publicysta publicysta
1239
BLOG

Indie: święte teksty, poeci. Wstępny komentarz do Nasadiya

publicysta publicysta Kultura Obserwuj notkę 22



Hanuman – Bóg małp w objęciach Boga Ramy, któremu poświęcony jest największy epos Indii i całej cywilizacji 110.000 dwuwierszowa "Ramajana". Za: Wikimedia Commons: dziękuję za możliwość pokazania reprodukcji ilustrującej tekst.

Rozpocznę ten post poetyckim „Błogosławieństwem” rozpoczynającym „Ramajanę” w przepięknym przekładzie Anny Rucińskiej:


1. Niech o Wisznu duma, białym niczym księżyc, odzianym w biel,
Jasnolicym, z czworgiem ramion, by bez przeszkód osiągnąć cel!
2. Kłaniam się Słoniogłowemu, który, jeśli go będą czcić
Twórcy w wszelkim przedsięwzięciu, dzieło spełnić pomoże im.
3. Niech otoczona jasnym blaskiem Bogini Mowy,
Czteroręka, nosząca różaniec kryształowy,
Książkę oraz papugę w swych dłoniach trzymająca,
Z białym lotosem w dłoni, urodą jaśniejąca,
Biała jak górski kryształ, jaśmin i morska muszla,
Rada wielce, bez końca wciąż mieszka w moich ustach!
4. Walmikiemu–kukułeczce, która kuka swą słodką pieśń:
„Rama! Rama!”, na gałęziach siedząc wierszy – niech składam cześć!
5. Ktoś, kto słucha, jak o czynach Ramy ryczy Walmiki–lew
Przemierzając las poezji, ten osiąga najwyższy cel.
6. Kłaniam się Praczetasowi bezgrzesznemu, co pijąc wciąż
Nektar z morza czynów Ramy, nigdy nie jest syt, święty mąż!
7. Kłaniam się Synowi Wiatru, dla którego morze to staw,
A rakszasy to komary – klejnotowi najczystszych barw!
8. Kłaniam się bohaterowi, który Sicie osuszył łzy,
Panu wszystkich małp, przed którym cała Lanka za strachu drży!
9. Kłaniam się temu synowi Ańdżany,
Który przeskoczył lekko morskie fale,
Po czym zabrawszy od córki Dżanaki
Płomień rozłąki, Lankę nim podpalił.
10. Czczę syna Wiatru, potomka Ańdżany,
O twarzy żółtej jak patali kwiaty,
O ciele pięknym niczym Złota Góra,
Mieszkającego u stóp paridżaty.
11. Niechaj się kłaniam potomkowi wiatru,
Który gdy tylko słyszy chwalbę Ramy,
Dłonie złożone przykłada do czoła
I oczy mu się napełniają łzami.
12. Chylę swe czoło przed potomkiem Waju,
Wodzem małpiego stada, gońcem Ramy,
Pędzącym niczym wicher, jak myśl szybkim,
Wspaniałym, mądrym i opanowanym.
13. Człowiek, który muszlami swych chciwych uszu
        Spija ze czcią dzień po dniu
Z Walmikiego lotosu ust spływający
        Powieści o Ramie miód,
Porzuciwszy ten świat nieskończenie
        Dręczony przez starość, śmierć,
Ból i niemoc, do wiecznej siedziby Wisznu
        Na zawsze udaje się.
14. Wielbię Ramę ciemnego, w złotej altanie,
        Na tronie z klejnotów stu
Siedzącego w pozycji mężów w rydwanie
        U drzewa boskiego stóp,
Pośród braci, gdy świętym ascetom prawdy
        Najwyższej objaśnia sens,
Wraz z królewną Widehy, kiedy Syn Wiatru
        U jego stóp śpiewa pieśń.
15. Córka ziemi na lewo, z przodu Hanuman,
        A z tyłu Sumitry syn,
Po dwóch bokach Siatrughna oraz Bharata,
        A z czterech stron w kręgu tym
Wibhiszana, Sugriwa, książę Angada
        I Dżambawan chylą się,
W środku Ramę ciemnego, cudnej urody
        Jak lotos błękitny czczę.
16. Święta rzeka Ramajany, z Walmikiego płynąca gór,
Wpadająca w morze Ramy, niech oczyści świat strugą wód!
Pokłon, pokłon Ramie z Lakszmaną przy boku
I córce Dżanaki, jego boskiej żonie,
Pokłon Rudrze, Indrze, Jamie i Wiatrowi,
Pokłon Księżycowi i Słońcu w bóstw gronie

Za: http://www.indieindie.pl/literatura/ramayana/0
Cała strona, wraz z tekstami archiwalnymi: http://www.indieindie.pl/

Nasadiya – wedyjski Hymn o stworzeniu. Interpretacja Girarda i moje wstępne objaśnienie

Tekst ten jest kontynuacją poprzedniego postu – pojawił się w odpowiedzi na pytania blogera „Synergie” do tamtego tekstu. Ponieważ odpowiedź podana w komentarzu nie wyczerpywałaby postulatu jasności (a i byłaby skomplikowana technicznie) postanowiłem napisać część dalszą [po 40 minutach pisania już dodaję do tytułu: „Wstępny komentarz do Nasadiya”]. Treść nie wyczerpuje w jakikolwiek sposób całości problemu: musiałbym siedzieć ileś miesięcy w literaturze przedmiotu, której w Polsce nie ma na dodatek. Niemniej podstawowe rzeczy będą zawarte.

Rozważania będą prowadzone na tekstach podanych w linku – przekład Barbary Mikołajewskiej kluczowych hymnów Rg-Vedy, oraz interpretacja Rg-Vedy podana przez Girarda. O nich jest rozmowa i nie trzeba ich zmieniać – czytaj o Girardzie i przewiń do Appendixu:
http://tlvp.net/~b.mikolajewska/booknook/Rigweda.htm#Roz1


Synergie pyta w komentarzu pod tytułem „Mimesis” rozpoczynając od cytatu z „Hymnu o stworzeniu” z RgVedy w przekładzie Mikołajewskiej:

***"Poeci, szukając z mądrością w swych sercach, znaleźli w nieistnieniu wiązanie istnienia".

Jaka jest Energia potrzebna do wprowadzenia do nieistnienia wiązania istnienia?

Rene Girard uważa ,że Energią tą jest pożądanie, które przyszło ... na początku. Dokonało ono tego poprzez wszczepienie boskiego wizerunku przedmiotu pożądania w podmioty pożądania. Boski wizerunek przedmiotu pożądania jest tym, co uruchamia proces przekształcania napędzany następnie przez mimesis. Wprowadza on zarówno do podmiotu jak i przedmiotu pożądania siłę przekształcającą. Boski wizerunek przedmiotu pożądania jest imitowany przez sam przedmiot pożądania, który dzięki tej imitacji rozwija miłość do samego siebie.

Czy ma rację? Teoria mimesis jest bardzo elegancka. To gmach wielopiętrowych wyjaśnień, które uzasadniają wyższość Chrześcijaństwa (Nauki i ofiary Jezusa na krzyżu) nad innymi religiami. Barbara Mikołajewska wykorzystuje teorię tego francuskiego religioznawcy i krytyka literackiego do interpretacji Hymnów Rigwedy. Wychodzi z tego interesująca wizja rozumienia tej starożytnej hinduskiej poezji religijnej. Układam sobie pewne myśli w głowie, ale ponieważ jest ich zbyt wiele, nie będę rozwijał tego tematu w komentarzu. Bo ugrzęznę na mieliźnie uproszczeń.

W notce musnąłeś tak wiele tematów, że trzeba było coś wybrać do ewentualnej rozmowy. Wszystkiego nie da się poruszyć.

Mnie interesuje odpowiedź na jedno z pozoru niewinne pytanie: a jak jest dzisiaj z tą Poezją? ma ona w sobie moc Nauki, czy już ją bezpowrotnie utraciła?

Czy współczesny poeta ma jakąś rolę do odegrania przy definiowaniu istnienia i nieistnienia? Czy raczej ją utracił na rzecz matematyka, filozofa nauki, czy jakiegoś innego guru współczesnej kreacji świata?

Chcesz się zmierzyć z tymi pytaniami, które wynikają z Twojej notki?***

„publicysta” odpowiada:

Girard, którego zresztą cenię, interpretuje Rg-Vedę jednak na sposób zachodni.  Stawiam hipotezę, że wynika to z barier kulturowych i edukacyjnych. Zacznę od tych ostatnich: człowiek, który rozpoczyna swoją edukację od nauki zachodniej, np. od socjologii i rozwija ją dalej w badania lub teorie ma problem ze zrozumieniem tekstów Wedyjskich. Co innego człowiek, który rozpoczął swoją edukację np. od zainteresowań tymi tekstami i kształcił się hermeneutyce (sztuce interpretacji tekstów) i ma jakąś znajomość, nawet pobieżną sanskrytu oraz filozofii indyjskiej i Sanathana Dharma.

Powiem teraz coś co mówię rzadko i w prywatnym gronie, ale czego się nie robi dla Czytelników bloga:)  Moją „inicjację” filozoficzną jako kilkunastoletni chłopak (17-18) zacząłem od „Historii filozofii indyjskiej” Radhakrisznana i formuł Jnana Yogi. A mając lat 23 już podobno ćwiczyłem Zen – tak twierdzą moi przyjaciele ze studiów,  ja sobie tego nie przypominam.  Znam więc te trzy światy: chrześcijaństwo, wedyzm i zen na wylot. I powiem teraz rzecz fundamentalną:

w każdym z nich:  Kosmos-Natura, świat przyrody (flora i fauna), społeczeństwo, ludzie i człowiek wygląda zupełnie inaczej! Są do siebie nieredukowalne i niesprowadzalne. Dlatego zawsze akcentuję różnice między nimi.

A jak wygląda termin „istnienie” w każdym z nich? A tak: w chrześcijaństwie współczesnym przesiąkniętym greckim dualizmem dusza-ciało w centrum jest egzystencja, istnienie z małej litery. W wedyzmie rozróżnia się „Istnienie-Człowiek” oraz „Istniejące” – wszystkie byty poza tym Człowiekiem-Istnieniem. RgVeda mówi prawdę: Riszi, Poeci odkryli relację między Całością Istnienia (takie IIstnienie przez dwa duże „i”) a Całością Nie-Istnienia. Buddyzm w logice Nagarjuny odrzuca te kategorie w rachunku: ani jest, ani nie jest. A Zen, Buddyzm Zen – nie wypowiada się w żadnej kwestii, bo niby po co?

Kwestia 1, Questio 1: „pożądanie” czy „nasienie” czy „nasienie umysłu” czy „Złoty Zarodek”?


Girard pyta o sens Nasadiya– i twierdzi, że było to pożądanie w podanych przez niego etapach rozwojowych.  Sama Nasadiya używa tego terminu – ale uważam, że należy go rozumieć w kontekście całości innych wypowiedzi. Samo pożądanie bowiem nic nie tłumaczy ani w tekście Nasadiya ani w teorii mimesis.

Należy też założyć metodologicznie, że mówimy wyłącznie o Rg-Vedzie w założonych ramach czasowych: 2.000 lat temu jako termin najwcześniejszy.

Nasadiya 1-3 mówi wyraźnie, że na początku istniało „Jedno” niezróżnicowane, siła życiowa powstała mocą żaru.  I na to Jedno przyszło pożądanie – ale ono jest zdefiniowane wyraźnie jako „pierwsze nasienie umysłu” – odnosi się więc do poznania. Termin „pożądanie” można zastąpić pojęciem „pragnienie” i zdefiniować je poprzez znajdujące się dalej wersy Nasadiya  4: byłoby wtedy „pragnieniem” wyjaśnienia rzeczywistości, inaczej bytu – ściśle: tego, co jest.

Kto podjął ten wysiłek poznawczy i jakich użył metod aby pragnienie zostało zrealizowane – te pytania stawia przecież Nasadiya 4 – byli to „poeci” (riszi - długowłosi, mędrcy, wieszczowie).  Metodą było „szukanie z mądrością w swych sercach”. Oznacza to, że postanowili wyjaśnić istotę bytu wraz z sensem istnienia człowieka. Gdyż ”serce” należy tutaj rozumieć jako najwyższej powagi organ rozumienia istnienia i istoty bycia człowiekiem. Organ – czyli instancję rozstrzygającą o prawdzie badanej i analizowanej rzeczy. Dlatego procedury poznawcze, analityczne i badawcze muszą być przeprowadzane z „mądrością” co oznacza całą ostrożność, sceptycyzm, trzeźwość badania i wyciągania wniosków, weryfikację danych, wieloletnie studia.

Tutaj podkreślam te ostatnie procedury myślowe i praktyczne życie podporządkowane postawionemu celowi: obecny stan życia człowieka jest taki, że aby poświęcić się poprowadzeniu siebie w zajęcie się procedurami zakreślonymi w Nasadiya jako program badań – należy przyjąć określony tryb życia. W Wedyzmie mówi się wprost: jest to Yoga i różne jej odmiany, inaczej dyscyplina, metoda prowadzenia organizmu jako całości.

Wynika to z faktu, że nie istnieje możliwość ani czasowa, ani intelektualna aby zrozumieć w kilka lat problem istnienia i nieistnienia i ich wzajemnych relacji – zwłaszcza tak, jak rozumieją je Wedy w hymnie Nasadiya i dalszych przedstawionych przez Mikołajewską. Więc jest kwestia przyjęcia określonego trybu życia – poświęcenia się dla poznania tych kwestii w ciągu bardzo wielu lat. Nie ma innej drogi. Gdyż nie istniała i na początku o czym mówi nam wprost Nasadiya :

”Poeci szukając z mądrością w swych sercach, znaleźli w nieistnieniu wiązanie istnienia”.


Zwracam uwagę na liczbę mnogą terminu „Poeci” (Riszi, Mędrcy) – zakłada on, że wysiłek poznawczy zarówno intelektualny, jak i procedury zdrowotne powstawały w procesie historycznym , ewolucyjnie, stopniowo poprzez gromadzenie wiedzy, formalizowanie jej również we wspólnym wysiłku. Idzie tutaj prawie w 100% o leśne pustelnie – Leśne Uniwersytety, gurukul, aszramy.

Dalej: Nasadiya 5 definiuje bardziej precyzyjnie te „nasienie”:  jako „nić rozciągnięta wszerz”.  Wskazują te wersy – niejednoznacznie napisane - na istniejący już w poznaniu etap rozróżniania w bycie najrozmaitszych poziomów, umiejętność definiowania ich, oraz rozporządzenie wiedzą o odnoszeniu się do nich.

Natomiast w wersach Nasadiya 6 i 7 są postawione warunki jakie musi spełnić każdy podejmujące taką drogę studiów i rozważań – efekt nie zawsze jest taki jakby się chciało. Tak naprawdę nie jest możliwa odpowiedź na postawione kwestie, których jest 9  i zajmują Nasadiya 6-7: „Kto naprawdę wie?...” i pytania dalsze.

Warunki te obalają tezę Girarda jakoby źródłem popychającym – „pożądaniem” -  można było uruchomić mechanizm imitacyjny, mimesis i osiągnąć pożądany lub wskazany przez Girarda cel. Za wyjątkiem teatru (znanego w Indiach już wtedy), maskarady lub rzeczywistego „pożądania do naśladowania przedmiotu” a nawet utożsamienia się z nim – nic nie wynika dla poznania bytu i istoty człowieka.

Problem jest położony dalej – dlatego w następnym tekście 10.121  Ów nieznany Bóg, ów Złoty Zarodek  - już występuje pojęcie „Złotego Zarodka” utożsamianego z Bogiem.

Hymn ten wskazuje – niestety dla powierzchownego myślenia, czy nawet dla mimesis Girarda a nawet jeszcze dalej: dla najbardziej wzniosłych teorii – że problem braku ontologicznej odpowiedzi na pytania brzegowe, graniczne w Nasadiya 6-7 bierze się z jakiejś niezwykłej siły przekraczającej zdolności rozumowania i kontroli intelektualnej nad nią a stojącej za tym właśnie wysiłkiem poznawczym i procedurami technicznymi. Siła ta jest określona jako Złoty Zarodek, ma status Boski [ponad naturalny] i zalecane jest raczej poważne odnoszenie się do niej.   

Powstaje zatem pytanie: czy opłaciłoby się uprawianie mimesis, żeby zaplątać się w skutki Złotego Zarodka, mimo, że jak widać czarno na białym „obszar” ten jest definiowany jako „Złoty Zarodek”? Nie.  

Questio2, Kwestia2: „mord założycielski”, „lincz”, „ofiara”   

Rozważając dalej teksty 10.90 i 10.130 [gdyż takie są zalinkowane w poprzednim poście – i dobrze gdyż wybór tekstów dokonany przez B. Mikołajewską jest trafny] natykamy się na silną poznawczo kolejną barierę oprócz Złotego Zarodka – barierą tą jest ofiara dokonana przez Bogów na Bogu, oraz przez Bogów na Człowieku.

Opis tej ofiary uderza w rozum i nasze zdolności poznawcze: intelektualne, logiczne, moralne (wynikłe z Religii – tutaj Sanathana Dharma) i etyczne (wynikłe z rozumu).  A jednocześnie odbiera moc tezie Girarda, że ostatecznym celem Mimesis – przy przyjęciu jej jako metody przez podmiot pożądania - jest uzdalnianie się do miłości samego siebie. Wydaje się, co jest nawet fantastyczne, że Rg-Veda uprzedza zarzuty Girarda: idzie o ofiarę, nie o naśladownictwo i miłość do samego siebie!  

Rozrzut pokazywanej ofiary jest potężny: w zasadzie każda widziana rzecz jak również każda energia jest stworzona poprzez ofiarę!

Ofiara ta jest składana przez Bogów, Sadhjów, mędrców i samego Człowieka: Purusza sukta 7. I jeszcze dalej: w Purusza sukta 16 mamy definicję Pierwszych Rytualnych Praw:

„Bogowie złożyli ofiarę złożoną w ofierze ofierze”  

Wynika z tego, że ofiara ta ma charakter rytualny, nie jest jakimkolwiek mordem założycielskim nawet w metaforze. Nie jest linczem – była czynnościami Bogów, Sadhjów [starożytnych bogów], mędrców a na końcu w ostatecznej instancji samych Bogów i to ofiarą potrójną. Składaną jako „ofiara ofierze ofierze”.  Wynika z tego jednoznacznie, że sens takiej ofiary jest bardzo skomplikowany, zrozumiały jedynie w Sanathana Dharma i jedynie poprzez wieloletnią dyscyplinę.

Co było najpierw: masło czy drewno?  To jest odpowiedź Rg-Vedy.  

Niestety – po raz drugi niestety – odpowiedź udzielana w Rg-Vedzie jest udzielana takim językiem. Czy najpierw było masło czy drewno jako istota warsztatu tkackiego?! I Sens poczynań tkacza.

Appendix 1:  opis niektórych metrum wspomnianych w10.130  „Stworzenia składania ofiary”

Anusztubh metrum – odnoszone do Somy (Boga Somy) i odnoszone do „rozpływanie się w pobożnym nuceniu boga Somy”. Jest to metrum - 4 wersy w każdym po 8 sylab.

Trisztubh metrum – odnoszone do Boga Indry i sugerowane jako „Część jego dnia”. Jest to  metrum – 44 sylaby, 4 wersy w każdym po 11 sylab. Niekiedy stosowano 2 wersy po 22 sylaby.

/ czytaj: Bhagavadgita czyli Pieśń Pana, przekład z sanskrytu i przypisy Joanna Sachse, Wrocław Ossolineum 1988, LXXIVn /

Appendix 2:  starsze niż Rg-Veda teksty. Stosowane metrum oraz autorzy. Wielkość, okres przygotowania tekstu.

W innym przekładzie  „Bhagavadgity”  wartym polecenia i lektury:  „Bhagavadgita Święta Pieśń Pana. W myśl komentarza Czcigodnego Madhusudany Saraswatiego odczytana, z sanskrytu przełożyła i opracowała Anna Rucińska,  Wydawnictwa SAWITAR i MEDIUM Warszawa 2002  ( za oryginałami: „Śrimad Bhagavadgita”, „Śri-Madhusudana-Saraswati-kryta-Gudharthadipika”, Varanasi 1962)

na stronie 10 czytamy, że  Kryszna zwany Czarnym  Wyspiarzem ułożył  drugi indyjski olbrzymi epos „Mahabharatę”, wtedy jeszcze pod tytułem „Dżaja” (Zwycięstwo) – miała wtedy 8 800 ślok – dwuwierszy. Ułożenie tego tekstu zajęło Krysznie 3 lata. Otrzymał wtedy tytuł Wedawjasa – redaktor Wed. Całość „Mahabharaty” ma 100 000  ślok.

A na stronie 20 czytamy datę: w roku 3138 przed naszą erą rozegrała się słynna bitwa na Polu Kuru – bohaterka najsłynniejszego tekstu indyjskiego „Bhagavadgity”. Pozwala to na postawienie hipotezy że data ta jest zbliżona do daty powstania tego tekstu. Bhagavadgita jest pisana metrum następującym:  są to strofy metryczne „śloki” czyli dwuwiersze po 16 sylab. (inaczej: 32 sylaby w dwuwierszu) Przekład Anny Rucińskiej wiernie oddaje te metrum.

I kolejny przyczynek do moich tez [wykład: „Poezja – czym jest”] o miejscach powstawania lub pielęgnowania i przechowywania starożytnych tekstów wedyjskich – Leśnych Uniwersytetach. Przekład Anny Rucińskiej podaje na wstępie:

W lesie Najmisza gdzie król Dżanamedżaja, syn Parikszita, wnuk Abhimaju i prawnuk Ardżuny, składał wielką ofiarę na zgubę wszystkim wężom, święty mędrzec Wjasa wyśpiewał był ustami swego ucznia Wajsiampajany „Mahabharatę”, wielką opowieść o potomkach Bharaty, a w niej, w księdze zwanej Kasięga Bhiszmy, Śrimad Bhagavadgitę, Świętą Pieśń Pana.


I jeszcze jedno zdanie: nie możemy się sugerować sanskrytem. Przed sanskrytem był język wcześniejszy – wedyjski. Miałem kiedyś możliwość posłuchania tekstów w wedyjskim w wykonaniu śp. dr Leona Cyborana– odniosłem wtedy wrażenie, że sens tego języka strasznie starego fonetycznie – szedł wraz z warstwą dźwiękową.

Wyjaśnia to chyba rozważania RgVedy nad ontologiczną strukturą języka – co było w nim siłą nośną.

Dziś mamy język zupełnie płaski: zdziennikarzony, zmediowany, będący często komunikatem, lub potocznymi zlepkami memów lub komunikatów, albo złożeniami komunikatów blogerskich z smsowymi [mi nie pasi, o co kaman:)]. W moim najnowszym tomie rozpoczętym 1 czerwca pod nazwą „Każdy ma prawo do samotności” napisałem wiersz, będący próbą niby poematu, który wykorzystuje te komunikaty językowe – roi się tam od tzw. „słów”. Zastanawiam się czy go publikować, gdyż jest tam ostro. Ale – Ginsberg prawie 60 lat temu walił nie takie rzeczy. Ja dość oszczędnie dawkuję „mięcho” w tym wierszu. Niemniej jest ostro – może zdążę opublikować? W planie miałem po tym poście następny Wiersz Sieciujący z początku maja, potem tekst związany z Zen.

Może rąbnę extra żyleteczką po publikacji Wiersza Sieciującego??

Jednocześnie z tego płaskiego języka, swoistej lingwistycznej teorii i praktyki Płaskiego Świata, nie możemy w żaden sposób wnioskować o Wedach i Upaniszadach.  Tam jest jeszcze świat, który żyje.

Współcześni poeci a istnienie i nieistnienie ich wzajemne relacje i ich rozpoznawanie
...
W zasadzie jedyny polski poeta, który ostro dialoguje z filozofią i mocno zanurzony jest w Biblii to Józef Kurylak. Dlatego o nim piszę. Kurylak w którymś wierszu pisze, że poezja to „nieistnienie” – ale nie jest to ten sens podany w Nasadiya. Kurylak nie zna też Wedyzmu, znam go od bardzo wielu lat, trzyma się Biblii, z której potrafi wyciągnąć bardzo ciekawe i mocne interpretacje.

Poezja – czy może być Nauką?

W wykładzie „Poezja - czym jest?” powiedziałem, że może, ale: musi iść w parze z Logiką, Epistemologią, Filozofią i źródłowymi tekstami Religii. He he:)  ale Nauka zadaje pytania i chce udzielić odpowiedzi, prowadzi procedury badawcze. A co robi Logika:) Filozofia:) Epistemologia:)  a od czego one zależą? A jak się je uprawia? He he Wesoło:)

I podwyższenie trudności pytań podanych w  Nasadiya


Można idąc za pytaniami Nasadiya i innych hymnów przetłumaczonych przez B. Mikołajewską zadać inne pytanie:

kto był najpierw: czy Riszi – długowłosy, jogin, pustelnik? Mędrzec – utrzymujący właściwą postawę, zdeterminowany, rozumujący? Czy Poeta – widzący i czujący piękno, potrafiący o nim opowiedzieć i żyjący sztuką?

***
 

publicysta
O mnie publicysta

uwielbiam przyrodę, filozofię, sztukę  

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura