Tekst jak pierwotnie wskazuje tytuł (a większość osób powiązała go z jednym wydarzeniem) nie będzie kolejną "pieśnią pochwalną" dla piłkarzy, więc osoby które chcą o tym poczytać to na pewno nie w tym tekście... ;-)
Przedwczoraj ulicami Warszawy przeszedł marsz potomków naszych zaborców. Tych pierwszych pod którego "władaniem" byliśmy 123 lata, i drugich których okupacja nadal na nas oddziałowuje. Rząd oczywiście był "piewcą" tego rozwiązania. Marsz zorganizowany nielegalnie (nie zostały spełnione warunki prawne) nie przeszkodził władzom m. st. Warszawy "popierać" tego wydarzenia. HGW spytana przed manifestacją o "sierp i młot", kazała traktować te symbole "z uśmiechem". Czy to normalne, aby prezydent naszej Stolicy wypowiadał tak skandaliczne słowa? Jakby przyjechało do nas 5 tys. zwolenników NSDAP ze swastykami to wówczas także mamy traktować ich "z uśmiechem"?
Brawo dla kiboli (używam takiej terminologii, ponieważ osoby ze światka kibicowskiego wiedzą co tak naprawdę te słowo oznacza)! To oni jako jedyni przeciwstawili się "czerwonej hołocie". Polska nie jest "wasalem" Rosji (tak jakby chciały tego polskie władze) i pokazaliśmy, że nie będziemy się zgadzać na takie przemarsze. Myślicie, że w innym kraju dotkniętym w dużym stopniu komunizmem, pozwoliliby na taki marsz? Gdyby polscy kibice chcieli przejść wspólnie na mecz musieliby załatwiać tyle formalności, jakby conajmniej mieli otwierać nową firmę. A tu przyjeżdżają "nieproszeni gości" i dla nich prawo jest inne. Czy to normalne, aby prawo było różnie egzekwowane w takiej samej sytuacji? Podobno jesteśmy krajem ustabilizowanym?


Komentarze
Pokaż komentarze