Wróciłem z wakacji i znowu dopadła mnie codzienność nasza polityczna. Oczywiście najpierw musiałem odwiedzić Panią Renatę. Nic się nie zmieniła, niestety. Na szczęście dopadła mnie również praca, co nie pozwoliło mi poddać się gorączce sporów, niezwykle wysokiej jak na sezon urlopowy.
Kiedy już się nieco obrobiłem w pracy zacząłem sobie stopniowo dozować informacje bieżące. Szybko jednak zmęczony nawałem ciągle zwoływanych przez wszelkich możliwych graczy politycznych postanowiłem jeszcze bardziej ograniczyć dopływ informacji. Tak więc z pewnego dystansu zacząłem zastanawiać się nad naszym tragicznym kabaretem politycznym. Kabaretem, bo nie sposób traktować poważnie Leszka Millera mówiącego że kanalie trzeba postawić przed sądem. No chyba że była to znana z czasów stalinowskich samokrytyka. Tylko w takim przypadku można to traktować poważnie. Ale że o taką uczciwość posądzać tego pana nie można to znaczy że chodzi o kabaret.
Nie pamiętam jak wyglądała polityka przed wojną. Najdalej jak się ga moja pamięć polityczna, czyli gdzieś do końca lat pięcdziesiątych, to żadnej gry politycznej publicznie nie było widać, co nie znaczy że jej nie było. Była, ale była i cenzura, która dbała by obywatel nie był obarczany zbędnymi dla niego informacjami. Dla obywatela najważniejsza informacja to był głos partii i to tylko ten głos który partia uważała za odpowiedni dla obywateli. Może więc to co obecnie przeżywamy to jest właśnie prawdziwy obraz demokracji. Politycy widzą że obywatele się emocjonują, dają wciągać w ich grę (co widać choćby na forach internetowych, czy w naszym salonie), więc ordynarnie obywatela wykorzystują. Jednak jak sądzę obywatel już niedługo zmęczy się nadmiarem powszechnych konferencji prasowych, dramatycznych relacji na żywo z czegoś co miało miejsce tylko w wyobraźni dziennikarzy, wszelkich migawek oburzonych polityków w tym najgłośniejszych za to najmniej wiarygodnych, jak wspomniany Leszek Miller, czy jego kolega Ryszard Kalisz, że o zatroskanym Bronisławie Geremku, czy Lechu Wałęsie, przy wtórze Aleksandra Kwaśniewskiego, nie wspomnę. Sieczki tej jest tyle że obywatel albo już zmęczył się albo zaczyna się męczyć i nerwowo szuka w telewizorze programu o nieco mniejszym ładunku emocji, niech to nawet będzie krwawy kryminał, byle nie o polityce.
Nie potrafię powiedzieć jaki wpływ będzie miało to zmęczenie na frekwencję. Ale że będzie miało to pewne. Jedno mnie dziwi. Czy politycy nie są tego świadomi? Co prawda najwięcej zamieszania robią politycy partii, którym grozi zejście ze sceny jeszcze przed upływem kadencji, ale nawet partia na której rozsądek najbardziej liczyłem czyli PO też nie stara się uspokoić tej zupełnie niepotrzebnej wrzawy tylko w niej uczestniczy. Była świetna okazja by uspokoić nastroje. Po konferencji prasowej prokuratorów, kiedy jasne się stało dla wszystkich że Kaczmarek kłamie i granie tą kartą jest kompromitujące, kiedy sami dziennikarze przyznawali ze wielokrotnie po wybuchu afery przeciekowej przyłapywali Kaczmarka na kłamstwach, można było zdystansować się i doprowadzić w spokoju do samorozwiązania sejmu. Ta chwila spokoju jest niezbędna by wyborca mógł odetchnąć przed wybuchem kampanii wyborczej.
Nie wiem jak się zachowają politycy. Nie mam o nich zbyt dobrego zdania więc apelowanie do nich uważam za rzucanie grochem o ścianę. Apeluję więc do koleżanek i kolegów salonowiczów. Dajmy sobie trochę, przepraszam za określenie, trochę luzu. Zrezygnujmy w naszych zmaganiach z kopii bojowych na rzecz turniejowych. Stępmy nieco nasze pióra i języki. Spójrzmy na oponenta jak na przyjaciela, który błądzi a nie jak na wroga, którego trzeba unieszkodliwić bo chce nam coś zabrać.
Pozdrawiam wszystkich.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)