Jest w tym ziarno prawdy, gdyż nie na darmo w każdej szkole wzorem Szkolnych Kół Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, powstały kilka lat temu Szkolne Koła Europejskie – co obywało się bez protestów nauczycieli geografii, mimo, że jak wiadomo każdemu kto choć raz widział mapę Europy, tzw. Unia Europejska i Europa, to i kiedyś i obecnie dwa różniące się obszary polityczne i geograficzne.
Tym niemniej wielu młodych Polaków słysząc w szkole i w niemal wszystkich mediach tylko pochwały dotyczące „zachodniej”, hojnej jak królewna z bajki tzw. UE mogło się zachwycić, a nawet zakochać. Wiadomo zaś, że miłość jest ślepa – zwłaszcza pierwsza. I nadchodzi moment, gdy dojrzawszy dziewczyna czy chłopak krzyczy: gdzie ja miałam oczy?! Chłopak, o ile nie jest „europejczykiem”, krzyczy oczywiście „miałem”.
Ale jakoś trzeba przetrwać okres do nadejścia otrzeźwienia. Każdy kto miał dorastające dzieci płci obojga lub choć jednej, z ciągle obowiązujących dwóch, wie również – a kto nie miał wie ze słyszenia – jak bezskuteczne jest tłumaczenie zakochanej córce, że ten chłopak lub mężczyzna, to nie jest dla niej najlepsza droga do szczęścia, że przecież nie musi się spieszyć, że obecnie „starą panną” nie staje się automatycznie dziewczyna dwudziestoletnia itd. Nie inaczej jest z zakochanym młodzieńcem. Wierzy on święcie, że „pani jego serca” nie dość, że nie ma nigdy i nigdzie żadnych pryszczy, to jej słowiczy głos i wdzięk przeznaczone są wyłącznie dla niego i trwać będą wiecznie. Pewien jest że wdziękiem i dobrymi manierami zdobi ona otoczenie dzień i noc, a żadna z przypadłości ludzkich, począwszy od przetłuszczających się włosów, aż po dolegliwości jelitowo-żołądkowe, nigdy jej nie dotykają. Po prostu chodząca świętość i cud.
Źli to rodzice, którzy utwierdzają dziecko w tym infantylnym pojmowaniu relacji damsko-męskich i utwierdzają w onirycznych złudzeniach. Źli również i ci, którzy ganią dziecko za samą myśl o nawiązaniu uczuciowych kontaktów z – niech mi wpływowe lobby homoseksualne wybaczy – przedstawicielem innej płci.
Stąd UPR ostrzega, że nie taka Unia piękna, jak ją malują. Ale i stąd UPR mówi – współpraca w Europejskim Obszarze Gospodarczym jest ważna, a nawet pożądana. Drobny problem w tym, że o ile do wymiany towarów, usług, kapitału czy swobodnej migracji osób nikogo nie trzeba by specjalnie namawiać, mamiąc opowieściami „jaka to Unia dobra i ile nam da”, o tyle do innych celów - których realizację właśnie obserwujemy wraz z nadchodzącymi olbrzymimi podwyżkami akcyzy i VAT w najbliższych dwóch latach – bez wywołania i podtrzymywania efektu zauroczenia, oraz namawiania połączonego z podstępem i oszustwami, obejść się trudno.
Są ludzie, którzy pamiętają jeszcze wiosenną podróż utrzymywanego przez nas w podatkach pana prezydenta Kaczyńskiego ze świtą do Berlina. Powrócił z niej nasz najwyższy urzędnik z wiedzą, że ktoś (nie-wiadomo-kto) w nocy, wbrew ustaleniom przedstawicieli 27 państw dopisał w dokumencie obowiązek wymiany zdrowych żarówek na tzw. świetlówki w domach prywatnych do roku 2009. I… nikt nie śmiał zaprotestować. Oczywiście nie można wykluczyć, że wzorem słynnej „Joaniny”, wszyscy o tych żarówkach wiedzieli, tylko nie najwyższy rangą urzędnik z Polski, lub jego tłumacz(ka).
Drzewo ocenia się najlepiej po owocach. Po liściach można się pomylić. Ale ten i wiele innych cierpkich owoców wtrącania się tzw. Unii w sprawy zupełnie prywatne przeszedł bez większego echa. I oto dziś dowiadujemy się, że pierwszy minister, pan Jarosław Kaczyński dzwonił w ubiegłym tygodniu do pana Barroso zapytać m.in. co będzie z usypywaniem ziemi, kamieni, betonu, stali i rozkładaniem asfaltu w polskim województwie, leżącym w północno-wschodniej części kraju. Kim jest pan Barroso, który jak wynika ze szczerości pana premiera, który o tym poinformował – rządzi Polską i tym co tu będzie lub nie? Choć schemat jest podobny - nie jest przywódcą Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego, do którego dzwoni przywódca polskich komunistów i prosi o zgodę lub pyta o decyzję. Kim jest więc człowiek, który mówi opłacanemu przez Polaków, polskiemu szefowi rządu czy w jakimś miejscu urząd zajmujący się drogami może wydać zgodę na rozpoczęcie kopania w ziemi, czy nie?
Przytoczę najzabawniejszą – z uwagi na śródtytuł – odpowiedź. Jak informuje nas wikipedia śródtytułem „Reformator prawicowy”:
Pan Barroso: (…) Polityką zaczął zajmować się jeszcze jako student. Był członkiem maoistowskiego Rewolucyjnego Ruchu Portugalskiego Proletariatu, które uczestniczyło w rewolucji goździków obalającą w 1974 r. wojskową dyktaturę Salazara w Portugalii. W okresie przejścia do demokracji, zmienił poglądy na prawicowe: w grudniu 1980 r. został członkiem centroprawicowej Partii Socjaldemokratycznej (PSD), a od 1999 r. jej przewodniczącym. "Jestem centrowym socjaldemokratą, politykiem umiarkowanym, reformatorem, w żadnym razie neoliberałem" - mówił o sobie w 2004 r. Komentując swój udział w ruchu komunistycznym stwierdził: "Nie wstydzę się tego co robiłem gdy byłem 18-latkiem na wydziale prawa w Lizbonie w tych rewolucyjnych czasach. Teraz jestem umiarkowany, ale myślę że został mi ten sam entuzjazm". Obecnie ten „prawicowiec” socjalistyczno-demokratyczny jest przewodniczącym Komisji Europejskiej, czyli najwyższym przedstawicielem Unii, którą jeszcze do niedawna ślepo kochało 80 procent Polaków. Ale pierwsza miłość, jak pierwsze ząbki… i z czasem oczy się otworzą. Oby nie za późno.
Znamy już osobę, którą polski premier musi pytać: „Co tam panie z drogą koło Augustowa?”. Ale okazało się w ostatnich dniach, że to nie jedyny pretendent do polskiego tronu. Drugi z nich – też obywatel obcego kraju – wezwał ostatnio rząd w Polsce do potępienia wypowiedzi jednego z obywateli polskich. Ogłosił to – a ma takie możliwości – na cały świat i już, wg mediów, dostał zapewnienie z polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, że administrujący Polską urzędnicy wydadzą „oświadczenie”. Osoby znające protokół dyplomatyczny zapewne są w stanie stwierdzić, czy jest to zachowanie gościa-przedstawiciela obcego państwa czy wskazuje raczej na zachowanie suwerena wydającego polecenia.
Ponieważ to nieistniejące lobby jest jeszcze potężniejsze niż homoseksualne, więc nawet nie wymieniłem dotąd żadnej z nazw, bo samo to jest już zapewne najczystszą formą antysemityzmu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że… wywoływanemu z premedytacją takimi właśnie postawami, brzmiącymi jak rozstawianie niegrzecznych władz po kątach, dla wywołania pożądanej reakcji, w każdym państwie, nie tylko w Polsce.
Wspomniany pretendent na zadane kilka lat temu pytanie magazynu „Unia & Polska” (nie chodziło o Unię Polityki Realnej) odpowiedział: „Wydaje mi się, że każdy Żyd w swej duszy ma korzenie i związki z Polską. Tu powstała kultura żydowska, mieszkało ponad trzy miliony Żydów. Mój dziadek urodził się w Suwałkach. Mam nadzieję, że latem uda mi się tam pojechać.” Od innego – już faktycznie rządzącego Polską – pana wiemy, że ani wówczas, ani w najbliższym czasie nie uda się do Suwałk pojechać normalną, dobrą drogą. Pan nie pozwolił budować…
Na taką okoliczność pan Waldemar Łysiak przytaczał starą mądrość żydowską zawartą w pytaniu: „Jakie dobrodziejstwo ci uczyniłem, że mnie tak nienawidzisz?”, a jeden z moich ulubionych pisarzy, noblista, Isaac Bashevis Singer stwierdzał wprost: Żyd współczesny nie może żyć bez antysemityzmu.*
Ku pokrzepieniu serc naszych Sympatyków wypada Polsce życzyć, by na pytanie „Kto rządzi Polską?” odpowiedź kiedyś brzmiała: UPR!
Wojciech Popiela
http://www.upr.org.pl/main/artykul.php?strid=1&katid=76&aid=5998




Komentarze
Pokaż komentarze