W niektórych państwach gwarantem stabilności jest król, ale nie u nas, bo i Królowa Polski nie przez wszystkich jest poważana i nawet wielu duchownych nie traktuje chyba dosłownie tego tytułu. W niektórych wojsko - ale nasze skoncentrowane jest wszystkimi siłami na Iraku i Afganistanie, a gdy to minie, będzie skoncentrowane na sobie.
Chcąc nie chcąc - pozostają politycy, nawet jeśli rzeszy Polaków robi się niedobrze na dźwięk tego słowa. W ustawowej teorii rządzącym politykom podlegają służby, choć ciągle ma się wrażenie, że podległość jest odwrotna. Jest też rosnąca z każdym rokiem ostoja status quo - biurokracja.
Wydaje się więc, że Polacy chcący stabilnej Polski mogą sobie wybrać takich polityków i żyć długo i szczęśliwie. Tak mówi teoria.
Praktyka wskazuje na różne cuda - od sondażowych, poprzez telewizyjne i medialne - związane z wyborami. Potwierdził to dziś pan były minister Spraw Wewnętrznych i Administracji J. Kaczmarek. Ulubieniec salonowych mediów, mający politycznych kompanów w osobach pana Leppera i Giertycha. Zwłaszcza ten ostatni, jeszcze parę tygodni temu szczerze nienawidzony przez salonowe media, któremu "dokopywały" przy każdej możliwej okazji mając powód i bez powodu, stał się ponownie w oczach mediów troskliwym obrońcą standardów demokratycznych i w ogóle opatrznościowym mężem stanu. I to pomimo złorzeczenia przezeń Unii Europejskiej... Bliższe czasowo interesy są dla salonowców ważniejsze?
Wiarygodność pana Kaczmarka, który odzyskał odwagę publicznego głoszenia prawdy po dymisji i zagrożeniu o jakim mówi, nie jest wielka. Tym staranniej - jak podkreślał na dzisiejszej konferencji - dobiera słowa. Stąd mówił wiele i o niczym, ale jedno zdanie zasługuje na uwagę.
Dotyczyło ono bowiem nie spraw prokuratorskich, nie spraw personalnych, ale ogólnych i brzmiało tak:
Wybory w czasie których służby znajdują się w rękach rządzących... mogą być zniekształcone, nie będą prawdziwymi wyborami.
Trudno nie zapytać więc (żaden z najdociekliwszych dziennikarzy nie zapytał), które wybory nie były i które nie będą zniekształcone, skoro - w teorii - służby z zasady i zawsze znajdują się w rękach aktualnie rządzących?
A nawet jeśli się nie znajdują, tylko rządzącym się tak wydaje, to i tak - w świetle tego oświadczenia nie byle kogo, bo byłego szefa MSWiA - wybory nie będą wówczas prawdziwe, z uwagi na wiedzę i działanie służb.
Jeśli taki obraz państwa polskiego (nie tylko zapewne) jest prawdziwy, to pozostaje nam zamiast wyborców... przekonywać do lepszych rozwiązań spraw publicznych służby specjalne. Gdy je przekonamy, te - wg pana ministra - załatwią resztę, tj. zwycięstwo wyborcze.
Kogo obstawiały służby w kolejnych wyborach? Czy w ostatnich ktoś popsuł im szyki? Na kogo postawią następnym razem?
Wojciech Popiela
Prezes Unii Polityki Realnej




Komentarze
Pokaż komentarze