Wczoraj oglądałem debatę Ziobro - Gowin, do której Ziobro był nieźle przygotowany i uzbrojony po zęby, jakby jakąś wojnę przewidywał. Toteż nie dziwi, że wyuczone na pamięć wypowiedzi brzmiały jak niekończący się ostrzał z ciężkiego karabinu maszynowego, który wypluwa kilkanaście pocisków na sekundę.
Wczoraj także dostałem w emailu dowcip (taki kawał, by się uśmiechnąć), który moim zdaniem jest najwidoczniej efektem na pewno błędnego odczucia widzów i słuchaczy, że Z. Ziobro jest nadgorliwy i jak pistolet:
Nasz bohater, prowadząc rządową beemwicę, na przejściu wjechał w dwóch przechodniów. Przybity sytuacją idzie po poradę do rzecznik Marzanny.
Marzanna myśli, myśli, i oznajmia: Tego pierwszego, który uszkodził głową przednią szybę oskarżymy o zniszczenie mienia publicznego, a temu drugiemu, który poleciał w krzaki postawimy zarzut próby ucieczki z miejsca przestępstwa.
Uśmiechnąłem się kiedy to przeczytałem, ale po namyśle doszedłem do wniosku, że to może być jak komedia pomyłek w czarnym wydaniu. Przecież Pan Mariusz Kamiński, który zorganizował swoją konferencję i pokazał nagranie jest oceniany i rozliczany, a ludzie w obliczu zagrożenia, rzeczywistego czy urojonego, mogą dziwnie reagować.
Może się mylę, ale przyszedł mi na myśl wniosek, iż możliwe jest, że podwładni niewłaściwie odbierają sygnały szefów i chcą się wykazać czujnością i gorliwością, tak jak uczynił pan z sanepidu, który przez środki masowego przekazu wezwał Kwaśniewskiego w sprawie „filipińskiej choroby”. Logicznie myśląc, takie wezwanie mogło wywołać panikę.
Z góry przepraszam wszystkich, którzy czytając tę notkę, mogą nie wykazać się poczuciem humoru.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)