Pijemy wódkę, z gwinta, „Pod Świerkiem”. Czas odrobinę się dłuży. Życie za krótkie choć na przepierkę, więc lepiej oko przymrużyć. Siedzę przy stole, skanuję wokół, choć jednym okiem na razie. Chyba tak wolę. Dla dwojga oczu za dużo raczej wrażeń. Knajpa „Pod Świerkiem”, mecyje wielkie, ot, kilka stołów i szynkwas. A barman w ręku ma brudną ścierkę. Pucuje szklanki do czysta... Łysawy facet z wielkim kałdunem na swój zasiłek rwie laski. Choć nie ma pracy, dobrze się czuje. Bowiem ma wikt w Caritasie. A obok student, z politologii, grzebie paluchem w portfelu. Starczy na piwo. Gorzej już było. Było juz gorzej dla wielu. Knajpa „Pod Świerkiem”, mecyje wielkie, ot, kilka stołów i lustro. A barman w ręku ma brudną ścierkę. Bo bez niej czułby się pusto... Pijemy wódkę, z gwinta, „Pod Świerkiem”. Za kilka złotych od łebka. To może smutne, ale co więcej może nas w życiu spotkać? Siedzę przy stole, Wiesiek już pod nim. Te wielkopańskie rozrywki... I tak żyć wolę, bowiem swobodniej nad światem mi się myśli. Knajpa „Pod Świerkiem”, mecyje wielkie, ot, kilka stołów i niebo. A barman w ręku ma brudną ścierkę. Brudną jak nasza codzienność.
143
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (10)