Jarosława Gowina od jakiegoś czasu nie ma już w Platformie, rozmowa obu Panów za pośrednictwem Faktów TVN była jasna. Ireneusz Raś, szef regionu Małopolskiego widzi miejsce Gowina w Senacie, Poseł z Krakowa oświadcza, ze interesuje go wyłącznie Sejm. Żaden z Panów nie odpuści. Gowin – bo nie rzuca słów na wiatr (rzadka przypadłość w PO), Raś – bo stoi za nim sam Donald Tusk i to właśnie z Jego namaszczenia, stawia On ultimatum koledze z partii.
Co zrobi Jarosław Gowin?
Może odejść z polityki jak Jan Rokita i zadowolić się pozycją autorytetu moralnego dla lemingów, zajmując się całkiem dochodową działalnością na uczelni.
Może także przyjąć propozycję Tuska i skazać się na polityczny niebyt, torując tym samym drogę Platformy do koalicji z postkomunistami. (Od czasu powrotu do SLD przez partyjny beton pokroju Millera, ta nazwa wydaje się bardziej adekwatna)
Może w końcu przejść do PJNu, stając się tym samym jej(jego?) liderem. Partia Joanny Kluzik-Rostkowskiej od dawna oczekuje na lidera z prawdziwego zdarzenia, którym z pewnością nie jest bardzo sympatyczna Pani minister. Gowin jest zdecydowanie w guście sierot po POPISie, którzy stanowią trzon wyborców PJNu i mógłby przyciągnąć wielu „byłych wyborców PO” (podobno od czasu listu naczelnego Playboya jest to nowa kategoria poglądów politycznych - określająca ludzi zawiedzionych Platformą ale dalej brzydzących się PiSem)
Jeżeli PJN chce być uważany za nową partię zgody narodowej (na co zresztą wskazuje sama nazwa), musi przyciągnąć do siebie także wojowników z drugiej strony mocy. Za Gowinem z pewnością pójdzie mocno wpienione na Platformę środowisko krakowskie i kilku Posłów z Konserwatywnego skrzydła. Taki transfer zapewni im przekroczenie progu, co jak na razie stoi za wielkim znakiem zapytania.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)