"... zapowiedział (pan Tusk) w jednej z przerw miedzy tymi „gospodarskimi wizytami”, że „Polska będzie uczestniczyć w mechanizmie gwarancji dla Grecji w wysokości 250 mln euro”, podkreślając, że „Polska będzie uczestniczyła w systemie gwarancji tak jak każdy inny członek UE”. Pan Premier zaznaczył, że „mowa jest o gwarancjach, a nie o gotówce”. „Jest to wyraz europejskiej solidarności wobec każdego kraju, który znajduje się w kłopotach. To zobowiązanie każdego kraju członkowskiego, opisane przepisami unijnymi, a nie dobrowolny wybór tego czy innego państwa " - wyjaśnił. Wytłumaczył, że „Polska dobrze wie, jak ważna jest gotowość do pomocy czy gwarancji wtedy, kiedy jest się w potrzebie”. „Odpukać, w przyszłości też możemy znaleźć się w takiej potrzebie”– dodał.
My oczywiście nie przekażemy Grekom żadnej „gotówki”. My wystawimy „gwarancje” wierzycielom Grecji, że jak już Grecja nie zapłaci, to wtedy przekażemy im „gotówkę”. Ale mniejsza o szczegóły techniczne. Bo są też imponderabilia. Zasada solidaryzmu, jak się działa w grupie jest całkowicie zrozumiała. I tę zasadę eksponuje Pan Premier dla uspokojenia wyborców. Bo przecież „odpukać, w przyszłości też możemy znaleźć się w potrzebie”. Więc przyjrzyjmy się zasadom na jakich Grecji udzielana jest Pomoc – ba na tych samych zasadach – zgodnie z zasadą solidarności – „odpukać” inne kraje będą pomagały nam „jak się znajdziemy w potrzebie”. W komunikacie opublikowanym po zakończeniu obrad w Luksemburgu, ministrowie finansów strefy euro stwierdzili że warunkiem udzielenia dalszej pomocy jest „uchwalenie przez grecki parlament kluczowych ustaw dotyczących strategii fiskalnej i prywatyzacji”. „Postęp w realizacji tych zadań będzie oceniany przez strefę euro, MFW i Europejski Bank Centralny”. Premier Grecji Jeorjos Papandreu zwrócił się do narodu z apelem o wsparcie podwyżek podatków, cięć wydatków i prywatyzacji w celu uniknięcia „katastrofalnego” załamania finansów publicznych. Co my na to, że mogą nam pomóc w przyszłości, jak: podwyższymy podatki do takiego samego poziomu jaki mają w Niemczech i Francji (żebyśmy podatkami nie mogli konkurować), emerytury każą zmniejszyć a wyspę Wolin sprzedać. Jutro u Greków głosowanie. Trzymajmy kciuki. Może się nie dadzą. U nich wróci drahma. Za 5 stówek pojedziemy na Kretę na wakacje na dwa tygodnie i nie będziemy musieli wystawiać „gwarancji” dla niemieckich i francuskich banków. Przy okazji warto przypomnieć, co w 2004 roku napisał NBP w swoim raporcie na temat euro. „Członkostwo w unii walutowej oznacza rezygnację z niezależnej polityki stopy procentowej oraz płynnego kursu walutowego. Nie będą wiec one mogły służyć do łagodzenia wahań koniunktury gospodarczej w sytuacji pojawienia się wstrząsów asymetrycznych, czyli takich, które wywierają zróżnicowany wpływ na gospodarki Polski i strefy euro.” Ano właśnie. Grecy tego doświadczają. NBP dostrzegł jednak zdecydowanie więcej plusów niż minusów unii walutowej. Mianowicie „wprowadzenie wspólnej waluty wraz z towarzyszącą mu eliminacją ryzyka kursowego i kosztów transakcyjnych będzie prowadzić do lepszej porównywalności cen oraz wzrostu konkurencji na rynku dóbr i usług. Wzrost konkurencji przyczyni się do lepszej alokacji pracy i kapitału oraz zwiększy presję na efektywne wykorzystanie dostępnych zasobów, co spowoduje wzrost wydajności czynników wytwórczych”. Jakim cudem „eliminacja ryzyka kursowego i kosztów transakcyjnych”, która rzeczywiście prowadzi do „lepszej porównywalności cen”, miała tak po prostu zaowocować „wzrostem konkurencji”. To prawda, że „wzrost konkurencji przyczyniłby się do lepszej alokacji pracy i kapitału”, tylko jaki jest związek pomiędzy pierwszym zdaniem i drugim? Jakoś w Grecji go nie ma. Może czas na wnioski?" Robert Gwiazdowski, za: gwiazdowski.pl
I tak się kończy unifikacja walutowa w gospodarkach o różnej kulturze pracy, różnych podatkach, różnych "zdobyczach socjalnych". Dla większości polityków i ekonomistów jest to wciąż wniosek oszołomski.




Komentarze
Pokaż komentarze (2)