"WCzc.Jarosław Kaczyński otrzymał ponoć anonim grożący Mu czymś tam. Policja już ten anonim bada.
Bardzo mnie to dziwi. Gdy byłem prezesem UPR otrzymywałem tygodniowo około 10 anonimów. Sekretarka miała obowiązek – pod groźbą zwolnienia z pracy – wyrzucać je do kosza bez powiadamiania mnie. Niezależnie od tego, czy informowały o tym, że otrzymałem wreszcie nagrodę Nobla, o tym, że Sanhedryn wydał na mnie wyrok śmierci, czy o tym, że Żona mnie zdradza.
Człowiek, który czyta listy anonimowe – i, co więcej, podejmuje na tej postawie jakieś działania, przestaje być politykiem, businessmanem, i w ogóle mężczyzną. Staje się pionkiem, którym manipuluje jakiś typ uzbrojony w kartkę papieru i ołówek.
Jarosław Kaczyński może sobie robić ze swoimi listami, co chce. Ale ja protestuję, by Policja za moje pieniądze podejmowała na tej podstawie jakiekolwiek działania!
Jak ktoś ma naprawdę ważną informację, to list podpisuje. A raczej: przychodzi – i za tę informację żąda pieniędzy!


Komentarze
Pokaż komentarze