Zanim wyszedłem popatrzeć na wyposażenie i uzbrojenie wojska, które czuwa nad bezpieczeństwem naszych granic obejrzałem w tvn24 m.in. wypowiedź pana z Muzeum Wojska Polskiego.
Wszystkim wiadomo, że sprzęt bojowy na wyposażeniu naszej armii to eksponaty od armii niemieckiej i amerykańskiej, które miały trafić do zasobów muzealnych. Sprzęt nie jest aż tak ważny, jeśli dysponuje się liczną i dobrze wyszkoloną armią.
Czułem dumę w sercu, kiedy pojawiły się czarne cielska maszyn z białoczerwoną szachownicą, helikoptery pomalowane w maskujące kolory, czy nawet ten pięciosamolotowy klucz migów, w którym były aż 4 maszyny.
Czułem dumę, kiedy Wódz Naczelny przemierzał ulicę Belwederską w odkrytym wozie w kolorze wojskowej zieleni.
Na dawnym Placu Saskim, obecnie marszałka Piłsudskiego na trybunie wiwatujących witali notable, kler, dowódcy wojsk lądowych i marynarki wojennej.
Udałem się nad Wisłe, by ujrzeć cud. Nie było cudu, bo krążowniki i łodzie podwodne polskiej potęgi morskiej nie dotarły Wisłą do Warszawy, bo modelarze mieli zawody na większym akwenie.
Wracając do wypowiedzi pana, chyba dyrektora, Muzeum Wojska Polskiego muszę go rozczarować, że choć sprzęt muzealny, jeszcze długo nie będziemy mogli go do woli podziwiać na terenie przyległym do Muzeum Wojska Polskiego.
Myślę, że ta tarcza może się nam przydać, bo dziś odkryliśmy się przed wrogami całkowicie i cała siła bojowa była dobrze widoczna z budynku ambasady Rosji.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)