Kiedyś mocno zastanowiła mnie ta postawa, a było to jeszcze w liceum.
Ona Nigdy nie powiedziała złego słowa o żadnym człowieku...
Kiedy my plotkowałyśmy, wymieniałyśmy zgryźliwe uwagi, z pewną dozą wyższości oceniałyśmy lub wrzucałyśmy w odwecie - ona nigdy.
Nie dołączała, nie przytakiwała. Była neutralna. Zero krytyki. Nas też.
Później zapomniałam.
Może dlatego, że te lata, które minęły, nie przyniosły podobnego przypadku.
Nigdy potem nie spotkałam kogoś takiego.
Nawet ten najbardziej idealny miał momenty słabości i widział w bliźnim choćby źdźbło.
I nie w tym rzecz, że widział - z tym furda. On werbalizował.
Dlaczego ona nie mówiła?
Nie była nieśmiała, wycofana, zakompleksiona.
Czy mogę podejrzewać nastolatkę o taką dojrzałość, że JUŻ wiedziała?
Czy wiedziała, że sztucznie podnosimy naszą wartość bijąc w drugiego człowieka?
Czy znała mechanizmy obronne, rozmaite formy projekcji i inne psychologiczne sztuczki?
A może miała silnie wykształconą pobłażliwość wobec ludzkiej słabości i nie musiała niczego nikomu udowadniać.
Może była emanacją anioła na ziemi lub przypadkowym zrzutem z UFO?
Robimy to, aby sobie ulżyć. Ulżyć w Swoim cierpieniu.
Skierować snop światła uwagi na drugiego, aby w ciemności nie zobaczyć kalectwa naszego umysłu.
Czy to oznacza, że na zawsze mamy pozbyć się oceniania?
Nie wydaje się to możliwe w większości przypadków - jak sądzę. Choć osądu - kto wie...
Warto jednakże - zanim słowa z ust zejdą - mieć świadomość ich intencyjności.
Odsłona druga :
Parę lat temu poznałam absolutne przeciwieństwo Tamtej.
Nie słyszałam, aby choć jednego znanego jej człowieka oszczędziła werbalnie.
Niekończąca sącząca się złość, nieżyczliwość, niespełnienie, zazdrość.
Przez wiele lat dopadały ją dziwaczne choroby i wypadki.
Non stop chodziła w gipsach, kołnierzach i gorsetach.
Po latach spotkałam kumpelę z liceum.
Mówiła, że w czasie studiów wstąpiła do mocno już pachnących myszką - hipisów.
Make peace - not war.
Znajoma z "teraz" - jest w sytuacji tragicznej, posypało się życie na każdym polu możliwym do posypania.
Make peace - not war.
Choć war zdecydowanie bardziej podnieca umysły człowiecze.
Nauczyciel, przewodnik po Lubelszczyźnie, pasjonat turystyki,rozkminiania, pisania, życia. Zachęcam do zawodowego kontaktu - nikt tak Lubelszczyzny nie pokaże jak Promiss :-) 508 093 668 Właścicielka bloga na innej platformie, kiedyś tam - wiele lat, w kategorii - "Absurd". Myślę, że to istotna informacja dla komentujących, zwłaszcza, że czasem wchodzę w konwencję. Ale tylko czasem.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Rozmaitości