Ta myśl z Charlesa-Maurice'a de Talleyranda przychodzi mi na myśl za każdym razem, gdy wydarzy się coś istotnego w naszym kraju.
Najbardziej szlachetni przy tym bywaja, nie, nie internauci, a politycy.
A w szlachetność polityków, wybaczcie, nie wierzę.
Wypadek (głupota czy też zbrodnia, bo nie jest to jeszcze wyjaśnione) w Kamieniu Pomorskim wzbiera w nas taki szlachetny odruch. Zabicie skurwysyna to mało, przed kamieniowaniem dobrze byłoby go jeszcze wykastrować, a potem obedrzeć ze skóry. I pisze to jak najbardziej poważnie, bo sam bym zrozumiał taką kare dla siebie, gdybym był sprawcą takiego czynu. Ale jako człowiek z oznacznikiem gatunkowym Sapiens, ponownie, nie nie wzdragam się przed takim wymiarem kary, jedynie przed zanikiem rozumowania. A z rozumu wciąż mi wychodzi: Cui bono?
Kto skorzysta na ograniczeniu praw obywatelskich?
Kto zapłaci za decyzje administracyjne niezgodne z prawem?
I, gdy już wyeliminujemy dopalacze, alkohol w krwi czy niechęć do zboczeńców, czym zajmą się politycy nastepnym razem?..
Szlachetny odruch jest chwalebny, refleksja nad nim za to mądra...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)