Quo vadis...
Wrong question.
Zapytałam wczoraj się:
- dokąd idziesz?
Wrong question.
Idę jak każdy - ku przepaści, która nie wiem czym okaże się - może stuknięciem o cementowe dno, a może wystrzeleniem ku światłu.
Nie ma ucieczki. Nieuchronnie idę.
Ale to nie to pytanie.
Right question - brzmi:
- Jak idziesz.
Co po drodze zostawiasz.
Czy odnalazłeś w swojej drodze siebie.
Czy idziesz pod rękę, czy wbrew sobie.
I czy sens widzisz.
Z takim bagażem idzie się lekko, nawet jeśli hiobowe walizki zaliczamy, bo że zaliczamy to pewne.
Wczoraj - " Inka 1946"
Pięknie szła dziewczyna.
Jak trudno, wbrew, z zaliczonymi sińcami - każdej kategorii, ale ze sobą pod rękę.
Z czołem podniesionym, patrząc w oczy oprawcom, z taką godnością, że ma się ochotę klękać.
Przy zniewolonych mentalnie, "silnych" mężczyznach, myślących tylko o ratowaniu własnych tyłków, zdawała się herosem być.
Do końca ze sobą w zgodzie.
To odpowiedź na pytanie.
Jeszcze tylko - oby pewność - czym ta zgoda, i o co nam naprawdę idzie.
Ale to pytanie na inny post.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)