47 obserwujących
299 notek
330k odsłon
  257   0

Wejście Iranu do „klubu atomowego” to tylko kwestia czasu

Przy całej złożoności i wieloaspektowości napięć wokół irańskiego programu nuklearnego jedno wydaje się w tej chwili być pewne: Iran w ciągu najbliższych kilku lat dołączy do grona państw posiadających technologię zdolną do produkcji broni atomowej. Nie oznacza to jednak automatycznej interwencji militarnej społeczności międzynarodowej.

„Za” i „przeciw” interwencji zbrojnej

Spośród wielu pytań stawianych w debacie toczonej wokół irańskiego programu atomowego, na pierwszy plan wysuwają się dwa najważniejsze: po pierwsze, kiedy Iran uzyska zdolność produkcji broni atomowej, oraz czy - a jeśli tak, to kiedy - Stany Zjednoczone lub Izrael zdecydują się na siłowe rozwiązanie „kwestii irańskiej”. I o ile w pierwszym przypadku wedle ostatnich doniesień „The New York Times” powołujących się na informację brytyjskiego wywiadu, nie stanie się to później niż za dwa lata, o tyle w kwestii ewentualnego ataku prewencyjnego zdania są dużo bardziej podzielone. Wedle tzw. „The Iran War Dial”, comiesięcznej prognozy przeprowadzanej przez magazyn „The Atlantic” na podstawie opinii 24 wyselekcjonowanych ekspertów, prawdopodobieństwo, iż konflikt z Iranem wybuchnie w ciągu następnego roku wynosi 36 proc. (dane za czerwiec, w marcu wskaźnik wynosił 48 proc.).

W obecnie toczącej się debacie z jednej strony część ekspertów (np. Matthew Kroenig w styczniowo-lutowym numerze „Foreign Affairs”, eksperci Cato Institute) podkreśla, że sankcje ekonomiczne nałożone na Iran przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską są niewystarczające. Przeciągające się zabiegi dyplomatyczne i negocjacje są z kolei nieskuteczne i jednym możliwym rozwiązaniem jest prewencyjny atak z powietrza, który zniszczyłby irańskie ośrodki jądrowe. Ich zdaniem jest to podyktowane kilkom czynnikami. Po pierwsze, państwa regionu, bojąc się o własne bezpieczeństwo, zaczną prace nad własnymi programami atomowymi w celu zrównoważenia groźby ze strony Iranu, co może doprowadzić do wyścigu zbrojeń na Bliskim Wschodzie. Po drugie, rząd w Teheranie mając możliwość tylko samej groźby użycia bomy atomowej mógłby skutecznie zagrozić amerykańskim inicjatywom politycznym i wojskowym w regionie. Po trzecie, brak działania i pozwolenie władzom irańskim na dalsze prace zaostrzyłoby obecnie napięte relacje na linii Izrael-Iran. Wówczas nawet najmniejszy zatarg mógłby eskalować i wymknąć się spod kontroli. W końcu po czwarte, obawa przed udostępnieniem broni atomowej międzynarodowym siatkom terrorystycznym. Inaczej rzecz ujmując, całą argumentację na rzecz ataku na Iran można sprowadzić do ogólnego wniosku, iż „lekarstwo nie może być gorsze niż sama choroba”, tzn. skutki ataku na Iran nie mogą być gorsze niż sytuacja w której rząd w Teheranie wejdzie w posiadanie broni atomowej.

Z drugiej strony zwraca się uwagę, iż agresywna polityka może doprowadzić do kolejnej wojny na Bliskim Wschodzie. Nawet jeśli państwa arabskie skrycie popierałyby interwencję USA, to, podobnie jak to było w przypadku Iraku, atak mógłby przysporzyć Iranowi rzesze sympatyków wśród islamskich ekstremistów, którzy potraktowaliby Teheran jako ofiarę. W ramach odwetu utrzymaliby jego status jako lidera anty-zachodniego ruchu, albo przynajmniej wzmocnili przekonanie władz w Teheranie o potrzebie posiadania bomby atomowej. Co więcej, podkreśla się, iż założenie o krótkiej wojnie z ograniczonymi celami jest wadliwe. Atak z powietrza nie zniszczy bowiem w całości irańskich kompleksów atomowych ukrytych pod ziemią. W przeciwieństwie do syryjskiego i irackiego programu atomowego Iran jest pod tym względem bardziej zaawansowany technologicznie, a ośrodki bardziej rozproszone. Oznacza to, że nawet po uderzeniu możnaby łatwo zrekonstruować cały program. Konflikt prawdopodobnie nie będzie miał również ograniczonego charakteru. W odpowiedzi na artykuł Kroeniga Colin H. Kahn argumentuje, że obraz czystego, wzorcowego konfliktu jest mirażem, choć ostatecznie nie ma wątpliwości, że Waszyngton wygrałby w wąskim operacyjnym sensie. Wojna z Iranem będzie prawdopodobnie niezwykle brutalna, ze znaczącą liczbą ofiar i konsekwencji. Wszelka próba rozwiązania  siłowego spowoduje, iż Teheran stanowczo zareaguje nawet w przypadku chirurgicznego nalotu na jego ośrodki atomowe.

Kolejną wątpliwość budzi realność zagrożenia USA przez Iran. Mimo agresywnej retoryki stosowanej przez prezydenta Ahmadinedżada i jego wojskowych, przewaga militarna USA i Izraela jest niepodważalna, nawet w przypadku posiadania przez Iran broni atomowej (zob. tzw. second-strike capability). Również wspomniany Kenneth Waltz przekonuje, iż w pierwszej kolejności należy uznać Iran za racjonalnego aktora stosunków międzynarodowych, a to oznacza, iż pozyskanie przez Iran broni atomowej spowoduje ustabilizowanie się sytuacji na Bliskim Wschodzie i załagodzenie napięć na linii Izrael-Iran. Podobnie jak to ma miejsce w przypadku Indii i Pakistanu, zadziała mechanizm wzajemnego odstraszania się, który jak pokazuje historia, jeszcze nigdy nie doprowadził do wybuchu wojny na pełną skalę pomiędzy dwom państwami posiadającymi arsenały jądrowe. Tym samym większa równowaga atomowa oznaczać będzie większą stabilność (zdanie do pewnego stopnia podzielane również przez Johna Mearsheimera).

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale