciłem jeszcze dwóch rat, laptop stanowi własność banku, chce mieć Pan do czynienia z bankiem?! Dziekuję...
Zaprezentuję teraz kilka tekstów, przeważnie znanych (mnie), i kilka nieznanych (w momencie pisania tego tekstu. To nie jest żadna rewelacja, ale lubię je, a inni też mogą).
(teksty Panów Tynkarzy, co ja mogę, i co oni mogą też pomijam, były entuzjastyczne, i niech to wystarczy...)
Bądź
Bądź.
Po prostu bądź,
Nie sądź i nie oceniaj.
Patrz na mnie
I nic nie zmieniaj.
Uśmiechaj się i całuj,
A resztę sobie daruj.
Tylko tu, z boku siądź,
I bądź...
Cieplutki
To jest cieplutki wiersz dla Pani,
Rumiany, jakby wyszedł z pieca.
Nikt za ściemnianie go nie zgani,
Gdyż jasny jak płonąca świeca.
Lekko zgryźliwy w swym języku
Choć pełen jest pogody ducha.
Prostolinijny, bez uników,
Bo to jest wiersz, nie ciepła klucha.
Słodki jak mała porcja kremu,
Choć ostry bywa i szalony,
Co najpierw mruczy po kociemu,
Aby znienacka wbić Ci szpony.
To wiersz pospiesznie napisany,
Jarzy się tylko, choć nie gaśnie.
Cichy, przytulny i kochany -
Bo to jest wiersz - jak Pani właśnie...
Niech
Nie trzeba mieć jej, by ją znać.
Nie trzeba myśleć, by coś było.
Nie próbuj niedojrzałej rwać!
Tylko wyobraź sobie miłość...
Niech będzie taka przymrużona,
Jak twoje oczy w swej przekorze.
Ni to dzierlatka, ni matrona.
Nieodgadniona. Święta może...
Niech ma kosmyki potargane
Nawet, gdy wicher ich nie goni,
Policzki słońcem nakrapiane,
I delikatny puch na skroni...
Niech miękko pieszczą mnie jej słowa
I palce, które myśli mącą
Niech na ramieniu ciąży głowa
Gdy ucałuję wargę drżącą...
Niech ją ogarnia lekka trema,
Gdy kroki drobi niczym gejsza.
I niech kompletnie sensu nie ma,
Bo taka będzie najpiękniejsza...
Wiosenna
Zaszumiało wiatrem w głowie
Zaszeptało wśród sitowia
Ciepły podmuch grzeje ciszę
Wkrótce sercem zakołysze...
Ludzie widzą tylko siebie,
Ludzie klepią ludzką biedę
Czasem tylko ptak zakwili,
Zaświergoli, lecz po chwili
Strumienie już szemrzą Tobie
I wargi Twe, płatki magnolii
Zanurzyć chcę się w tej wodzie
I w wargach Twych...
Drzewa tulą się do siebie
Zasłuchane w trawy śpiewie
Pnącze już kochanka szuka
Innej muchy szuka mucha...
Ludzie milczą i z goryczą
Fiołki w głowach sobie liczą,
Wymieniają puste słowa.
Brak zieleni w ich rozmowach
Promienie Ci zaigrały
Na oczach co barwy jemioły
Scałować łzy chcę z rzęs Twoich
I z powiek Twych...
Słońce świeci coraz wyżej
Już ogrzewa starcom krzyże.
Dzień odbiera wciąż godziny,
Nową przyszłość lepi z gliny...
Ludzie drążą wciąż codzienność,
Ludzie ludziom niosą ciemność.
Zabiegani, zastraszeni
W duchu marzą o jesieni
A wokół już wiosna wraca
I palce Twe, kwiaty dmuchawca
Położyć się chcę w zieleni
Na dłoniach Twych...
Kwiecień
Daleko na wschodzie chłód...
Zwijać się trzeba w płód
I otulać kocem.
Kwiecień, psia mać... Plejstocen...
Z nagła pojawia się w głowie:
„I jak tu być zdrowa
Gdy trząść musi się człowiek
Jak galaretka cytrynowa?
Może wziąć coś na katar,
Lub na gardła bolenie?
Dobrze, że w necie awatar
Ma ciut cieplejsze odzienie!
A tu do sklepu trzeba,
I zawieźć coś na Ochotę...”
A wokół rozmiękła gleba
I wróble pokryte błotem.
I wiosna, taka smarkata,
Co słońca boi się chyba.""
Poczekam może, aż woda
przestanie kochać się w szybach...”
Tydzień
Już tydzień, a ja Tobą pachnę,
Twoim oddycham wciąż powietrzem.
Co było, jest już tylko błahe,
Nawet kłopoty już są bledsze.
Nie wiem, co myśleć o tym mam,
Może nie warto myśleć wcale.
Bo nie mam w myślach innych dam,
I czuję z tym się doskonale...
Co robić, co ze sobą mam
Uczynić, póki myśli w wietrze...
Skoro ja wciąż Twój zapach mam,
I Twym oddycham wciąż powietrzem...
Słowa
Gdy ktoś wymyślał słowa,
wymyślił nam ich dość.
Wymyślił „miłość”, „zdradę”,
„nienawiść” oraz „złość”.
„Codzienność” i „kochanie”,
„euforię”, „smutek”, „ból”.
Wymyślił „pieprz” i „taniec”,
a także „miód” i „sól”
Wymyślił „łzy” i „uśmiech”,
„wiatr”, „chmury” oraz „deszcz”,
„radosne” i „ponure”,
„słoneczne”. „Piękne” też.
Wymyślił „spokój”, „burzę”,
„grom z nieba” , „z rurki krem”.
Ale nie wiedział tego,
co ja o Tobie wiem.
Chociaż wymyślał stale
słowa, co wpadną w duszę,
to nie znał Ciebie wcale.
Więc sam Cię nazwać muszę...
Eleanor Farjeon (1881 - 1965)
Cats Sleep Anywhere
(tłumaczenie własne):
Cats sleep anywhere, any table, any chair.
Top of piano, window-ledge, in the middle, on the edge.
Open draw, empty shoe, anybody's lap will do.
Fitted in a cardboard box, in the cupboard with your frocks.
Anywhere! They don't care! Cats sleep anywhere.
Koty śpią wszedzie, na krześle, na stole,
W szufladzie i w bucie, na górze, na dole.
Na parapecie oraz klawiszach pianina.
No, wszędzie dosłownie! Boże! Gdzie ich nie ma?!
W kartonowym pudełku i wśród sukien będzie...
Więc ciii... I uważajcie!
Bo koty śpią wszędzie...
Anioł
Obudził anioł się na kacu,
I z przerwą w życiorysie.
I poczuł, że pod skrzydłem ma coś
Świeżego jak przebiśnieg.
Grał wczoraj w karty z pewnym czartem,
A stawka była nieco warta.
I się dowiedział, że to nie żarty,
Kiedy za dobrze ci idzie karta...
Grać o swą duszę można, lecz
Gdy grasz o cudzą, wybacz,
Zawsze jest szansa pecha mieć,
I taką duszę wygrać...
I czuł, że to jest niesłuszne,
Choć miło jest mieć ludzką duszę.
Anioł powinien być bezduszny.
Anioły nie miewają wzruszeń!
Do nieba, z cudzą duszą, Piotr
Na pewno go nie wpuści.
Ale gdy miał już duszę, to
Nie chciał poprzedniej pustki.
Bo z duszą w środku lepiej jest
Niż z wiekuistym niczym,
I zawsze dobrze duszę mieć,
Bo to się z czasem liczy...
Więc zawisł anioł tego dnia
Pomiędzy snem a światem.
I poczuł, że mu w duszy gra,
Choć stał się renegatem.
A w górze Piotr uśmiechnął się
I dał mu przyzwolenie.
...bo jeśli anioł duszę ma,
to także szansę na zbawienie...
Pean dla...
Straciłem pracę, cóż ze mnie za facet,
że nowej mi szukać się nie chce.
Żarcie i picie to nie całe życie.
Do życia wystarczy powietrze.
Nie mam już stresów, od rana po wieczór
mam czas na swobodne myślenie.
Przez trzy miesiące zasiłek na koncie,
więc może się wreszcie polenię.
(refren muzyczny, beztekstowy)
Przeżyłem lata myśląc, że praca
lepszym mnie zrobi człowiekiem.
Teraz na słońcu wygrzewam się w końcu.
Być może mądrzeje się z wiekiem.
Czasami klimat nie daje wytrzymać,
palenie fajek nie grzeje.
Polar założę, nie będzie najgorzej.
I może też coś w siebie wleję...
(refren muzyczny, beztekstowy)
Bez telewizora, nie słucham więc porad
jak żyć, ani innych obwieszczeń.
W piecu wygasa, lecz to też jest praca...
Więc dziś nie dorzucę już więcej.
Do bab brak pociągu, bo ci z wodociągów
odcięli mi dostęp do cieczy.
Poczekam lepiej, aż będzie cieplej,
i pójdę się umyć do rzeki.
(refren muzyczny, beztekstowy)
Reasumując – jakoś się bujam.
Na cukier wystarcza i drożdże.
Tytoń zasadzę, a jeść będę rzadziej,
i może co piątek poposzczę.
Praca to kierat, i za cholerę
nie mogę jej dobrze ocenić...
Siądę na słonku, by nie tracić wątku,
i zacznę cudownie się lenić...
(finał muzyczny, j.w.)
Na podmiejskim przystanku
Na podmiejskim przystanku siedzą sobie dziewczyny.
Opalają kolana, wymieniają nowiny
W żwirze grzebią obcasem, zabijają minuty.
Była wiata, już nie ma.
Ktoś ją sprzedał do huty.
Bus przejechał ostatni, ten następny wieczorem.
Lepsi chłopcy w Londynie, załapali się w porę.
Na podmiejskim dziewczyny siedzą sobie od rana,
jedna ma etat w sklepie,
inna też niekochana...
„Na żądanie” przystanek.
Twarze smętnie zaspane.
Żeby powód choć był do radości.
Może by tak do gminy?
Tam pogrzeby i chrzciny...
Trochę życia w tej codzienności
Asfalt cuchnie na słońcu na podmiejskich przystankach
a kurz w gardłach osiada, i dziewczynom na wiankach.
Kilku chłopcom pod sklepem także kurzy się z głowy.
Jeden czeka na sankcję,
reszta na warunkowym...
Przejechała karetka, chłopcom kończy sie wino,
jeszcze tylko autobus i kolejny dzień minął.
Siedzą sobie dziewczyny, nogą kiwając luźno.
"Może ciążę niechcianą?
Zanim będzie za późno..."
„Na żądanie” przystanek.
Żadnych szans tu na zmianę.
Nawet nie ma o co się złościć.
Tylko dziewczyn tych szkoda,
bo tak krótko są młode
w Europie trzeciej świeżości...
Modlitwa warmińska
Nie mam już wiele czasu,
mam swoje przecież lata.
Gdy z czasem cicho zniknę,
cóż, mała w końcu strata.
Tylko zostawić sobie
małe conieco zechcę.
Interes jest uczciwy.
Tobie zostawiam resztę.
Bo po jeziorze
pod żaglem płyną łodzie.
To także jest zbyt mało,
ale tak piękne, Boże.
Zabierz mi resztę, proszę,
i zostaw mi te żagle.
Zostaw mi je na wieczność,
a resztę zabierz nagle.
Niewiele mi zostało
radości i cierpienia,
i Ty mi tego, proszę,
broń Boże, też nie zmieniaj.
Więc kiedy mnie ogarnie
jasność niebytu święta,
swojego ja dotrzymam,
o Twoim Ty pamiętaj.
Bo na błękicie
małych obłoczków chmara.
Na zawsze się o takie
dla mnie, błagam, postaraj.
Resztę mi zabierz, proszę,
tylko tych chmurek parę
pozostaw Panie Boże
jako ostatni podarek.
(przyszedł Kierownik Budowy z Policją i mnie wygonił. Jakby co, to podam numer konta, grzywna to rzecz dotkliwa, zwłaszcza finansowo. Zapraszam na kolejne koncerty. Może da się zaprosić Bayer Full jako suport.)



Komentarze
Pokaż komentarze (7)