Wiosna sprzyja zejściom śmiertelnym większemu procentowi ludzkości niż zwykle.
Jest człowiek - nie ma człowieka.
Czasem żałobnicy wracają do porządku mentalnego już w czasie pogrzebu, bo tak naprawdę guzik ich nieboszczyk obchodził.
Wobec wiedzy, że tak naprawdę świat ani trochę nie zmieni się, gdy nas już nie stanie, dlaczego nie ma w nas dystansu?
Dlaczego tak bardzo skupiamy się, fiksujemy, przeżywamy i międlimy w kółko?
Dlaczego męczymy - się i innych, zamiast żyć?
A no dlatego, że wszyscy ( z wyjątkiem Matki Teresy) narcyzami - śmy.
Dodając do tego chemię organiczną, zranienia z przeszłości, fatalne odżywianie i kolejne wcielenie, to żywot nasz Za-karą być się zdaje.
A co tak naprawdę się liczy?
Żółty tulipan na stoliku pod wiszącą lampą.
Dotyk wiatru, kiedy zdejmuję rękawiczkę i wyciągam dłoń do góry.
Zrobiona przeze mnie herbata bliskiej osobie.
Rozmowa - bez słów - z Kimś ważnym. Lub nie.
Myśli tulące i wspierające.
I słowa takowe, i czyny.
Masz wybór - czekać na cud lub samemu cudem się stać.
Aby - kiedy już nas nie stanie - ktoś wyszeptał:
Tak mi żal, że już Cię nie ma...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)