Wydaje się, że akcja służb specjalnych powinna być prowadzona w tajemnicy a data i miejsce wręczenia łapówki, które były wynikiem negocjacji pomiędzy negocjatorem z CBA a Panem Rybą, powinny być utrzymywane w najściślejszej tajemnicy.
Tak nie było, ponieważ historia pokazuje, że o sztandarowej akcji CBA pod egidą rządu Premiera Jarosława Kaczyńskiego wiedziało tyle osób, że nie jest sposób ustalić, czy w ogóle był przeciek, czy go nie było, czy akcja została przygotowana - nazwijmy to po imieniu - z głową, oraz czy obecne napiętnowanie Janusza Kaczmarka, nie jest wynikiem politycznej narady w PiS, tak jak afera z ziemią mogła być wynikiem takiego samego politycznego scenariusza.
Nie interesuje mnie kto z kim się spotykał, ponieważ taka wiedzia niczego nie dowiedzie.
Interesuje mnie, czy jakiś funcjonariusz CBA przypadkiem nie "chlapnął" w domu żonie, narzeczonej, kochance albo nie pochwalił się wśród kolegów, że właśnie 9.07 bedzie uczestniczył w arcyważnej akcji CBA. Ten trop jest dla mnie bardziej prawdopodobny niż to, że Janusz Kaczmarek - bardzo doświadczony prokurator - działał przeciwko ugrupowaniu, któremu wszystko zawdzięcza.
Natura ludzka jest taka, że "pionki" czują potrzebę pokazania otoczeniu, w tym znajomym, że są więcej niż pionkami na szachownicy. Pisząc "pionki" nie czuję potrzeby przepraszania funkcjonariuszy uczestniczących w akcji, by nie czuli się obrażeni tym porównaniem, ponieważ taka jest specyfika pracy funcjonariuszy służb specjalnych, że są rozstawiani po szachownicy i jak trzeba rozgrywający poświeca tego lub innego pionka. Jest to fakt, z którym można się tylko pogodzić, albo zmienić pracę.
Interesuje mnie przede wszystkim te 3 mln złotych w banknotach 50-cio złotowych, których powinno być 60 (sześćdziesiąt) paczek po sto sztuk w paczce.
3 mln złotych w 60-ciu paczkach po 5.000 zł w każdej brzmi dla mnie jak kwestia z jakiegoś amerykańskiego filmu, gdzie porywacz domaga się helikoptera oraz milona dolarów w nieznakowanych 10-cio dolarowych banknotach.
Jeśli te 3 mln złotych były autentycznymi biletami płatniczymi Narodowego Banku Polskiego, to czy były trzymane na ewentualną okazję w sejfie przy Al. Ujazdowskich, czy zostały pobrane jednorazowo, czy może w transzach z rachunku bankowego, a więc z banku, prowadzącego tajny rachunek. Jeśli ktoś pobiera 3 mln złotych z rachunku bankowego, to wiedzą o tym przede wszystkim złodzieje, ponieważ nierzadko się zdarza, że osoby pobierające gotówkę z banku są natychmiast okradane "na koło", albo wręcz napadane.
Nie rozumiem dlaczego zdecydowano się na banknoty 50-cio złotowe i czy była to świadoma decyzja, czy może w ostatniej chwili okazało się, w trakcie pobierania walorów z rachunku, że bank nie dysponuje banknotami o innych nominałach. Ten scenariusz przypomina trochę scenariusz z "Kilerów 2-óch" i słynną scenę z 1000 pesos.
Reasumując, klucz do sprawy nie leży w tym, że nieograniczona liczba osób wiedziała o planowanej prowokacji w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi, lecz w tym, kto wiedział, że właśnie w piątek 09 lipca 2007 r. CBA wraz z CBŚ ma dokonać "zakupu kontrolowanego", czyli przynieść w walizce 3 mln złotych, na które składa się 60-siąt paczek po 5.000 złotych w każdej.
W świetle powyższego o planowanej akcji wiedział także Andrzej Lepper, ale nie wiedział kiedy ma ona się odbyć. Janusz Kaczmarek mógł wiedzieć o tej akcji, i jak wynika z dostepnych informacji, wiedział o niej. Szkopuł w tym, kto wiedział, że to będzie w piątek dziewiątego lipca 2007 r. "Kontrwywiad" w Samoobronie zadziałał wzorowo w przeciwieństwie do obowiązku zachowania tajemnicy i wykonania procedur, o ile nie są one jak ser szwajcarski, w jednym z najważniejszych organów dla bezpieczeństwa państwa, jakim jest CBA.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)