Państwo socjalistyczne demoralizuje Nasze dzieci...
Liberalizm – nie!
Czy naród polski rzeczywiście nie rozumie tego, co mówi JKM i UPR? Czy gdyby ideologia liberalna nie była taka trudna, a JKM tak hermetyczny w przekazie, to by naród na nią glosował?
Odpowiedź jest prosta: bez względu na to jak JKM prezentuje zarówno liberalizm, jak i Unię Polityki Realnej, naród na TO głosować nie będzie. I nie dlatego, że nie rozumie, ale z całkiem przeciwnego powodu; dlatego, że wie do czego liberalizm prowadzi. Przeciętny Polak liczy na to, że dzięki kolektywizacji życia, on, Kowalski, odniesie korzyść osobistą; będzie mieć – przykładowo - statystycznie więcej dzieci niż ma ich Nowak, dlatego Nowak zapłaci za część edukacji dzieci Kowalskiego. Podobnie myśli Kowalski o państwowej opiece zdrowotnej, o emeryturach pomostowych, ubezpieczeniach dla rolników, o programach ochrony miejsc pracy, subsydiach i innych wynalazkach antyliberalnego państwa. Nie popełnię większego błędu jeśli stwierdzę, że z powodu takiego myślenia, co najmniej 98,7 procent Polaków nie chce państwa liberalnego, czyli takiego, w którym człowiekowi należy się to na co zasługuje i każdy ponosi odpowiedzialność za to co robi. Dlatego porywają ich hasła o potrzebie sprawiedliwości społecznej i redystrybucji dochodu, czyli żeby bogaci płacili za biednych. I trudno im się dziwić. Ludzie sądzą, że życie w państwie opiekuńczym, w przeciwieństwie do państwa liberalnego, jest dla nich korzystne.
Cały sektor państwowy, budżetówka jest przeciwna liberałom, bo żyje z podatków, które ci ostatni chcą przyciąć. Podobnie myślą emeryci, którzy uważają, że państwo im za wszystko płaci, a także studenci, którzy na liberalizacji utraciliby zniżki na przejazdy, na bilety do kina, a także „bezpłatną” edukację. W ten sposób mamy już 60 procent narodu, któremu wiernie służą przedstawiciele mediów.
Może więc przedsiębiorcy, czyli kapitaliści? Też nie! Oni nie chcą państwa liberalnego. Przy istniejącym poziomie interwencjonizmu ludzie ci zainteresowani są dobrymi układami z rządem, państwem, w czym program UPR im wyjątkowo bruździ. Przy rządach liberalnych wzrośnie konkurencja, spadną zyski, więcej będzie bankructw, itp. kłopotów. Nie jest to ustrój dla polskiego biznesu pożądany. Podobnie uważa najbardziej prokapitalistyczna grupa Polaków, jaką jest rzekomo chłopstwo (ok. 30 procent obywateli). W państwie liberalnym chłopi stracą dopłaty bezpośrednie i nie dostaną dofinansowania składki KRUS. Co prawda, podatku dochodowego w państwie liberalnym nie będzie, ale jakiś przecież będzie. Dziś rolnik nie płaci żadnego. Może też korzystać z różnych absurdalnych quasi-przywilejów, jak: zakazy spekulacji ziemią, skup interwencyjny, pomoc w przypadku klęsk żywiołowych i innych zaniedbań osobistych.
Po odjęciu budżetówki, emerytów, mediów, etatystycznych przedsiębiorców, cwanych chłopów pozostaje ok. 1,3 populacji, i to są właśnie ci, którzy na UPR głosują.
Hipokryci
Czy wobec tak skromnego poparcia istnienie UPR nie ma sensu? Skądże znowu! Pomimo takiego antyliberalnego nastawienia, Polacy w życiu realnym, w jego wymiarze jednostkowym, w retorykę redystrybucji nie wierzą. Poza grupką cwaniaków, nieszkodliwych ignorantów i utopistów – uparciuchów, w rodzaju prof. Bugaja, posła Wrzodaka czy senatora Kutza, większość Polaków w redystrybucję w głębi serca i rozumu nie wierzy. Oto, co na ten temat pisze amerykański ekonomista, Steven Landsburg: „(…) W moim długim już życiu, nigdy nie słyszałem, aby rodzice mówili dzieciom, że słuszne jest odbieranie siłą zabawek dzieciom, które mają ich więcej. Nie słyszałem także nigdy, aby rodzic mówił dziecku, że jeśli jedno z dzieci ma więcej zabawek od innych, to powinny one utworzyć kolektyw, który przegłosuje odebranie mu tych zabawek.”
Zachęca się raczej dzieci do dzielenia się z innymi i zawstydza je, gdy są egoistyczne, jednocześnie – kontynuuje Landsburg: „Mówimy im, że jeśli inne dziecko jest egoistą należy sobie z tym poradzić, ale nie poprzez wywłaszczanie z użyciem siły. Można się do niego przymilać, targować z nim, wykluczać je z grupy, lecz nie wolno je okradać.” Nie wolno tego zarówno dzieciom, jak i żadnej legalnej władzy. Jeśli chcemy dowiedzieć się, w co naprawdę wierzy polityk lub dziennikarz – doradza Landsburg - nie zwracajmy uwagi na to co mówią czy piszą, lecz na rady, jakich udzielają swoim dzieciom.
Jakie jest źródło tej hipokryzji? Dlaczego rodzice czego innego uczą swoich dzieci, a co innego sami wyznają?
Powodów jest kilka. Na pewno zły model wychowawczy, w którym rodzice wymagają od swych dzieci więcej niż od siebie, czy nawet od swoich bliźnich, w szczególności polityków. Wychowując progeniturę w podwójnym standardzie moralnym robią jej na starcie do życia krzywdę, rozbijając integralność osobowości młodych ludzi. Takie dzieci, gdy dorosną mają problemy z odróżnianiem dobra od zła. Drugim powodem jest podwójny standard moralny; inny dla siebie, inny dla innych, czyli zwykła nieuczciwość. Osoby popierające redystrybucję liczą się z koniecznością dokonywania kradzieży czy oszustw. Trzecim powodem, zwłaszcza w grupie tych, co to uważają, że zabieranie bogatym i dawanie biednym jest jednak sprawiedliwe, jest ignorancja pozwalająca z jednej strony sądzić, że zarówno taka schizofrenia socjalna, jak i sama redystrybucja nikogo nic nie kosztują. Jednakże głównym powodem rozdwojenia norm jest… niewiara w skuteczność i trwałość socjalizmu. Rodzice podświadomie to wiedzą i dlatego przygotowują dzieci do „prawdziwego życia”, na wypadek końca eksperymentu socjalnego. I w tym zjawisku tkwi prawdziwa rola ruchów liberalnych, w tym Unii Polityki Realnej.
To, czy partia ta zdobędzie władzę jest (na razie) mniej istotne. Ważniejsze jest samo istnienie UPR, która jak miecz Damoklesa uświadamia społeczeństwu nieuchronność końca zła. Zamiast więc skupiać się na karze śmierci czy wolnościach osobistych, UPR powinna zwracać uwagę rodzicom, że zezwalając na państwo opiekuńcze nie tylko postępują nieroztropnie i niegospodarnie, ale przede wszystkim demoralizują swoje dzieci. Że wymagając od swoich najukochańszych istot więcej niż od posłów, czy wójtów niszczą charakter i osobowość tych pierwszych. Ktoś, kto kocha tak nie postępuje. W imię miłości do przyszłych pokoleń trzeba to czym prędzej zmienić. Zwłaszcza, że w głębi serca dobrze wiemy, iż jest to i konieczne, i nieuchronne.
Jan M. Fijor (2007-07-29)
www.fijor.com




Komentarze
Pokaż komentarze (14)