Tytuł wzięty z terminologii, a właściwie żargonu używanego przez grupy AA.
Wpadłam na to przy okazji wertowania książki "Jak to widzi Bill", Bill W. to współzałożyciel ruchu AA.
Czemu akurat taki temat?
Myślę, że dotyczy on nie tylko uzależnionych alkoholików, ale - w mniejszym lub większym stopniu - każdego z nas.
Dotyczy lub dotyczyć będzie.
Ad rem
Dołączyłam parę lat temu do pewnej organizacji, której gros członków, to ludzie w wieku emerytalnym.
I tak sobie kutwasili się wiele lat we własnym sosie, aż do momentu, kiedy pojawiła się grupa "młodych".
Tak nas nazywają.
Zastosowałam cudzysłów, bo żeby nie wiem jak się odwrócić, mimo najszczerszych chęci i pobożnych życzeń, do grupy najmłodszych już się nie zaliczę.
Ponoć akceptowanie swego wieku jest oznaką dojrzałości psychicznej, więc akceptuję.
Z pewną taką dozą nieśmiałości.
W każdym razie jesteśmy tam młodymi.
Miłe.
Ad rem nr 2
Otóż obserwuję dwie postawy wśród członków owego towarzystwa.
Ponieważ nasza grupa jest ambitna, prężna i energiczna, a nawet opanowała już zarząd, to nie mogło to nie wpłynąć na psychikę "Starych"
Omówię problem na przykładzie dwóch pań.
Jedna - powiedzmy pani D. ewidentnie weszła w syndrom Krwawiącego diakona.
Nie panuje nad sobą w naszym towarzystwie.
Docina, ironizuje, poucza, wykazuje brak kompetencji, wyszukuje w prasie nieścisłości popełnione przez nas.
Po prostu nas nie znosi.
I podejrzewam, że niekoniecznie wie - dlaczego.
Krwawiący diakon nie potrafi pogodzić się ze zmianami, z tym, że naturalną koleją rzeczy jest zamiana miejsc, że prędzej czy później nieuniknione jest przekazanie pałeczki.
Z godnościom
osobistom.
Nadal jest święcie przekonany, że grupa nie może obejść się bez niego.
Nieustannie użalając się i wierzgając, zabiega o ratowanie swego status quo.
Druga pani to ukochana nasza pani Z.
Ona, to w terminologi AA - Czcigodny mąż zaufania.
Przyjęła nas jak matka.
Patrzy z troską, uśmiechem ,przyjaźnią.
Oferuje dobrą radę, ale tylko wtedy, jeśli o nią prosimy.
Charakteryzuje się cudownym dystansem do życia, ludzi, a zwłaszcza siebie.
Lubimy ją okrutnie.
Czcigodny mąż zaufania uznaje mądrość zbiorowej decyzji grupy i nie żywi urazy z powodu utraty statusu założyciela.
Jego opinie, oparte na sporym doświadczeniu, są głębokie i mądre, a jednoczesnie potrafi on trzymać się na uboczu spokojnie czekając na to, co czas przyniesie.
Łatwo się czyta - trudniej o realizację...
Bo ego funduje nam niezłe piekło.
Ale patrząc na obie panie myślę, że warto.
Finalny efekt to -
Robienie z siebie żałosnego pajaca
albo
W spokoju i przyjaźni - trwanie w relacjach.
Nauczyciel, przewodnik po Lubelszczyźnie, pasjonat turystyki,rozkminiania, pisania, życia. Zachęcam do zawodowego kontaktu - nikt tak Lubelszczyzny nie pokaże jak Promiss :-) 508 093 668 Właścicielka bloga na innej platformie, kiedyś tam - wiele lat, w kategorii - "Absurd". Myślę, że to istotna informacja dla komentujących, zwłaszcza, że czasem wchodzę w konwencję. Ale tylko czasem.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Rozmaitości