Zacznijmy od najważniejszej sprawy. Przede wszystkim, religia, wcale nie jest przedmiotem obowiązkowym w szkole! Każdy rodzic ma prawo jednym prostym oświadczeniem zwolnić swoje dziecko z przymusu uczęszczania na przedmiot "religia".
Sztandarowym pomysłem chałupniczych ateistów jest utworzenie w każdej szkole przedmiotu o nazwie "etyka", który jest pomysłem bzdurnym.
Czemu bzdurnym?
Przede wszystkim dlatego, że jest skierowany tylko dla tych dzieci, których rodzice są ateistami. Następni w kolejce pojawią się muzułmanie, którzy równie zażyczą sobie przedmiot związany z ich wiarą. A przecież islam to nie jedyna religia. Czy to znaczy, że jeżeli jeden uczeń będzie wyznawał islam, a inny hinduizm to szkoła będzie musiała zatrudnić nauczyciela religii islamu i bramina?
Na to oczywiście pojawią się głosy "to co dziecko ma zrobić w czasie religii?". Najpewniej wszystko co złe ! Błąkać się po szkole, iść na piwo, biegać po mieście. Otóż nie ! Przez pewien okres czasu miałem okazję NIE uczęszczać na religię. W czasie lekcji religii miałem obowiązek iść do czytelni i potwierdzić swoją obecność na liście obecności.
Inna sprawa, że lekcje religii nie były by z pewnością robione dla 3-4 osób, bo to by się najzwyczajniej nie opłacało. Lekcje musiałyby się odbywać w grupach "zbiorczych" z różnych klas, a więc najprawdopodobniej po godzinach lekcyjnych (żeby nie pokrywały się z lekcjami)
Nie tak dawno miałem okazję usłyszeć taką oto wypowiedź ucznia gimnazjum na forum: "Muszę chodzić na religię bo rodzice mnie zmuszają, gdyby była etyka, nie byłoby takiego problemu". Bzdura ! Gdyby była etyka to rodzice tej osoby i tak najprawdopodobniej kazaliby jej uczęszczać na religię,, bo zależałoby na edukacji chrześcijańskiej (nie podoba mi się to słowo ale innego nie potrafiłem dobrać) swojego dziecka.
Gdy MEN wprowadził wliczanie ocen z religii od razu podniósł się chór niezadowolonych osób. No bo jak można oceniać czyjąś pobożność? Otóż osoby te najwyraźniej na lekcjach religii albo spały, albo zajmowały się innymi bzdurami, bo lekcje religii nie mają na celu nauczyć pobożności, a przekazać pewną wiedzę o religii chrześcijańskiej i nie tylko (zależy od księdza), którą można oceniać tak jak można ocenić znajomość historii.
Kolejnym argumentem przeciwników było to, że osoby uczęszczające na lekcje religii będą miały "piątkę" za darmo. Odkąd religia jest przedmiotem liczonym do średniej, uczniowie zaczęli traktować ją poważnie (czyt. zaczęli się uczyć), a katecheci nareszcie mogą egzekwować skutecznie wiedzę. A tak na marginesie - jeżeli wszyscy w klasie dostają piątki to albo nauczyciel nie jest wymagający, albo klasa jest dobra. Czy jeżeli na przykład z matematyki nauczyciel nie jest wymagający, albo klasę stanowią sami matematycy, czy jest to powód żeby nie liczyć matematyki do średniej ?
Oczywiście problemu nie byłoby gdyby program nauczania nie musiał być zatwierdzany przez przez MEN i lokalne soviety czyli tzw. "kuratoria". Wtedy każda szkoła mogłaby ustalać jakiej religii będzie uczyć, a rodzice decydowaliby sami czego dziecko ma się uczyć. A tak? MEN z powodów ekonomicznych i praktycznych musi założyć, że wszyscy Polacy w większym lub mniejszym stopniu są wyznawcami wiary chrześcijańskiej.
Paradoks Polski polega na tym, że choć wszyscy są demokratami ( a demokracja to jak każdy wie rządy większości nad mniejszością ), dążą do przyznania przywilejów różnym interesantom będącym w mniejszości.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)