Nie mam czasu żeby poćwiczyć wstawianie obrazków, a szkoda.
Szkoda, bo chcę się podzielić refleksjami ze Święta Sewilli a warto by je zilustrować zdjęciami.
Święto to odbywa się rokrocznie w kwietniu i trwa prawie cały tydzień. Oficjalnie wszyscy pracują od 9:00j do 14:00. Ale od 12-ej na placu gdzie stoją rozstawione świąteczne namioty ścisk jest już niemożebny. Nie będę opowiadał o detalach tylko o pewnym spostrzeżeniu, które mnie naszło jakiś czas temu kiedy byłem na przedświątecznym zjeździe firmowym.
Otóż w czasie dyskoteki po firmowej kolacji w „Casa Grande” DJej puścił flamenco. Muzyka było nie było ludowa. Nikomu to nie przeszkadzało. Przeciwnie, Kilka dziewcząt pięknie odtańczyło taniec wzbudzając zachwyt takich jak ja i aprobatę innych.
Na świątecznych ulicach Sewilli roiło się od kobiet, dziewcząt, dzieci ubranych w tradycyjne stroje. Wierzcie mi, nie byli to członkowie żadnych zespołów folklorystycznych. To byli mieszkańcy a zwłaszcza, o dziwo, mieszkanki miasta ubrane jak najbardziej tradycyjnie. Pięknie było popatrzeć.
To jeszcze nie wszystko, w świątecznych namiotach, będących polowymi restauracjami zorganizowanymi przez różne nie koniecznie gastronomiczne firmy a nawet przez osoby zupełnie prywatne, można było pojeść tradycyjne potrawy, skosztować wina, posłuchać muzyki. Muzyki oczywiście hiszpańskiej, tradycyjnej, jak powiedziałem, ludowej. Bardzo wielu samo słuchanie nie wystarczało. Tańczyli więc na ludowo, i słowo daję, tańczyli z takim ogniem, zaangażowaniem, i trudno w to uwierzyć, ale z taką dumą że aż mnie zatkało.
Natychmiast wyobraziłem sobie taką dyskotekę, czy takie święto gdziekolwiek w Polsce. Wam też proponuję taką grę wyobraźni. Jest dyskoteka czy święto ot choćby „Sylwester w Warszawie” nagle wśród ogólnej zabawy DJ-ej puszcza mazura czy nawet poloneza, którego każdy choćby z balu maturalnego zna. Widzicie reakcję publiki. A przecież wszyscy jak jeden mąż cenimy tradycję nawet doszukujemy się korzeni sarmackich. Tylko żeby zobaczyć odświętnie ubranych Łowiczan trzeba pojechać na Boże Ciało do Łowicza a kurpiowski strój ludowy można zobaczyć raz w roku w Niedzielę Palmową w Kadzidle. Nie wiem jak jest w innych regionach ale tylko na Śląsku spotykałem kobiety ubrane w niedziele w tradycyjny strój, zaznaczam że stare kobiety. Jedyną chyba enklawą tradycji pozostają górale, których można jeszcze spotkać ubranych po góralsku w zwykły dzień powszedni, a jak zagrają „Krzesanego” to z pewnością znajdą się chętni do tańca. Powiecie że to pewnie dla turystów, ja chcę wierzyć że to nie jedyny powód. A jeśli nawet to dobrze że jest taki powód.
Dotychczas sądziłem że wszystkiemu jest winne radio i telewizja, które upowszechniają ujednolicony język i wzory zachowania. Przez dziesięciolecia wpajany ludziom wsi i nie tylko wsi prowincjonalizm i brak wielkomiejskiej ogłady. Ale przecież w Hiszpanii jest podobnie, a w takim kilkumilionowym Madrycie na dyskotece nikogo nie dziwi że grają flamenco i są nawet chętni i potrafiący zatańczyć a pozostali patrzą na to przychylnie, ze zrozumieniem, aprobatą, klaszczą w rytm i przytupują.
Czy naprawdę nie mamy z czego być dumni tak jak ci Hiszpanie? Czy to taki wstyd nauczyć się tańczyć oberka? Czy to taka hańba w Warszawie na dyskotece puścić w formie przerywnika poloneza, czy mazura, albo krakowiaka. Ale gdyby na tej warszawskiej imprezie DJ-ej puścił flamenco to chetnie byście przynajmniej posłuchali. Prawda?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)