Co przychodzi Wam na myśl kiedy pada słowo ZDRADA?
Pytam, bo domyślam się, że macie najróżniejsze doświadczenia i zdanie, które i tak pewnie dziesięć razy zmienicie na widok bonusów skrywanych w majtkach nieswojego partnera. Ale spoko, wszyscy przecież popełniamy błędy – niektórzy raz, a inni co parę dni od nowa, kiedy twierdzą, że muszą zostać dłużej w robocie, aby nadrobić zaległości… w orgazmach.
I ja to rozumiem, śmiem nawet twierdzić, że zdrada w dzisiejszych czasach, to tylko konsekwencja małżeństwa. Małżeństwa matołów, którzy jakby nie chcieli zauważyć, że związek to ciągła praca na pełny etat – a nie koniecznie status na fejsie i wykorzystanie pierwszej lepszej okazji na zawinięcie się w trzytygodniową pościel z kory faceta poznanego na tinderze lub starej miłości. I możemy się usprawiedliwiać – bo partner nie doceniał, więc zdradziłam go z miłości. Bo mnie zraniła iks czasu temu. Bo mam dość bycia drwalem, który raz na dwa tygodnie porżnie sobie od łaski leżący jak kłoda… nieprzycięty świerk. I milion innych powodów, które zamykamy w pseudo mądrych statystykach, które krzyczą, że 70% małżeństw dopuszcza się zdrady.
I naprawdę się tym nie przejmuję – bo to wasza sprawa po czyich skaczecie łóżkach i w jakich relacjach tkwicie, ale kiedy przychodzi mi analizować konkretne przypadki to kończy się u mnie głupie śmieszkowanie i zaczyna współczucie, że ludzie za nic mają wartości, które powinny charakteryzować coś co wszyscy nazywamy miłością i związkiem.
Zatem Kobieto Zdrajczyni! Jesteś dorosła, więc śmiem twierdzić, że liczysz się z konsekwencjami swoich decyzji – zwłaszcza, że jesteś jedyną osobą, do której możesz mieć ew. pretensję. Jednak czy masz? Nie zamierzam Cię karmić fajnie brzmiącymi frazesami, chcę jednak postawić kilka głuchych pytań, po których każdy z nas wróci do swoich wieczornych obowiązków. Jest to dla mnie o tyle ważne, że chciałabym zrozumieć, jak można było tak bardzo zjebać… komuś życie.
Bo niestety – zjebałaś, w momencie kiedy pozwoliłaś włożyć sobie obrączkę na palec. Po co? Po co to całe pierdolenie, po co małżeństwo? Kiedy nie potrafisz dotrzymać danego słowa, postarać się i zadbać o absolutne fundamenty Twojego związku? Po co Ci druga osoba obok, kiedy nie potrafisz się postawić na jej miejscu? Po co Ci związek kiedy nie potrafisz szczerze rozmawiać, bo bardziej interesujące okazuje się jeżdżenie po hotelach albo spanie o gacha? Jakie pozostały Ci wartości – jeśli kiedyś mówiłaś o sobie szczera, bezpośrednia, wierna i radosna? Jaka więc jesteś dzisiaj, kiedy prowadzisz podwójne życie? Jak wygląda kobieta, która zatraciła się w kłamstwie, wykazała się brakiem jakiejkolwiek odpowiedzialności i strachem przed konsekwencjami swoich czynów? Pytam Cię o to wszystko, bo w twojej sytuacji już nie chodzi o zdradę, ale o fakt, że przez tchórzostwo byłaś w stanie oszukać w najbardziej perfidny sposób osobę, która Ci ufa. Twój mąż zapewne niczego się nie domyśla, a niestety żyje na chwiejnym gruncie w domku z piasku, który mu postawiłaś. Oparłaś jego rzeczywistość i przyszłość na kłamstwie, które prędzej czy później wyjdzie na jaw i pozbawi go jakiegokolwiek sensu i wiarę. Czy to fair, aby Twoje niedojrzałe czyny odbijały się na osobach trzecich?
Pytam, bo rozumiem sam fakt zdrady – przecież mogłaś przestać kochać, zatracić satysfakcje, nie odnajdywać szczęścia, być emocjonalnie głupia i szereg innych rzeczy, które pchnęły Cię w ramiona innego. Jednak Twoje czyny wczoraj, dziś mają już realny wpływ na życie innych osób (męża, dzieci). Stworzyłaś swojemu facetowi pierdolony matrix. I to jest w tym wszystkim kurestwem, bo niezależnie od wszystkiego ludzie zasługują na prawdę – chociażby ze względu na wspólną przeszłość, dzieci, dla których już do końca życia oboje będziecie rodzicami. Tymczasem, przygotowałaś dla niego przykrą niespodziankę. Czy naprawdę jesteś na tyle bezwzględna, aby wdeptać w ziemię drugą osobę? W jednej chwili odebrać mu wszystko co w ma dla niego jakąkolwiek wartość i jest jego sensem życia? Być może jesteś w stanie to sobie wyobrazić, bo nie podejrzewasz jak wielki ból psychiczny mu sprawisz. Ból który będzie do niego wracał każdego dnia, po to, aby zabijać go od nowa,bez przerwy.
Właśnie tego nie potrafię i chyba nie chcę zrozumieć.
Bo owszem, mogłaś się pogubić – skłamać raz, później drugi, itd. ale co najgorsze, dalej trwać przy mężu tylko dlatego, że Twój przyjaciel ma Cię za pojemnik na nasienie i nie potrafi się określić jak odpowiedzialny, dojrzały facet? A Ty głupia i naiwna po miesiącach albo latach ruchania, masz nadal nadzieję. Nie wiem w jakim świecie żyjesz, w co wierzysz i na co liczysz, ale wiedz tylko tyle – masz prawo romansować i zmarnować swoje życie, ale nie powinnaś marnować życia osobie, która sobie na to nie zasłużyła. Niezależnie od tego czy Twój Cię nudził czy ignorował. Decydowanie o jego życiu, nie powinno leżeć w Twoich rękach. Chłop być może miałby możliwość znaleźć kobietę, która go szczerze i bezwarunkowo pokocha, ale musi trwać w fikcji, który mu stworzyłaś. W świecie, gdzie on i jego dzieci wierzą w szczęśliwa rodzinę, która nie istnieje. W świecie, gdzie największym problemem jest fakt, że Oni NIE SĄ wszystkim czego chcesz.Może Twój mąż to w gruncie rzeczy dobry facet – jednak nie potrafisz zaakceptować, że zbyt oczywisty, zapracowany i nudny. Myślę jednak, że to można mu wybaczyć, bo nie każdy jest na tyle dojrzały emocjonalnie, aby potrafić nieustannie dbać o partnera. Tak samo jak nie każdy jest w stanie otwarcie powiedzieć o swoich oczekiwaniach i o tym co można zrobić lepiej, aby wspólne trwanie było najpiękniejsza podróżą – najlepszych przyjaciół.
W którym momencie się zgubiłaś? Czy wina leży w Tobie czy w czasach, w których wszystko jest na chwilę? W czasach, gdzie zdrada stała się pospolita, a przyznanie się do błędu urosło do rangi adekwatnej z aktem rewolucji. Dziś ludzie nie potrafią się skupić na jednej osobie, więc w moim mniemaniu nie są warci żadnej.
I tutaj chodzi o absolutne fundamenty partnerstwa, które powinno cechować się prawdą, empatią i sprawiedliwym traktowaniem. Jeśli kogoś kochasz, to z nim jesteś na dobre i na złe – nie czyniąc mu tego co tobie nie miłe. Jeśli ktoś Cię unieszczęśliwia i nie potrafisz lub nie chcesz pracować nad waszą relacją, to puść ten związek wolno – ale nie baw się w Boga kreując partnerowi przykry finał życia, w które wierzył. Chociażby ze względu na to co kiedyś między Wami było – jesteś mu winna prawdę i szansę na to, aby jeszcze ułożył sobie życie z osobą, która pokocha go bezwarunkowo – skoro ty nie potrafisz. To nazywa się sprawiedliwością, której brakło Ci miesiące albo lata temu. To nazywa się obowiązkiem człowieka, który nie jest tchórzem i potrafi wziąć na klatę wszystkie konsekwencję swoich czynów. To nazywa się sumieniem, które prędzej czy później odezwie się, gdy na starość przyjdzie spojrzeć Ci w lustro.
Przestań kazać mu wierzyć w idealny świat fikcji, który mu stworzyłaś. Skończ marnować jego czas (życie) – bo robisz to, każdej nocy kiedy przy nim zasypiasz, tylko dlatego, że nie masz pewności czy kochanek nie wróci z lepszą propozycją, a nie chcesz przecież zostać sama.
I owszem – prawda boli, szczerość rani, a kłamstwo uzależnia, ale najgorszym kurestwem jest egoizm (wynikający ze strachu przed przyznaniem się do błędu). Bo trzeba nie mieć serca i godności, aby doszczętnie rujnować życie osobie, którą niegdyś się kochało, kiedy doskonale zdajesz sobie sprawę, że ona zasługuje na znacznie więcej niż… Twój strach przed samotnością.
Wyciągnijcie z tego lekcje drodzy czytelnicy – jeśli macie odwagę sprzedać czyjeś zaufanie w zamian za poboczny orgazm, to miejcie też odwagę na prawdę, która prędzej czy później i tak Was dosięgnie – jak nie w życiu, to w sumieniu.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)