Najpierw prawicowe zdziwko:
"Wyborcza niedziela (...) Rano okazało się, że zostały zmienione granice okręgów wyborczych i osiedle, na którym mieszkam, nie należy już do okręgu, z którego kandydowałam."
"Prowadziłam kampanię na terenie, który nie należy do mojego okręgu wyborczego. Straciłam czas i pieniądze oraz - co dla mnie jest najbardziej bolesne - wiarygodność. Przekonywałam ludzi do zagłosowania na mnie, a potem nie znaleźli mnie na liście, którą dostali w lokalu wyborczym."
Gdy już pozbierałem się z podłogi, na którą spadłem i opanowałem śmiech sprawdziłem, co jest grane.
Co się okazało?
Wersja Bogny Janke:
"Obwieszczenie burmistrza Konstancina w sprawie granic okręgów, opublikowane w BIP, ma datę 27 września 2010 r.. Zmienione granice okręgów podano do publicznej wiadomości niecałe dwa miesiące przed wyborami. Nigdzie więcej nie poinformowano, że uległy one zmianie."
Jak ocenia to niedoszła radna? Otóż uważa ona, że została pozbawiona głosów "z powodu zatajonej zmiany granic okręgów" (!).
Wersja prawdziwa:
Korekty w podziale Gminy Konstancin-Jeziorna na okręgi wyborcze dokonano uchwałą nr 504/V/45/2010 z dnia 5 lipca 2010 r.
Uchwała ta została opublikowana w konstancińskim BIP - data wytworzenia i publikacji: 2010-07-22.
Poza tym zmiany były zamieszczone w odpowiednim dzienniku urzędowym oraz we wspomnianym przez Bognę Janke obwieszczeniu burmistrza.
To oznacza, że kandydatka (jej ludzie) w trakcie kampanii i przygotowań do niej, nawet podczas rejestracji komitetu wyborczego, nie sprawdziła gdzie kandyduje! I gdyby te zmiany były wprowadzone nawet z pół roku temu, Bogna Janke nadal prowadziłaby kampanię w innym okręgu wyborczym. Dlaczego? Bo ona takich rzeczy nie sprawdza, czekając zapewne aż burmistrz przyśle jej list.
Do jakich wniosków dochodzi prawicowa niedoszła radna?
Elementarne, Watsonie - odkrywa UKŁAD we własnych szeregach:
"Zmiana okręgów wyborczych to akt prawa miejscowego, który uchwala się w formie uchwały rady miejskiej. Przecież w moim sztabie są ludzie, którzy byli radnymi w minionej kadencji. Oni głosowali te zmiany. Zanim zmiany zostaną przegłosowane, radni dyskutują w komisjach projekt uchwały, a potem wprowadza się go do porządku obrad sesji rady i poddaje pod głosowanie. Jakwięc radni mogli o tym nie wiedzieć?
Nie wiedzieli naprawdę, czy zataili tę informację?"
Czy to wam czegoś/kogoś nie przypomina? *
:)
* Podpowiedź:
"Gdyby nie ta zaplanowana, perfidna, przeprowadzona z pełną premedytacją akcja, my byśmy te wybory wygrali. Ona była po to, żebyśmy ich nie wygrali"
Pośmiać można się tu:
http://bognajanke.salon24.pl/252408,wyborcza-granda-w-konstancinie


Komentarze
Pokaż komentarze (15)