W poprzednim odcinku:
Stefan Prolak nie może doczekać się debaty telewizyjnej między dwoma jedynymi możliwymi kandydatami na prezydenta. Mówi do żony:
„To nasze niezbywalne, wypływające wprost z ducha demokracji prawo. Taka debata nie tylko pozwoli nam lepiej poznać kandydatów, ale też pokaże światu, że potrafimy pięknie i mądrze się różnić, bo z wielką godnością osobistą i troską dyskutujemy o losach milionów Polaków. Także tych gorzej wykształconych naszych niestety współobywateli.”
Żona Stefana odkłada na stolik „Trele-Nowele” i stwierdza:
„A ja ci mówię, oczywiście między nami, że ta debata to tylko taki pijar i zarządzanie zasobami ludzkimi w jednym oraz menedżment hjuman resorsys. Bo i tak wiadomo, że cieszymy się już z wyboru na naszego kandydata tego uroczego dojrzałego mężczyzny z subtelnym wąsikiem i w okularach. Jedyne co może mu zagrozić, poza podłością i małością wiadomo kogo oczywiście, to start tego innego jeszcze bardziej uroczego dojrzałego mężczyzny bez wąsów.”
Stefan jest wyraźnie zaskoczony i mówi:
„Jak to? Ktoś inny ktoś? Ten tego no, nic nie słyszałem. Coś ci się chyba pomyliło. Dla szczęścia i pomyślności ojczyzny oraz dla utrzymania dynamizmu reform i żeby nie powstrzymać już raz z trudem rozpędzonej lokomotywy postępu ciągnącej pociąg z milionami niezbędnych ustaw, on zostaje premierem, więc niestety nie startuje.”
Prolakowa jest widocznie zdegustowana i mówi:
„Młotku, mówię o tym zaszczutym kiedyś podle potwarzami i kalumniami oraz językiem nienawiści i jadem ksenofobii uroczym hodowcy żubrów z puszczy białowiejskiej. Czytałam w „Trele-Nowele”, że on sam sobie od ust odejmuje, żeby te biedne prehistoryczne stwory mogły do sytości się najeść. No mówię ci, dusza-człowiek. Niech kandyduje.”
W bieżącym odcinku:
Dzwoni siostra Stefana. Słychać, że targają nią silne emocje. Mówi:
„Wdzieliście ten film „Rządzący kukiełkami”?
„Wdzieliście ten film „Rządzący kukiełkami”?
Nie czekając na odpowiedź kontynuuje:
„Bardzo dobre dzieło niezależnego kina moralnego niepokoju w paradokumencie fabularyzowanym nawiązującym do najlepszych tradycji naszego krótkiego metrażu. Musiało powstać, bo wynikało z żywotnych potrzeb naszego dojrzewającego społeczeństwa obywatelskiego. Choć faktem jest, że ludzie wykształceniu i tak od dawna wiedzą, że politycy muszą czasem kłamać dla dobra obywateli. Nie podoba mi się tylko, że źle rozłożyli akcenty, naprawdę. Ludzie prości gotowi sobie pomyśleć, że nasz pan premier nas okłamał. A to potwarz i pomówienie!”
Prolakowa przerywa jej przytakując:
„No widziałam i też tak sobie pomyślałam od razu, no mówię ci, jak tylko usłyszałam, że z tą panią Ewą co z nią rozmawiał mógł nie rozmawiać. Aż cała zadrżałam. Fatalne niedopatrzenie.”
Siostra Stefana wręcz krzyczy do słuchawki:
„No właśnie po to dzwonie. Widzę, że instynkt matki Polki mnie nie zawiódł niestety. Nie trzeba było długo czekać, niedaleko pada jabłko od jabłoni i słowo wyleci ptakiem, a wróci bawołem…”
„Albo żubrem” –wtrąca zamyślona Prolakowa.
„Nieważne, ssakiem ogromnym prehistorycznym jakimś.” –wraca do wątku siostra Stefana – „Właśnie słyszę, że wiadomo kto w sposób mały i podły czepia się teraz rozmowy, która być mogła, że jej nie było. A była, bo to ja byłam Panią Ewą!!!”
„Co?!” –Prolakowa prawie wypuszcza słuchawkę z ręki – „Jak to możliwe, nic nie mówiłaś!”
„No nie mówiłam” – ciągnie skromnie siostra Stefana – „bo nie było takiej potrzeby. Zresztą jestem panią Ewą w sensie alegorycznym, ezoterycznym i niedosłownym niedomówieniowo. Chodzi o to, że jako pielęgniarka mogłabym panu premierowi powiedzieć słowo w słowo to samo, gdyby mnie zapytał. A mógł przecież, tylko tak wyszło, że nie było okazji. No mówię ci, daję słowo, słowo w słowo. Kropka w kropkę i vice versa. Jestem gotowa nawet u Anny Marii Śmiechołowskiej tak zeznawać!”
„No tak, masz w zupełności rację” – przytakuje Prolakowa i głośno krzyczy do Stefana:
„Stefan, Stefan. Nie uwierzysz? Twoja siostra jest alegoryczną znaczeniowo symboliczną panią Ewą pielęgniarką z tego filmu moralnego nieporozumienia. Tylko gdyby ktoś pytał, to młotku jeden w pracy tego na razie nie rozpowiadaj!”
W następnym odcinku:
Marietta Prolak postanawia zostać specjalistką od pozyskiwania funduszy unijnych. W tym celu zapisuje się na finansowane z unijnych funduszy szkolenie dla przyszłych specjalistów do spraw pozyskiwania funduszy unijnych na szkolenia.
„Wiesz” – mówi do koleżanki z solarium – „takie szkolenia to świetna sprawa. Szkoda tylko, że w przerwie dali barszcz z uszkami, bo takie jedno spadło mi z łyżki i tak chlapło, że się mi się ta nowa mini z cekinami usyfiła.”
„Wiesz” – mówi do koleżanki z solarium – „takie szkolenia to świetna sprawa. Szkoda tylko, że w przerwie dali barszcz z uszkami, bo takie jedno spadło mi z łyżki i tak chlapło, że się mi się ta nowa mini z cekinami usyfiła.”
Denis Prolak przygotowuje się do protestów przeciwko planom budowy elektrowni atomowej. Ma zamiar dostać dofinansowanie z Unii na łańcuchy i kłódki, którymi chce się wraz z kilkoma kolegami przypiąć do drzew w Dolinie Rospudy. Myśli sobie:
„Dwa w jednym. Uchronimy bobry i traszki przed tirami, a przy tym na transparentach napiszemy, że nie pozwolimy zrobić z Żarnowca nowej Hiroszimy. Niech tylko dostaniemy kasę, to jak zrobi się cieplej zaczynamy.”
U sąsiadów na dole nic nie słychać. Mieszkanie stoi puste, bo Ambroży i Szczepan troszkę dłużej na Manifie zabawili.
r-b s




Komentarze
Pokaż komentarze (7)