Pierwszy raz mi się to przydarzyło, zapomniałem klucza do biura, a że przeważnie to ja jestem pierwszy to musiałem stać pod drzwiami. no to co miałem robić jak pod drzwiami leżała tylko Wyborcza.
Same tytuły podniosły mi ciśnienie a potem to już było tylko gorzej.
Autorka wielkiego artykułu na drugiej stronie roztkliwiała się nad biedną prześladowaną przez rząd wspólnie z kościołem Panią Tysiąc, jej nieusuniętą córką, ich sytuacją materialną i samotnym macierzyństwem. Ani słowa o gwałtach. No bo chyba ta córka to owoc gwałtu? Bo świadoma kobieta dbająca o swoje kruche zdrowie nie dopuściłaby do zajścia w ciążę nawet kosztem rezygnacji z życia erotycznego, skoro ta sama dbałość o kruche zdrowie kazała jej usunąć dziecko. Autorka artykułu oczywiście pomstowała na katoli którzy na pewno powiedzą biednemu małemu dziecku że mama chciała je wyskrobać. Bo przecież wszyscy światli dziennikarze gazetowi czy telewizyjni i radiowi nabrali wody w usta i nawet nie pisną o sprawie żeby dziecię wzrastało w spokoju. Ciekawi mnie ile razy już to dziecko oglądało w telewizji głośne wywody postępowych Pań i Panów o tym że mama miała prawo ją wyskrobać. Szkoda gadać.
Następny artykuł na szczęście był już z innej beczki. Nagroda Nike dla Wiesława Myśliwskiego za "Traktat o łuskaniu fasoli". To mnie nie zbulwersowało ale nie pozostawiło obojętnym bo choć od bardzo dawna czytam książki tego znakomitego pisarza to ta książka nie wydaje mi się godna takiej nagrody. Przypomina mi to moją fascynację Bergmanem.
odkąd obejrzałem jego pierwsze filmy byłem jego wielbicielem jednak z upływem czasu stawały się one coraz mniej strawne. "Szepty i krzyki" były ostatnim filmem a właściwie pierwszym który nie powalił mnie na kolana potem doszedłem do wniosku że zbyt daleko odszedł od poetyki "Siódmej pieczęci" by można go było oglądać. Ot zaczął tworzyć sztukę dla sztuki. Z Myśliwskim jest według mnie dokładnie tak samo. Traktat czytałem najpierw z ciekawości ale w miarę upływu czasu ciekawość malała a górę brało przyzwyczajenie że nie odkładam książki jeżeli jej nie przeczytam do końca. Ale czy nawyk jest dobrą rekomendacją dla książki?
A może po prostu nie było nikogo godniejszego tej nagrody. To całkiem prawdopodobne. Podobne wrażenie miałem czytając "Wszystkie języki świata". Nie żebym był szczególnym znawcą literatury czy filmu ot takie moje odczucia i dywagacje zwykłego przeciętnego czytelnika i kinomana.
W tym momencie przyszli koledzy i nie musiałem dalej czytać. Żeby się odstresować poszedłem do sklepu po cudowne rurki z kremem. No i od razu atmosfera poniedziałkowego jesiennie mglisto szarego poranka zrobiła się słoneczna i przyjemna.
Miłego tygodnia.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)