Sądzę że wypowiedź Pani Bieńkowskiej, jak by nie była głupia, nie zasługuje na takie zainteresowanie z jakim się spotkała. Dziesiątki notek na Salonie 24 tylko na ten temat i to przeszło sześć lat po objęciu władzy przez PO to naprawdę gruba przesada.
Gdyby to była pierwsza taka wpadka na tyle lat to rozumiem, ale tak? Po tylu wpadkach, lapsusach i innych dowodach rozsądku przedstawicieli tak rządu jak i jego partii?
To już nic innego się w Polsce nie dzieje godnego uwagi?
Od początku roku sądy i prokuratury mają nową firmę doręczającą przesyłki polecone.
Pierwsze dni działania nowej firmy zostały skwitowane w prasie jakimiś drobnymi wątpliwościami i cisza.
A tymczasem …
Mój znajomy prawnik dostał trzy awiza do odbioru przesyłki poleconej. Wszystkie przesyłki były wysłane na jeden adres – awiza wskazują dwa różne miejsca do odbioru. Jedna przesyłka w jednym punkcie miasta a dwie w innym.
Dlaczego?- zapytał odbierając przesyłki – Nie wiem odpowiedział obsługujący pan. Właśnie, pan, bo nie urzędnik. Pan któremu do innych obowiązków dołożono wydawanie przesyłek poleconych nie zwiększając wynagrodzenia. Pewnie jest zachwycony.
Pan jednak podniósł się zza biurka wziął karton z setkami przesyłek i zaczął mozolnie wyjmować je partiami na biurko sprawdzając adresata.
-Dlaczego te przesyłki nie są posegregowane alfabetycznie, - zapytał naiwnie znajomy.
-Nie wiem tak je dostałem – odpowiedział, nawet grzecznie, Pan.
Po sprawdzeniu wszystkich przesyłek stwierdził – Niestety nie ma Pańskich listów.
-Nie możliwe, przecież dostałem awiza. – stwierdził znajomy – proszę sprawdzić jeszcze raz.
Pan ponownie zaczął przeglądać listy.
- O, jeden jest. Powiedział zadowolony, - i pogrążył się w poszukiwaniu następnego.
- Niestety drugiego nie znalazł. Wydał znajomemu zaświadczenie o zaginięciu przesyłki, nie mógł niestety sprawdzić z jakiego sądu była przesyłka i skierował do punktu gdzie może złożyć reklamację.
Tyle anegdota. Co do joty prawdziwa.
Tyle że to nie koniec a początek kłopotów.
Nieodebranie przesyłki z sądu czy prokuratury rodzi konkretne konsekwencje prawne.
Kto odpowie za te konsekwencje?
Autorzy tego bałaganu wmawiali wszystkim że ta zmiana przyniesie sądom oszczędności.
Czynność „R-kowania” spadła na urzędników kancelarii sądów. Takich przesyłek jest mniej więcej 100 z wydziału, wydziałów w sądzie 5. Kanceliści/stki nie siedzieli dotychczas z założonymi rękami więc trzeba będzie zatrudnić następnych bo zakres obowiązków się rozszerzył. Gdzie więc oszczędność?
Na poczcie obsługiwał nas urzędnik – teraz robi to kioskarz/rka.
Kioskarz/rka jest sam/a. Czasem musi wyjść choćby z przyczyn fizjologicznych.
W małych miasteczkach czy wsiach wyjdzie sobie na chwilę bo przecież musi zrobić zakupy czy sprawdzić czy dzieci ze szkoły wróciły na czas albo z jakiegoś innego prozaicznego powodu.
Przychodzi klient ostatniego dnia odbioru przesyłki a kiosk zamknięty bo dziecko zachorowało.
Można mnożyć rodzące się właśnie problemy z odbiorem przesyłek sądowych.
I po co nam to? Dla iluzorycznych oszczędności?
A może, jak mi to znajomy tłumaczył, dla wpędzenia poczty w kłopoty i taniego przejęcia?
Wcale nie wykluczone kiedy sprawdzimy jak działa Bank Pocztowy. Zapytajcie listonosza ile obowiązków mu dodano w związku z tym bankiem i ile na tym zyskał.




Komentarze
Pokaż komentarze (2)