dobrze wiedziałam, że znów się pojawisz
bo dawno Cię przecież nie było
jak fala tsunami, jak w torcie dynamit
jak to, co najgorsze się śniło
Uprzedzaj czasami te swoje wizyty
niech mam wobec Ciebie handicap
suprajsów nie znoszę, zakupię więc prochy...
i będę przy Tobie mniej dzika.
Tak, wiem, że to moja wina
lub może bardziej wina wina to
lecz tak trudno jest z tobą wytrzymać...
Idę na dno...
bez zaproszenia znów się pojawiasz
i wpędzasz mnie w mrok oraz bluesy
tak mało lirycznie, i stochastycznie,
że trudno mi dostrzec w tym plusy
nie możesz tak stale poddawać mnie presji
Ja rzucę palenie i picie
podpiszmy już teraz nasz pakt nieagresji
z terminem ważności na życie
To nie jest Twoja wina
lecz chyba wina wina to
Że tak trudno z tobą wytrzymać
a boli to...
byłaś tu zawsze, i nie chcę już chyba
dłużej w związku tym tkwić
Tak trudno czasami jest to wytrzymać
No wyjdź z mojej głowy daj żyć
Znudziłam się Tobą, tak tęsknię za zmianą
i zrzucić Cię pragnę już z tronu
Więc nie rób mi sceny, i spieprzaj migreno
nim wpiszą mi Ciebie w akt zgonu



Komentarze
Pokaż komentarze (6)