A wszystko to w przededniu akceptacji Traktatu Reformującego czyli Konstytucji Unii Europejskiej, po której rola władzy w Polsce ograniczy się niemal zupełnie do administrowania tubylcami i wypełniania tysięcy zaleceń brukselsko-strasburskich. Brzechwa ujął to w następującej, rymowanej przypowieści:
Na straganie w dzień targowy
Takie słyszy się rozmowy:
"Może pan się o mnie oprze,
Pan tak więdnie, panie koprze."
"Cóż się dziwić, mój szczypiorku,
Leżę tutaj już od wtorku!"
Rzecze na to kalarepka:
"Spójrz na rzepę - ta jest krzepka!"
Groch po brzuszku rzepę klepie:
"Jak tam, rzepo? Coraz lepiej?"
"Dzięki, dzięki, panie grochu,
Jakoś żyje się po trochu.
Lecz pietruszka - z tą jest gorzej:
Blada, chuda, spać nie może."
"A to feler" -
Westchnął seler.
Burak stroni od cebuli,
A cebula doń się czuli:
"Mój Buraku, mój czerwony,
Czybyś nie chciał takiej żony?"
Burak tylko nos zatyka:
"Niech no pani prędzej zmyka,
Ja chcę żonę mieć buraczą,
Bo przy pani wszyscy płaczą."
"A to feler" -
Westchnął seler.
Naraz słychać głos fasoli:
"Gdzie się pani tu gramoli?!"
"Nie bądź dla mnie taka wielka" -
Odpowiada jej brukselka.
"Widzieliście, jaka krewka!" -
Zaperzyła się marchewka.
"Niech rozsądzi nas kapusta!"
"Co, kapusta?! Głowa pusta?!"
A kapusta rzecze smutnie:
"Moi drodzy, po co kłótnie,
Po co wasze swary głupie,
Wnet i tak zginiemy w zupie!"
"A to feler" -
Westchnął seler.
(Jan Brzechwa, Na straganie)
Jak co roku przez Polskę przetoczyła się też dyskusja o Powstaniu Warszawskim. Ci, którzy uważali, że decyzja o jego wywołaniu była – z różnych przyczyn – błędna nadal tak uważają. Ci, którzy uważali, że było to znakomite posunięcie w imię honoru i cnót – nadal tak uważają.
Niewielka grupka być może zastanawiała się co by było, gdyby wiedząc o zdradzeniu Polski przez państwa zachodnie (wiedząc, że swój interes przedkładają nad nasze sprawy), Polacy licząc na siebie a nie na łaskę innych, rozegrali to inaczej, w efekcie czego Warszawa nie zostałaby zrównana z ziemią i oszpecona na dziesiątki, setki lat przez PRL a ponad 200 000 ludzi, w tym wielu odważnych i bohaterskich mogłoby stawić tamę socjalistycznym mordercom.
Stało się inaczej. Kaci zostali, wraz z naiwnymi, przyniesieni na sowieckich bagnetach jako władza, a wyrosła z nich „dyktatura ciemniaków” czując krach tego idiotycznego eksperymentu na Polakach, w latach 70 i 80-tych XX wieku zaczęła posyłać „komunistyczne” dzieci do szkół zagranicznych, tak by po padgatowce tajnych służb wojskowych „zgodzić się na transformację ustrojową” przy zachowaniu zasad „sprawiedliwości społecznej” i „nie krzywdzeniu klasy robotniczej” na której żerowali i żerować chcieli „w kapitalizmie”.
Co by jednak nie mówić złego o powstaniach, miały one i ten walor, że podtrzymywały ducha sprzeciwu, a jak twierdzi pan Waldemar Łysiak, tylko człowiek potrafiący powiedzieć „nie” jest wolny. Pytanie o formułę tego „nie” na przyszłość pozostaje otwarte. Czesi są przykładem tego, że te same skutki można osiągać różnymi drogami, niekoniecznie poprzecinanymi rzekami krwi. Niezależnie jednak od formy wiemy, że wolność kosztuje. Wolność trzeba nie tylko zdobyć, ale i utrzymać. Jest ona nam zadana – jak mawiał najsłynniejszy z Polaków.
Czy Polacy są gotowi do kolejnego powstania o wolność? Tym razem nie zbrojnego (za PRL i III RP naród został skutecznie rozbrojony, a niektórzy oficerowie – jak sam niedawno słyszałem – pokładają nadzieję na poprawę sytuacji politycznej w … zmuszeniu wszystkich Polaków do obowiązkowego głosowania), a może: jeszcze nie zbrojnego choć wykluczyć nie można, że przyjdzie w naszej historii i na to pora. Póki co chodzi o powstanie, które rozegra się w głowach Polaków. Powstanie przeciw ciemiężeniu nas przez skorumpowanych i skompromitowanych polityków, którzy nie wahają się przed zabieraniem ciężko pracującym Polakom w postaci ZUS, PIT, VAT, akcyzy i innych podatków 80 procent ich wypracowanej własności.
Tych samych polityków, których decyzje sprawiają, że emeryci żyją jak nędzarze, a majątek budowany za ich pieniądze, zamiast na fundusz emerytalny, został rozkradziony i przeznaczony na korumpowanie wyborców dotacjami i przywilejami. Tych samych od kilkunastu lat polityków zmieniających tylko formacje partyjne, którzy kłócąc się o „dostęp do koryta” zapominają, że za przymusowo odbierane Polakom składki zdrowotne nie gwarantują w zamian niczego, prócz kolejek, łapówek i często warunków leczenia jak z epoki PRL. Tych samych polityków o skłonnościach złodziejskich, którzy odbierane na indywidualne konta pieniądze „na przyszłość” emerytów chcą - w razie ich śmierci - bezczelnie przekazać nie na własność zbierających je pod ustawowym przymusem pracowników i ich rodzin, tylko „towarzystw” czy „budżetu”.
Czy Polacy są gotowi do powstania przeciw panoszącej się, trzymającej władzę grupy polityczno-biurokratycznej, która uzurpuje sobie prawo decydowania o niemal każdym aspekcie naszego życia? Która papierami i swoimi pozwoleniami, zezwoleniami, decyzjami, nakazami objęła nie tylko wychowanie naszych własnych dzieci, nie tylko ich nauczanie, nie tylko ich leczenie, nie tylko prowadzenie naszych własnych firm, nie tylko budowanie naszych własnych domów i płotów wokół nich, nie tylko ścinanie naszych własnych drzew, ale i tysiące naszych spraw, do których wkładają swoje łapska żądając jeszcze za to od nas naszych pieniędzy na ich utrzymanie i na opłaty za realizację ich decyzji.
Czy w Polakach pozostał jeszcze duch walki i oporu, czy króluje już tylko duch zniechęcenia i pogodzenia się z losem niewolników mogących jedynie uciec poza granice Polski w poszukiwaniu lepszego życia?
Stając przed wyborem sposobu walki warto pamiętać też o tym, co zapisał ewangelista Łukasz: (Łuk. 14:28-32)
Któż bowiem z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie najpierw i nie obliczy kosztów, czy ma na wykończenie? Aby gdy już położy fundament, a nie może dokończyć, wszyscy, którzy by to widzieli, nie zaczęli naśmiewać się z niego, mówiąc: Ten człowiek zaczął budować, a nie mógł dokończyć. Albo, który król, wyruszając na wojnę z drugim królem, nie siądzie najpierw i nie naradzi się, czy będzie w stanie w dziesięć tysięcy zmierzyć się z tym, który z dwudziestoma tysiącami wyrusza przeciwko niemu? Jeśli zaś nie, to gdy tamten jeszcze jest daleko, wysyła poselstwo i zapytuje o warunki pokoju.
UPR jako organizacja, a więc i wszyscy – w skali Polski nieliczni - którzy są jej członkami, wstępując do partii zapoznawali się ze statutem, który określa cele i zadania. Wspominałem o nich już w listopadzie 2005 roku.
Zapisano tam, że UPR dąży do odbudowy podstawowych wartości naszej kultury i cywilizacji łacińskiej: praw i zasad moralnych, godności, honoru, prawdy i własności prywatnej, odbudowy chrześcijańskich fundamentów moralnych, zwiększenia odpowiedzialności i wolności obywateli, trójpodziału i decentralizacji władz, samodzielności poszczególnych władz opartej o stabilne podstawy finansowe, ukrócenia zanieczyszczeń środowiska poprzez wysokie odszkodowania od trucicieli dla zainteresowanych, oparcia działalności gospodarczej wyłącznie o własność prywatną, apolityczności wojska i wzmocnienia go poprzez oparcie go o służbę zawodową, decentralizacji, autonomizacji, prywatyzacji i reprywatyzacji nauki, szkolnictwa i kultury.
Statut wskazywał też środki mające służyć wypełnieniu tych zadań, wskazywał co władze UPR i poszczególni jej członkowie mają robić. Wstępując do partii zgodzili się bowiem dobrowolnie wypełniać statutowe zadania. Statut nakazywał by starać się przekształcać opinię publiczną w pożądanym kierunku za pomocą własnego przykładu oraz propagandy słownej, pisanej i wizualnej, doradzać wszelkim osobom i instytucjom właściwe posunięcia, gromadzić fundusze niezbędne do realizacji tych zamierzeń, finansować przedsięwzięcia sprzyjające przemianom, a także wchodzić do ciał ustawodawczych wszystkich szczebli, obejmować stanowiska wykonawcze w samorządach, i wreszcie obejmować stanowiska wykonawcze we władzach Rzeczypospolitej. Kolejność zadań stojących przed członkami UPR jest nieprzypadkowa. Zanim nie przekonamy Polaków że nasze rozwiązania poprawią ich los – nie zechcą nam zaufać. Póki co, zawsze ufali tym, którzy ich wielokrotnie oszukiwali obiecując co najwyżej wzajemne okradanie się za pośrednictwem polityków i ich ustaw.
Niezwykła aktualność wspomnianych wcześniej celów wskazuje na to, że starania członków UPR były przez te 18 lat niewystarczające i nie zdołaliśmy wypełnić stawianych sobie zadań. Choć przekształcanie opinii publicznej, doradzanie i wchodzenie do ciał ustawodawczych czy wykonawczych w samorządach miało i ma miejsce, to ich skala była zbyt mała by wywrzeć szybki i znaczący wpływ na przemiany w Polsce.
W kolejnych głosowaniach objawiało się to następująco:
1991 r. 2,3 % ok. 253 tys. głosów. (parlamentarne, UPR)
1993 r. 3,2 % ok. 438 tys. głosów. (parlamentarne, UPR)
1995 r. 2,4 % ok. 428 tys. głosów. (prezydenckie, JKM)
1997 r. 2,1 % ok. 266 tys. głosów (parlamentarne, Unia Prawicy Rzeczypospolitej- wraz z drobniejszymi partiami; jak się wyraził do p. M.Krzaklewskiego ówczesny prezes UPR pan S.Michalkiewicz – prędzej by mi ręka uschła, niżbym miał podpisać warunki programowe stawiane UPR przez AWS dla przyłączenia UPR do – jak się okazało zwycięskiej i wyrzuconej 4 lata później przez Polaków z sejmu, formacji skupiającej socjalistów pobożnych różnych odcieni)
2000 r. 1,4 % ok. 252 tys. głosów (prezydenckie, JKM)
2001 r. – UPR startowała z ostatnich miejsc na listach Platformy Obywatelskiej RP. (Już po ustaleniach składu kandydatów UPR, PO pod wodzą pana Tuska wycięła z list m.in. pana S.Michalkiewicza). Do sejmu nie wszedł żaden członek UPR. W roku 2004 w wyniku przejścia posłów PO do PE, do sejmu wszedł wiceprezes UPR pan Leszek Samborski, który w wyniku różnych okoliczności wstąpił do PO.
2004 r. 1,87% ok. 115 tys. głosów (Parlament Europejski)
2005 r. 1,57%, ok. 185 tys. głosów (parlamentarne, UPR startowała z list utworzonej na wybory Platformy Janusza Korwin-Mikke. Przed wyborami część władz m.in. ówczesny prezes i skarbnik a także część członków optowali za pójściem - jedni z list PiS, drudzy z list PO, a członkowie UPR zebrani wcześniej na konwencie opowiedzieli się za nie przyłączaniem się do istniejących formacji.)
2005 r. 1,43% ok. 214 tys. głosów (prezydenckie, JKM)
Doświadczenia te są dla nas pouczające, sądzimy też, że UPR nadal służyć może łączeniu praktycznych wysiłków tych zwolenników Wolnej Polski, których mimo różnic - wiele łączy.
W Polsce wiele jest środowisk wolnościowych, którym jest do siebie blisko. Są to zarówno środowiska patriotyczne, w których z wielką troską pielęgnowana jest miłość Ojczyzny, jak też grupy wolnorynkowe.
Jak pisałem po kampanii 2005: W ostatnich wyborach swoje nadzieje złożyło w nas prawie 200 tysięcy Polaków. Dla wielu z nich, o czym pisali choćby w treści przekazów pieniężnych na kampanię, jesteśmy ostatnią kohortą mogącą przywrócić Polakom nadzieję na lepsze życie w Polsce. By tych nadziei nie zawieść, musimy uczynić z UPR sprawny mechanizm polityczny zdolny do realizacji marzeń Polaków, do wdrożenia rozwiązań szanujących tradycje, pielęgnujących patriotyzm i poszerzających obszar wolności, w szczególności wolności gospodarczej. To zadanie stoi przed nowymi władzami, członkami i wszystkimi, którzy aktywnie sympatyzują z UPR. Jak napisał Ferdynand Zweig: Wolność jest najtańszą, najskuteczniejszą i najlepszą sztuką rządzenia i gospodarowania. Mamy nadzieję połączyć wysiłki kochających Polskę zwolenników wolności nadając im polityczną siłę, potrzebną do realizacji celów jakie wspólnie sobie stawiamy. Ciągle wierzymy głęboko, że jest szansa.
Dziś stajemy w obliczu kolejnych przedterminowych wyborów.
Po wydarzeniach roku 2005 związanych z wyssaniem części członków do PiS i PO trwa odbudowywanie sprawnych struktur UPR w Polsce. Członkowie i sympatycy doskonale wiedzą jaka jest nasza siła w poszczególnych województwach. Wiedzą też kogo z UPR znają w najbliższym sobie środowisku, co odzwierciedla też nasycenie sceny politycznej osobami z UPR.
Naszym niezależnym miejscem kontaktu i przekazywania informacji o naszych działaniach i naszych opiniach dotyczących spraw publicznych jest strona główna UPR. Tu gromadzą się każdego dnia tysiące naszych sympatyków i członków.
Rozpoczęliśmy niedawno gromadzenie środków mających stanowić finansowy fundament naszych działań. Doskonale wiemy, że składki kilkuset członków UPR nie wystarczą, a działanie w oparciu jedynie o dobre chęci jest na szerszą skalę niemożliwe. Na stronie http://www.upr.org.pl/main/milion.php można sprawdzić jaką ilością milionów złotych dysponowały inne partie, które zmuszeni jesteśmy finansować w podatkach. Także te, których rządy uważamy za największe zło wyrządzane Polsce.
Nie wystarczy też sama obecność w UPR. Ciągle potrzebna jest aktywna i efektywna działalność na forum lokalnym każdego z członków. Czekamy wciąż na przełamanie się tych Sympatyków, którzy nie chcą być jedynie biernymi obserwatorami wydarzeń, ale chcą znaleźć w sobie odwagę i siłę by włączyć się w nasze działania. Działania, a nie „pogaduszki”.
W związku z wyborami otrzymaliśmy zresztą już sporo listów od osób życzących nam zapewne jak najlepiej. Wśród nich i popierające i ostrzegające UPR przed pomysłami około wyborczymi przedstawianymi na blogu pana Janusza Korwin-Mikke. Ponieważ wiele, zwłaszcza młodych osób traktuje te wpisy i każdą wypowiedź pana Janusza Korwin-Mikke jak wyjątki ze swego rodzaju księgi objawionej warto pamiętać, że rozważania blogowe czy inne są potrzebne, co nie oznacza że są one „linia programową” czy ujawnianiem skrywanych decyzji partii. Wedle statutu UPR decyzje o wyborach podejmuje Rada Główna UPR. I to na nią spada odpowiedzialność za celność takiego lub innego wybranego wariantu mającego przybliżyć UPR do realizacji celów zawartych w Statucie UPR.
Warto też przypomnieć krytykom pana JKM, że od roku 2002 nie jest prezesem partii. Nie jest też aktualnie członkiem Rady Głównej UPR. I - co zawsze podkreślałem - jeśli kto ma, a wielu ma ogromne, pretensje do pana JKM, że źle prowadził partię przez lata prezesowania i ciągle przyczynia się do złego postrzegania partii – niech zrobi to lepiej! Niech – jeśli nie jest – zapisze się do partii, niech działaniem w kołach, oddziale, okręgu pokaże, że można lepiej organizować pracę, można rozsądniej się wypowiadać nie zrażając innych, można gromadzić wokół siebie większą liczbę współpracowników itd., itp.
Od roku 2005 staram się ze współpracującymi ze mną osobami robić to, co zostało nam powierzone lepiej. Nie brakuje osób, które nas krytykują. Odpowiadamy na to w jeden sposób – niech każdy pokaże owoce swojej pracy! Oceniajmy działania po owocach.
Na koniec tych przedwyborczych, jak się wydaje, rozważań jeszcze jeden apel do tych, którzy biją brawo naszym poczynaniom i ograniczają się tylko do tego. Kiedyś jeden z prezesów oddziałów, który poświęcił wyborom wiele wysiłku, dając ujście goryczy związanej z ogólnymi wynikami i postawą „poklepujących po ramieniu”, przesłał mi film* (alegorię, tylko zresztą dla dorosłych) o losie starającego się niemal ponad siły członka UPR i kibicujących mu wyborcach-sympatykach, w którym padły m.in. takie słowa: siedzą, patrzą, się podoba to uuuu, brawo, brawo (…) a jak przyjdzie co do czego (…) to żaden.
Szanowni Państwo, tym razem, jak przyjdzie co do czego, a właściwie już dziś, nie siedźmy i nie patrzmy jak nieliczni z wielu setek tysięcy zwolenników wolności podejmują działania, zbierają fundusze, podpisy, zachęcają do startu na liście wyborczej! Nie wołajmy widząc zdyszanych UPR-owców: brawo, brawo! Połączmy wysiłki! Drobne wysiłki tysięcy dadzą o wiele więcej niż zrobienie 1000 % normy przez garstkę!
UPR przez całe lata nie dopracowała się stabilnej struktury ogólnopolskiej. Mimo istnienia od 100 do 400 tysięcy zwolenników ciągle obracamy się w sferze „pospolitego ruszenia”, które mniej lub bardziej ożywia się podczas wyborów. Uważam, że to powód do wstydu dla zwolenników wolności, ale i zwolenników ustroju, w którym nagradzana jest przemyślana, konsekwentna praca czyli kapitalizmu. Bogactwo, w tym bogactwo dobrych wyników partii, bierze się z pracy, a nie z dotacji, zasiłków i biadolenia.
Niezależnie czy Rada Główna UPR uzna, że w tych wyborach startować nie będziemy, gdyż stan naszych przygotowań nie jest wystarczający, czy uzna, że dla naszej sprawy warto wykorzystać pójście w jakiejś konfiguracji z bardziej popularną partią, czy też uzna że mimo bardzo skromnych środków zgromadzonych na działalność i wciąż niedostatecznej dla osiągnięcia sukcesu liczby osób dokładających swoją prace do działań UPR - dla podtrzymania pamięci o zwolennikach Wolnej Polski UPR wystartuje w wyborach samodzielnie; niezależnie od decyzji Rady Głównej bez olbrzymiego wysiłku Państwa – naszych Członków i Sympatyków UPR realizacja marzeń o Wolnej Polsce nie będzie możliwa. I trzeba to powiedzieć jasno i uczciwie nie obiecując złotych gór i kilkunastu procent głosów poparcia biorącego się z powietrza.
Jeśli nie będziemy startować i to Was zniechęci zamiast zmobilizować, kolejne lata zajmie odbudowanie zaufania i gromadzenie środków finansowych. Jeśli wystartujemy wraz z ugrupowaniem, do którego nie jest nam zbyt blisko (do żadnego nie jest), ale które oficjalnie złoży obietnice realizacji niektórych naszych postulatów, potrzeba będzie jeszcze większego wysiłku, by nasi przedstawiciele znaleźli się w sejmie czy senacie i mogli dopilnować ich realizacji. Jeśli RG UPR podejmie decyzje o samodzielnym starcie, czeka nas nie lada wyzwanie. Nie finansowe – łupiących nas partii nie prześcigniemy w zgromadzonych funduszach przeznaczonych na kampanię. Potrzeba będzie 920 kandydatów do Sejmu popartych co najmniej 100 000 podpisów, których, bez natychmiastowej pomocy sympatyków, nie zbierzemy i około 50 kandydatów do Senatu (wybory większościowe, w których nie ma sensu w naszej sytuacji dublowanie kandydatów w jednym okręgu). Chętni - ludzie na których Polacy powinni oddać swój głos i powierzyć sprawy kraju - do startu z naszych list powinni już to zadeklarować mailowo (dołączając c.v.), niezależnie od decyzji RG UPR.
Ostatnia opcja – w razie jej wybrania – będzie też prawdziwym poligonem dla obecnych struktur partii i szansą na powstanie i utrzymanie nowych. Byłaby też okazją do zbudowania trwałej sieci sympatyków, którzy przy każdych kolejnych wyborach wspierać by nas mogli w zbiórce podpisów. Oczywiście, ci z nich, którzy byliby chętni, w pierwszej kolejności przedstawiani byliby przez nas jako kandydaci do finansowanych przez podatników komisji wyborczych.
Każda z opcji wiązać się będzie z koniecznością pracy jeśli nie wkrótce, to w przyszłości. Droga do wolności nie jest bowiem łatwa po latach zniewolenia. Nie pomogą nam w jej przejściu również media – doświadczenie każdych poprzednich wyborów uczy, że partie władzy zadbały o to, by konkurencja nie miała do milionów Polaków zbyt wielkiego dostępu. Będzie inaczej gdy sami będziemy silni na tyle, że będą zmuszeni się z nami liczyć. Ulegają bowiem tylko przed argumentami siły, nasza siła argumentów nie wystarczy.
Tomasz Jefferson pisał: Rząd mądry i oszczędny, który nie pozwoli ludziom krzywdzić się wzajemnie, który pozostawi im swobodę rozwoju gospodarczego i doskonalenia się, który nie odbierze pracującym od ust chleba zapracowanego przez nich - oto definicja dobrego rządu, którego nam potrzeba, by szczęście było pełne.
Takiego rządu nam potrzeba. Wiemy, że może go dać Polakom Unia Polityki Realnej.
Wojciech Popiela
Prezes UPR
http://www.upr.org.pl/main/artykul.php?strid=1&katid=74&aid=6061




Komentarze
Pokaż komentarze (15)