Liczba nałogów musi być constans - tak twierdzi psychologia uzależnień.
Jeśli rzucisz wódę i fajki, znajdujesz w zastępstwie filatelistykę w formie kompulsji oraz namiętnie facebookujesz.
Zmuszony pozbyć się swego pracoholizmu, zaczynasz obsesyjnie czytać literaturę " duchową".
Z kolei pozbawiony zakupoholizmu - pogrążasz się w odmętach bulimii lub anoreksji.
Idąc tym tropem zakładam, że psychologia uzależnień nie zakłada, że leczący się delikwent ma szansę na jakiekolwiek trwałe wyleczenie, skoro musi natychmiast wypełnić pustkę następnym badziewiem, które pozwoli mu nie myśleć o tym, jak bardzo beznadziejny jest.
Bo idąc tropem innym, to jeśli TenKtoś popracowałby nad swoją wartością, i to przyniosłoby efekt w postaci wewnętrznej równowagi, to po co miałby się tak męczyć?
Czyli wg psychologii uzależnień ten ktoś jest uszkodzony na trwałe, i jedyne nad czym ma pracować, to jakość swoich nałogów, oraz to, aby go nie wyniszczały?
Na logikę coś tu szwankuje, ale jeśli z trzech fachowych źródeł dostaję taką info, to chyba coś jest na rzeczy.
Alternatywa - pupo-ścisk, czyli wycofka z nałogu - lub podmiana na jakąś jego szlachetniejszą odmianę, jest mało satysfakcjonującym efektem terapii.
Jak dla mnie.
Pupo-ścisk stawia Cię w obliczu sytuacji musu wejścia w swoją bezdenną pustkę, która początkowo otuli cię maksymalnym bólem.
Skok w bok, w inny nałóg - cóż tak naprawdę zmienia?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)