Mareczek Mareczek
224
BLOG

O ego słów kilka

Mareczek Mareczek Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Pragnienie bycia szczęśliwym, zaspokoić można na dwa sposoby. Pierwszy z nich:

Weź jajka, ogórek kiszony, grzyby marynowane, szczypior; posiekaj na drobne kawałki. Wymieszaj wszystko z chrzanem i majonezem, a powstały sos dodaj np. do jajka na twardo. To osłodzi Twoje życie, opromieni je pyszności aromatem. Jedz koniecznie czytając TYLKO moje felietony.

 


Drugi; poznać naturę ego, i przekroczyć je triumfalnie.

Kiedy dziecko przychodzi na świat, nie ma ego. Istnieje tylko czysta świadomość. Światło jest, dźwięki są, doznania dotykowe także, pojawiają się bodźce; gdy przyjemne dziecko gęga, gdy nieprzyjemne, płacze. Nie istnieje linia czasu (czyli rozróżnianie na przeszłość i przyszłość) a coś co znika z pola widzenia, np. zasłoniętę czymś innym, znika całkowicie ze świadomości dziecka jako definitywnie nieistniejące. Pojawiają się doświadczenia, ale nie ma JA które by te doświadczenia odczuwało. Są bodźce i reakcje, ale nie istnieje struktura, która mogłaby te doświadczenia zakwalifikować jako dobre bądź złe. Zdarzenia się wydarzają, ale nikomu, pustce. Reaguje tylko układ nerwowy i instynkt przetrwania. Mniej więcej w wieku dwóch, trzech lat, dziecko stwarza system wyobrażeniowo pamięciowy, który ma umożliwić życie w społeczeństwie; Ego. Czasem nazywany Szatanem, ponieważ od tej pory, przez całe życie człowiek stąpa po rozbitym szkle cierpienia. Dziecko mające ego interpretuje wszystko wokół egoistycznie; ja widzę neony uliczne, ja słyszę dźwięki, ktoś mnie dotyka, mi jest niedobrze albo dobrze. Następują drugie narodziny w których pojawia się czas, a przedmiot który czasowo znikł z pola widzenia, nie znika całkowicie; np. dziecko patrzące w niebo pośrodku którego stoi wieżowiec. Samolot leci w stronę wieżowca, a dziecko bez ego na nie patrzy. Gdy samolot chowa się za wieżowcem, dziecko bez ego patrzy już gdzie indziej; obiekt znikł, więc go nie ma. Dopiero mając ego dziecko może patrzeć nadal, mając świadomość że samolot za jakiś czas pojawi się po drugiej stronie wieżowca, i znów majestatycznie będzie sunął po niebie. Ego tworzy mapę rzeczywistości, zaczyna łączyć przyczyny i skutki i umieszczać je na linii czasu.


Nie bądź egoistą


Każdy kto chociaż trochę interesuje się tym tematem, zdaje sobie sprawę że powiedzenie "nie bądź egoistą", jest nawet nie śmieszne, jest po prostu niewykonalne. Ego wszystko co się dzieje, musi odnieść do siebie. Istnieje JA i istnieje TY. Każde, nawet najmniejsze zdarzenie, jest traktowane jako dobre bądź złe dla mnie; jako przeszłość bądź coś co nastąpi w przyszłości. Jakakolwiek inna reakcja jest absolutnie niemożliwa konstrukcyjnie. To tak jakby zmuszać silnik do jazdy na piwie; nie pojedzie, ponieważ nie jest do tego przystosowany, zostal zaplanowany by używać innego paliwa. Gdy pojawia się ego, jest ono jak plastelina, i zaczyna być ugniatane tak by wytworzył się odpowiedni jego kształt. Ego nie ma swojej ideologii, to czysty mechanizm, program w którym powtarzaniem, wychowywaniem i socjalizacją, trzeba zainstalować system operacyjny. Ego to park maszyn budowlanych; gdy dziecko wychowuje się w rodzinie żydowskiej, maszyny wybudują synagogę. Gdy dziecko wychowane jest przez alkoholików, stworzy melinę.


Ego to wyobrażenie o sobie i o świecie. Jest to zespół przekonań nabyty w dzieciństwie, który dąży do urządzenia świata według nich. Ego religijne (JA jestem buddystą, chrześcijaninem), nie spocznie póki nie zmieni świata na swój obraz i podobieństwo, podobnie ego polityczne (JA jestem liberałem, socjalistą). Dlatego właśnie ludzie religijni, modlą się za cały świat i innych ludzi; by mieli wiarę i przekonania takie jak oni sami. Chcą zrównać świat do swoich przekonań i emocjonalności. Gdzie tu miejsce na Boga? chcą poczuć się bezpiecznie, chcą wierzyć że ich przekonania są słuszne i prawdziwe. Ego wiedząc że ktoś wierzy w zupełnie coś innego, boi się tego że nie istnieje (co jest w istocie prawdą), więc na wszelkie sposoby umacnia się, tworząc strach i nienawiść do innych, wierzących w inne idee ego. Stąd biorą początek wszelkie religijne rzezie. Tu wcale nie chodzi o Boga, a o coś zupełnie innego, zapewnienie przeżycia własnej osobowości. Co Bóg miłości może mieć wspólnego z bestialskimi torturami kobiet, paleniem na stosach tych, którzy śmieli głosić nowe, rewolucyjne poglądy np. o kulistości ziemi? Ego polityczne będzie dążyło różnymi sposobami, by urządzić innych ludzi i świat po swojemu. Nakłamie by wygrać wybory, bądź przejmie władzę zamachami czy spiskiem. Później ruszy na wojnę, by uczynić świat takim jak własne ego, by je umocnić. Silne ega tworzą swoich wyznawców (ludzi mających podobne bądź te same przekonania) i ruszają nawracać świat. Natomiast światem rządzą poza ego wyższe prawa; np. takie, że żadne ego nie może przejąć go na własność. Dlatego każdy despota chociażby był geniuszem militarnym, w którymś momencie musi przegrać. Podobnie dzisiejsza inwazja ekonomiczna, polegająca na zadłużaniu i później przejmowaniu całych państw przez klikę gangsterów, także się nie powiedzie. Może być blisko, ale system zawsze się w jakiś sposób rozpadnie. W jego miejsce natychmiast powstanie nowy, przestępczy. To się nigdy nie zmienia.



Ego jest jak parasol kiedy pada deszcz; potrzebny, ale gdy deszcz przestaje padać, Ty nadal chodzisz z parasolem; mało tego, masz na sobie pelerynę i gumiaki. Na zewnątrz świeci słońce, jest wspaniała pogoda, a Ty chronisz się przed zagrożeniem którego nie ma. Peleryna nie dopuszcza do Ciebie rześkiego zefirka, parasol zakrywa piękne, pełne chmur niebo, a gumofilce nie pozwalają poczuć na stopach, rozgrzanego piasku na plaży w Acapulco.


Witaminy ego


Ego rozwijając się, potrzebuje budulca. Musi się nauczyć jaki jest ten świat, jak na niego reagować. Wiedzę tę czerpie z najbliższego uniwersytetu, którym są rodzice. Wchłania każde ich zachowanie, bacznie śledzi i zapamiętuje najmniej widoczne wzorce reakcji (jak mama i tata reagują na krytykę, pochwałę, problemy, nowe wiadomości itd) i z nich tworzy swoje wyobrażenie o świecie i o sobie. Te wyobrażenia będą towarzyszyć człowiekowi do końca życia (chyba że człowiek ten zacznie rozwijać się duchowo). Jeśli rodzic brzydzi się dziecka, ego zbudowane jest z obrzydzenia do siebie. Jeśli rodzic uwielbia dziecko, ego uwielbia siebie. Stąd te niezrozumiałe słowa w biblii, o nienawiści między ojcem a synem; nie chodzi tu wcale o bicie rodziców (chociaż niektórym by się należało), a o uświadomienie sobie jacy jesteśmy. Do tego celu stosuje się uważność i samoobserwację, czyli medytację w jej surowej i najpiękniejszej odmianie. Ogląda sie z pewnego oddalenia swoje zachowania, wzorce reakcji. Każdy kto tak czyni, wcześniej czy później ze zdziwieniem dostrzega, że wiele jego rzekomo własnych reakcji, to żywcem wzięte zachowania rodziców. Dopóki nie wygnasz ich z siebie (czyli nie uświadomisz sobie) nie możesz zyskać spokoju i uzdrowienia. Twoi rodzice mają swoje życie, a Ty masz swoje, i musisz je przeżyć po swojemu. Jest to niemożliwe jeśli nie zidentyfikujesz w sobie wzorców reakcji, które skopiowałeś od nich. Jak masz być szczęśliwy, jeśli Twoje własne życie, unikalne talenty i potrzeby, zarządzane są przez przekonania i poglądy rodziców? to zupełnie inny program, przeznaczony dla innej konstrukcji. Użyty na Tobie, sprawi Ci wiele cierpienia; tak właśnie ma być. Cierpienie to motywator do poszukiwania ulgi. Stado ludzkie zna lekarstwa na różne rodzaje cierpień egzystencjalnych; oglądanie telewizji, czyli wychodzenie z własnych, bolesnych myśli, i koncentrowanie się na życiu innych; alkohol który na chwilę odpręża, narkotyki, dyskoteki z hałasem który zagłusza Twoje myśli. A także przemoc, kompulsywny seks, dewiacje i inne wynalazki, których zwieńczeniem jest jeszcze większe cierpienie niż było na początku. Powtarzam; tak właśnie ma być. Cierpienie ma Cię nakierować na właściwą ścieżkę, na której odkryjesz co to znaczy prawdziwy luz, a nie ten płynący z naćpania, czy poczucia że jestem KIMŚ bo masz pieniądze, albo jesteś dyrektorem. Ten typ luzu, trwa tylko chwilę; przecież zawsze znajdzie się ktoś, kto ma więcej pieniędzy, bądź jest prezesem. Czucie się lepszym w stosunku do kogoś niższego, zakłada czucie się jak ścierka przy kimś wyższym. Ten medal ma zawsze dwie strony.


Gdy ktoś Cię wkurza, reagujesz jak Twój rodzic. Gdy się czegoś boisz, także reagujesz jak jedno z nich. Możesz mi nie wierzyć, więc najlepiej sam sprawdź, poobserwuj. To trochę potrwa, ale bez tego żadna nowa, modna religia czy idea, nie da Ci zadowolenia, wolności od lęków. Lęk który odczuwał Twój ojciec, także przejąłeś, chociaż możesz go inaczej manifestować. Jeśli Twój ojciec bał się psów, a Ty uwierzyłeś że ten lęk jest "obciachowy", ego Cię na swój sposób uratuje; wyprzesz ten lęk, nie będziesz go odczuwał, ale wypłynie w innej formie, np. jako sadyzm i agresja wobec zwierząt. Dlatego możesz powiedzieć; mój ojciec bał się psów, a ja się ich nie boję. Jestem inny; a gdzie tam inny, taki sam, tylko emocja została wyparta i później zmodulowana. Twoje związki to szukanie partnerów podobnych bądź ekstremalnie odległych od rysu osobowościowego rodziców, i całe Twoje życie, chociaż z wyglądu nieco inne, wzorcowo będzie niemal takie samo. Tak musi się stać, ego musi skądś czerpać wzorce, czerpie je więc z najbliższego źródła. Stąd mowa o przekleństwie przez siedem pokoleń. Te przekleństwo, to oczywiście nieuświadomione wzorce. Dopóki ich nie zauważysz, będą Tobą kierowały i pchały Cię na mieliznę życia. Bardzo ważnym się staje, by rodzice znali te zależności. Wielu z nich znając je, i zdając sobie z nich sprawę, po prostu by nie miało dziecka. Z podobnego założenia wyszedłem i ja.


Muza na fula


Młodzi ludzie często do mnie piszą, że prześladują ich okropne myśli; rodzice do których się zwracają, zupełnie nie rozumieją co się z nimi dzieje. Bagatelizują problem, bądź co "mądrzejsi" wyszydzają w nadziei, że gówniarz da w spokoju ojcu rodziny poczytać gazetę. A co działa? tymczasowo słuchawki na uszy i odkręcasz na fula metal, rap, coś z naprawdę mocnym kopem. Kilka minut zajmuje umysł tak, że myśli się wyciszają. Działa na chwilę. Później młodzi ludzie się tną żyletkami; ból i szok wynikający z uszkadzania ciała, sprawia że włącza się instynkt i myśli naturalnie przygasają, także te bolesne, więc powstaje wrażenie silnej ulgi. Są też bójki, mocne emocje seksualne, i wszystko co wyrywa człowieka z koncentracji na bolesnych myślach. Tymczasem warto z młodym człowiekiem porozmawiać, i uświadomić mu że różne wzorce reakcji potrafią się ze sobą gryźć. Jeden wzorzec taty, drugi mamy, a trzeci to wnioski własnego rozumu na temat otaczającego nas świata. Nie dziwne że młody człowiek się buntuje, przeciwko otaczającym go z każdej strony kłamstwom i hipokryzji. Podstawowa pomoc dziecku, to wzbudzenie w nim dwóch podstawowych emocji; zaufania i szacunku wobec siebie. Wtedy każda rozmowa, terapia, nawet zakończona niezrozumieniem, na pewno zaowocuje w przyszlości. Jak więc Państwo widzicie, rodzicielstwo to nie jest taka z pozoru łatwa sprawa. Rzadko którzy rodzice powinni mieć w ogóle dzieci, więc mamy taki świat a nie inny. Przecież te wszystkie kanalie w rządzie co zadłużyli ludzi w Polsce na bilion, w gangach obcinaczy palców czy handlarzy organami, to były kiedyś słodkie bobasy. I skąd wzięły pomysły na życie? od rodziców, bo niby od kogo innego? rodzic się bał szefa sadysty? dziecko się także boi dominacji. Ojciec był uległy, więc zachowywał się ulegle i defensywnie wobec dominujących kolegów i szefa, a później być może wyżywał na bezbronnym dziecku. Dziecko boi się dominacji, więc całe życie samo dominuje nad innymi. Zostaje politykiem jeśli umie gładko łgać w oczy ludziom, bądź wstępuje do gangu, mafii, gdzie najbardziej kręci go strach w oczach innych ludzi. Z pozoru są do siebie niepodobni, jednak dzieciak to wykapany ojciec. Łączy ich jedno; strach. Różni tylko radzenie sobie z nim.

 


Najważniejsza sprawa; nasza prawdziwa istota, to czym w istocie jesteśmy, nazwijmy ją świadomością. Ona pojawia się w ciele pierwsza. Później pojawia się stworzony przez naturę, podstawowy system adaptacyjny, konstrukcja umożliwiająca przetrwanie którą nazwaliśmy ego. Jest to absolutna konieczność, i stopień na drabinie rozwoju człowieka. Nie da się tego uniknąć i nie można próbować. Inaczej dziecko zostanie sklasyfikowane jako upośledzone, faktycznie niezdolne do życia w społeczeństwie; ego zakłada istnienie cierpienia, i tego się nie da w żaden sposób uniknąć. Rodzice często chcą, by ich dziecku było dobrze w życiu. Jeśli rodzic miał straszne, biedne, pełne przemocy życie, teraz chce by dzieciakowi nic nie brakowało. Jeśli rodzic miał rodziców alkoholików, sadystów czy kretynów, będzie chciał by dziecko uniknęło tego losu. Rodzic trzymając na dłoniach maleńką kruszynkę tego z całych sił pragnie, ale celu nigdy nie osiągnie. Z dwóch powodów;


1. Ego tworząc podziały (Ja - Ty, Moje - Twoje) zawsze wzbudza cierpienie, niezależnie od stanu zdrowia, finansów, związków. Jak by dobrze nie było, coś zawsze będzie nie grać. Przykładem są zdrowi i przystojni bogacze, którzy tak jak biedota popełniają samobójstwa w depresji. Biedni nie mogą tego pojąć; "ma tyle pieniędzy, a skacze z wieżowca. Ja bym był szczęśliwy" Nie, byłbyś tylko pobudzony i ogłupiały, szalałbyś na zakupach i miał masę zabawek w domu. Później także nieszczęśliwy, niezależnie od tego czy przepuściłbyś pieniądze, czy co mało możliwe, je pomnożył.


2. Jesteś niezadowolony, zgadłem? chcesz mieć więcej - zauważ jednak, że miliony dzieci w Afryce wierzą święcie, że mając takie bogactwa jak Ty, byliby szczęśliwi. Masz jedzenie, pełną lodówkę; spanie w ciepłym łóżku, a po wyjściu z domu nikt nie poderżnie Ci gardła od ucha do ucha. Dla biednego dzieciaka który umrze z głodu w męczarniach, Twoje życie to istny raj na ziemi. Tymczasem jesteś niezadowolony; dlaczego? ponieważ tak właśnie działa ego. Nie miej złudzeń; ten dzieciak za rok takiego życia jakie masz, także byłby niezadowolony. Ty myślisz że mając miliony będziesz szczęśliwy, a milioner który zrealizował Twój cel, rzuca się pod pociąg ponieważ odczuwa straszną, wewnętrzną pustkę; dodajmy że pustkę, której nie zapełnią papierki, ani podlizywanie się innych ludzi do niego, by dostać trochę tych rozkoszdających papierków. Jednak Ty z uporem maniaka sądzisz, że Tobie szczęście dadzą. Nie dadzą. Miliony ludzi wpada w tę pułapkę, i jedyne co osiąga to przeróżne nieszczęścia.


Ty mówisz; żyłem w chlewie i biedzie. Teraz zasuwasz, by dzieciak miał wszystko. I Ty widzisz tego wartość, ponieważ porównujesz swoją biedę z aktualną zamożnością. Dzieciak znać będzie jedynie zamożność, więc nie ma tego porównania które sprawi że poczuje się lepiej. Będzie za to widział kolegę, którego rodzice mają więcej niż Ty, i o zgrozo, będzie miał poczucie niedostatku i biedy. Nigdy więc nie sprawisz, że Twoje dziecko będzie zadowolone. Doświadczy ono bólu samotności, rozpaczy gdy umrze ktoś do kogo się przyzwyczaiło, bólu ciała, chorób i w końcu śmierci. I choćbyś nie wiem jak bardzo się starał, nie zapobiegniesz temu. Twoje dziecko przejmie Twoje lęki i grzechy, przeżyje wiele cierpienia; ale takie jest życie. Oczywiście, istnieje szansa na duchowe przebudzenie. Ale który rodzic chce prawdziwego szczęścia dla dzieci? rodzice chcą by dzieciak miał dobry, społecznie ważny i szanowany zawód; lekarz, prawnik, architekt. By miał ładną, dobrą żonę, dwójkę dzieciaków i dwa, albo trzy auta; do tego ładny dom z basenem. Oto definicja szczęścia, która, co najciekawsze, nikomu szczęścia nie dała. Auta, dom, basen... przydatne, wygodne, ale to tylko przedmioty. Zrodziła je myśl ludzka, i przestaną istnieć za niedługi czas. Nie można wiązać swojego szczęścia z formami, które przeminą; w takim razie wraz z nimi, przepadnie nasze szczęście. Ludzie tego nie zauważają, ponieważ ego wmawia im że jak będą mieli okrągły milion, to nie będą musieli pracować, i wreszcie się zrelaksują. To kłamstwo, jak niby się odprężysz i będziesz żył chwilą obecną, skoro tego teraz nie umiesz? nagle się nauczysz? a jakim niby cudem?


Prawdziwe szczęście


Prawdziwe szczęście, to odkrycie tego kim naprawdę jesteśmy. Który rodzic to wspiera? ci którzy się uważają za uduchowionych, od dzieciństwa ksztaltują ego dziecka jako religijne; uczą na pamięć różnych bajań, legend i historyjek które nie mają żadnego znaczenia, straszą wymyślonymi potworami i demonami. Ego zasłania nam Boga, i patrząc przez nie i jego przekonania, nie da się go dostrzec. Wielkie przeżycia religijne, występują zawsze wtedy gdy w umyśle panuje cisza. Myśli na chwilę znikają, i pojawia się pustka; w niej na chwilę doświadczamy swojej prawdziwej istoty, tego czym naprawdę jesteśmy. Ego, czyli; "Ja jestem lekarzem, mam na imię Jurek, jestem Polakiem, i cały szereg etykietek" nagle znika, okazuje się że jest iluzją, zasłoną która oddziela nas od prawdy. A czym jest prawda? czymś niezwykle przyjemnym; błogością, radosnym spokojem, krańcem cierpienia. Wtedy można żyć dopiero pełną piersią, i z tej perspektywy dawne życie, jawi się jako jedna wielka kupa guano. Całe nasze wewnętrzne pragnienie, ta pustka którą odczuwamy, zostaje całkowicie zapełniona ejakulatem szczęścia.


Najpierw zaczynasz być uważny. Obserwujesz swoje reakcje, działania. Chwilka uważności, i znowu zostajesz "wchłonięty" i zidentyfikowany z ego. Przestajesz obserwować a stajesz się Polakiem, Niemcem, Francuzem; katolikiem, buddystą, prezbiterianinem, świadkiem jehowy. Silnym, słabym, zdradzonym, zdradzającym, ofiarą, katem. Jednak uważność ćwiczy się dokładnie tak samo jak mięśnie na siłowni. Z czasem jest jej coraz więcej, a czas kiedy nie identyfikujesz się z emocjami i myślam, coraz dłuższy. Po jakimś czasie, między obserwatorem którym jesteś, a ego którym obserwujesz (czyli tym za kogo się uważasz) pojawia się przestrzeń, jakby pustka, pewien rodzaj ciszy. ten cudowny stan oddzielenia pojawia się na ułamek sekundy, ale już wiesz o co chodzi, wiesz gdzie znajduje się cel. Z czasem, jeśli kontynuujesz praktykę uważności, ta przestrzeń trwa dłużej. Ego myśli, przeżywa, cierpi - ale Ty w tym nie bierzesz udziału. Obserwujesz to. Możesz korzystać z umysłu i doskonale odnaleźć się w społeczeństwie, a jednocześnie przebywasz w stanie Tu i Teraz, z czystą, przebudzoną świadomością. Dziecko jest tylko pozornie przebudzone, ponieważ nie może korzystać z umysłu, nie ma świadomości "rozrożniającej". Tylko dorastając, można osiągnąć pełne przebudzenie.


Podkreślmy zalety przebudzenia. Opiszę je oczywiście z poziomu ego Marka, nie ma innej możliwości.


1. Lęk nadal istnieje, natomiast Ty się już nie boisz. Nie jesteś ego tylko czystą świadomością, obserwatorem, i lęk jest od Ciebie oddalony. Dostrzegasz go, ale nie jest Twój. To tak jakbyś oglądał przez szybę w ciepłym domu burzę z piorunami. Jest przykra jeśli ktoś tam płynie kajakiem... ale nie dla Ciebie. Ty jej nie doświadczasz. To gigantyczna, monstrualna różnica.


2. Każda sekunda jest czymś świeżym i nowym. Można to porównać jedynie do dziecinstwa i cudownego, puchatego śniegu, zapachu pysznego jedzenia i oczekiwania prezentów z worka świętego Mikołaja. Cudowny, magiczny stan, który odczuwa się cały czas, bez względu na natężenie hałasu, miejsce w którym przebywamy, i cokolwiek byśmy nie robili. Ego odczuwa swoje, natomiast my odczuwamy ciągłą błogość.


3. Stanem naturalnym staje się doświadczenie błogości, niesamowitego spokoju i przyjemności. Odczuwa się ją w śnie, i na jawie.


4. Znika linia czasu, a więc nie prześladują Cię już wspomnienia przeszłości, i nie tworzysz katastroficznych wizji przyszłości. Co więcej, kierujesz się już nie doświadczeniami z przeszłości i lękami, a aktualną sytuacją. Jesteś więc nieograniczony w działaniu, i widzisz czystą rzeczywistość taką jaką jest, nie zabrudzoną przez swoje lęki, niechęci, sympatie i antypatie.


5. Znika totalnie wszelkie pragnienie przejadania się, narkotyków, alkoholu, zakupów, robienia wszystkiego co miało sprawić byś poczuł się lepszy, silniejszy itd. Nie potrzebujesz już tego, ponieważ czujesz się wspaniale.


6. Czy przebudzony krzyczy w czasie kanałówki? tak, oczywiście. Ale ułamek sekundy przed nim, jego ciało jest totalnie odprężone, podobnie jak ułamek sekundy po. Nie istnieje linia czasu. Ponadto człowiek przebudzony nie odczuwa bólu, tylko obserwuje ból. Ból jest, ale za szybą. Ciało reaguje, krzyk się pojawia, ale ból dotyka tylko pustki która oddziela świadomość od umysłu.

 


Siddhi.

Ego ma swoje systemy obronne. Jego celem jest przetrwanie, a więc musisz być bardzo w nie zaangażowany. Ego prowokuje konflikty, wpędza Cię w partie polityczne, religie... wszędzie tam gdzie czujesz że masz rację, i gdzie są wrogowie którzy jej nie mają. Modlitwa za innych, to jedna z najlepszych narzędzi jakie wymyśliło ego. Ego nigdy nie czuje się tak silne, tak żywotne jak wtedy, gdy zwracasz się do Stwórcy wszystkich istot, by inne zmieniły się i były takie same jak Ty; bo Ty wiesz lepiej, w końcu czytałeś jedną ze świętych książek, którą napisali święci ludzie. Dowodów brak, ale po co dowody gdy jest wiara? znani i podziwiani na wschodzie, nazywani bodhisatwa, ci którzy ślubują że nie oświecą się dopóki inni się nie oświecą, to super silne ega. Każde poświęcenie innym swoim kosztem, kosztem własnego przebudzenia na ziemi, to oszustwo ego. Te puchnie, rośnie, staje się niezwykle ważne "jestem takie skromne, taki święte, poświęciłem swoje przebudzenie dla innych". Widzicie jak to działa? tylko co mi przyjdzie za pożytek z człowieka, który uważa się za lepszego ode mnie, bo tak mocno się rzekomo dla mnie poświęcił? co mi przyjdzie z tego, że będę obok faceta, który mną gardzi bo czuje się lepszy, bardziej uduchowiony? pomóc może mi przebudzony, i tylko on. Wskaże kierunek, pomoże radą, da wiarę i pragnienie że i ja mogę osiągnąć wyzwolenie. Ego oszukuje ludzi którzy zajmują się charytatywnością (jestem taki dobry) czy działalnością religijno polityczno społeczną (jestem lepszy, użyteczniejszy itd). Ego chętnie będzie biczować swoje ciało, ponieważ ból wzmacnia realność jego istnienia, a także nieodmiennie towarzyszące temu "jestem lepszy, bardziej mistyczny, katuję się i poświęcam dla Boga" - tak jakby stworzyciel tryliona galaktyk potrzebował, by jakiś facet skatował się do żywego mięsa. Po co? jak to po co? dla siebie. Boga w to nie mieszajmy.


Diabeł Cię opętał


Istnieje reinkarnacja. Świadomości którymi w istocie jesteśmy, wcielają się w ciała i oddzielają od Boskości parawanem zwanym ego. Niektóre świadomości tak długo się wcielały, że "zaliczyły" niemal wszystkie konfiguracje. Były żołnierzami, władcami, kapłanami, niewolnikami, bogaczami i biedakami, mordercami i świętymi. Poszukiwali szczęścia na wiele sposobów, poprzez potomstwo, więzi rodzinne, przeróżne ścieżki duchowe, seksualne i szereg innych. Nie dały im szczęścia, więc ega które teraz je przykrywają są słabsze, a napór świadomości coraz mocniejszy. Gdy taka osoba jest w "normalnej" rodzinie, ta nie rozumie jej postawy; nie chce dzieci, do związków podchodzi ostrożnie, w niedzielę nie idzie do kościoła popatrzeć na innych, a później na zakupy do supermarketu - dziwna, nienormalna! nie chce żyć jak inni. Ego człowieka który uwierzył w sens życia "ślub, dzieci, dorabianie się itd." boi się ega, które podjęło inne decyzje, więc je podgryza. A to szyderstwem, a to kpiną, czasem bardziej lub mniej agresywnie. Ludzie którzy nie osiągną w życiu spełnienia, za wszelką cenę pragną ściągnąć na ziemię osobę, która ma szansę. Tak działa ego. Niektóre osoby trenujące uważność, są już blisko całkowitego oddzielenia od ego. Ego próbowało powstrzymać ten proces tworząc konflikty, zwiększając swój obraz siebie (jestem nieszczęśliwy, jestem ofiarą, czy też jestem człowiekiem sukcesu) i się nie udało. Pora na ciężką artylerię; moce urzeczywistnienia. Człowiek zaczyna słyszeć myśli innych ludzi, doświadcza w snach bądź w wizjach na jawie jasnowidzenia, umie uzdrawiać ludzi. Ego w ten sposób chce by człowiek uznał się za wyjątkowego, i by powstał podział - Ja wspaniały, jeden na miliard, kontra inni którzy nie mają takich umiejętności. Większość ludzi wpada w tę pułapkę, a wtedy przyszykowana jest następna; człowiek mający takie zdolności, ulega swojej religii. W każdej jest to samo, takie zdolności to znak że jest się przed przebudzeniem, wyzwoleniem duchowym. Religia takich ludzi boi się najbardziej, więc używa diabła. Moce daje diabeł, trzeba egzorcyzmować, wypędzić zło. Ego wtedy uzyskuje dowód swojego istnienia, koncentruje się na sobie a nie na rzeczywistości, i człowiek wpada w jego sidła "jestem niezwykły, opętał mnie sam diabeł". Zamiast pysznego tortu, do końca życia konsumuje guano; ale ważne że z innymi. No i bez diabła, wypędzonego egzorcyzmami faceta, który uciekł z małej wioski od zarzynania świń i dojenia krów do seminarium, i tam się dowiedział że jest Bożym przedstawicielem.


Ludzie z problemami "jestem do dupy, nikt mnie nie lubi, mam małego fiuta, niski wzrost, jestem do niczego" to właśnie aktywne, silne ego w akcji. Człowiek jest totalnie skoncentrowany na myślach i emocjach, i kompletnie nie dostrzega rzeczywistości. Wszystko jest postrzegane przez eGOkulary, a emocje i myśli całkowicie wykrzywiają rzeczywistość. W takim stanie cierpienie jest konieczne i naturalne, a wynika z bardzo dużego zidentyfikowania się z ego, myślami i emocjami, etykietkami którymi nas wręcz zasypano. Rozwiązanie problemu, to ćwiczyć uważność. W każdej chwili swojego życia.

 

 

Na koniec, dwie ważne sprawy.

1. Co robić gdy czeka nas coś ciężkiego, stresującego, a nie potrafimy być w chwili obecnej?

Gdy pojawia się emocja (np. strach odczuwany w brzuchu), ponieważ czeka nas spotkanie w sprawie pracy czy randka, umysł pod wpływem emocji tworzy historie, czyli dźwięki, obrazy i wszelkie zmysłowe doznania. Najpierw pojawia się np. obraz, później zapach, dźwięk, i jesteśmy wciągani w wir gdzie tracimy Boskie wyzwolenie, i pogrążamy się w cierpieniu i stresie. Gdy się stresujemy, nie możemy się cieszyć, tracimy bezcenny czas który nigdy nie wróci. Umysł działa tylko na dwa sposoby, pobudzając i wyzwalając wspomnienia przeszłości (najczęściej nieprzyjemne) które prawdziwe nie są ponieważ były przefiltrowane przez nasze ego; albo tworzy na podstawie przeszłości wizje przyszłości, które także nie są prawdziwe, ponieważ nie wiemy co nas spotka. Na chwilę wróćmy do nieprawdziwych wspomnień, i użyję tu mojego, powtarzanego wielokrotnie przykładu.

 

Trzy osoby, jedno drzewo. Teoretycznie, każda z osób powinna patrząc na drzewo, czuć to samo. Praktycznie to niemożliwe. Jednemu człowiekowi na drzewie powiesił się ojciec. Drugi pod drzewem, kochał się pierwszy raz, i była to inicjacja niezwykle przyjemna i udana. Trzeci nie ma żadnych wspomnień z drzewem. Jedno, to samo drzewo; trzy różne reakcje. Pierwszy człowiek poczuje rozpacz, przerażenie. Drugi radość, pożądanie. Trzeci znudzenie; ot, zwykłe drzewo. Takie właśnie są nasze wspomnienia, powykręcane i pokrzywione przez nasze emocje. Pierwszy kopnie drzewo, drugi przytuli, a trzeci się pod nie wysika. A to tylko Bogu ducha winne drzewo...

 

A więc gdy pojawia się emocja, zachowaj uważność, i nie wchodź w historie które rozwija ego. Bądź czujny, uważny, bądź tu i teraz. Emocja doznawana tu i teraz, szybko się rozpływa, jak dym na wietrze. Gdy wejdziesz w historyjki umysłu, możesz spędzić najbliższą godzinę na wyobrażaniu sobie jak robisz z siebie pośmiewisko, spalasz się na randce bądź spotkaniu o pracę. Później pełen złych, stresowych historii pójdziesz na spotkanie, i faktycznie wszystko spieprzysz. Będziesz źle, negatywnie nastawiony, będziesz emanował lękiem i niepewnością, albo odruchem obronnym; agresją. Nikt agresywnego człowieka nie przyjmie do pracy, a porządna dziewczyna szybko zwieje od wariata. Nieporządna także.

 

2. "Wydajność" społeczna przebudzonego. Wydaje się z pozoru, że jest niska. Wiadomo, życie; trzeba zarabiać pieniądze. Podkreślmy że u osoby przebudzonej umysł nadal działa, natomiast decyzje podejmuje obserwator, świadomość. Dzięki temu widzi się znacznie więcej i dalej. Wróćmy do przykładu z drzewem; załóżmy że człowiek który doświadczyl powieszenia na drzewie ojca, może wejść w biznes sprzedający drzewo. Lęk spowoduje zawężenie świadomości, a człowiek ten poddany silnym emocjom, będzie się nadawał jedynie do zastrzyku uspokajającego. Tymczasem świadomość patrzy poza umysłem, i nie obowiązują jej jego lęki i wspomnienia. Odpowiednia decyzja zostanie podjęta. Mało tego; wielu krętaczy i oszustów, sprytnie manipuluje naszymi pragnieniami, i w ten sposób nas okrada, oszukuje. Tymczasem świadomość Boska nie potrzebuje już poklepywania po plecach, zielonej wyspy i raju, ponieważ jest absolutnie kompletna. Nie trzeba już  kościołów, świątyń, spowiedzi i komunii świętych, kopertowek i innych wysiłków, by być kiedyś tam szczęśliwym, po śmierci. Człowiek przebudzony, jeśli zechce działać w biznesie, może osiągać sukcesy szybko i bez wysiłku. Nie takie jak mordercze ega, które budują swoje imperia na wyzysku i cierpieniach milionów ludzi, ale wystarczające by bawić się życiem na swój sposób. Ważne jest by wiedzieć, że przebudzony niekoniecznie musi chcieć mieć maybacha, najlepsze dziwki w mieście i wciągać koks. Ma błogość, docenienie i szczęście; te sztuczne nie jest już w ogóle potrzebne. To jakby dawać komuś pijącemu dobrą whisky, psie siuśki. Przebudzony na mitycznym wschodzie, oznacza żebraka, dziwadło i często idiotę. To nieprawda; po prostu się nie boisz, odczuwasz wielką błogość, i jesteś już nie do zranienia przez innych ludzi. Możesz wreszcie używać życia jak chcesz. Jak Ty chcesz, a nie jak chcą rodzice, znajomi czy partner. Warto jeszcze dodać, że człowiek przebudzony ma większą wydajność organizmu. Gdy psychika i jej nieuświadomione energie nie blokują ciała, mięśnie mogą pracować niezwykle wydajnie, a organizm rzadko kiedy dozna urazu. Można też przejść po linie na wysokości stu metrów, i nie drgnie człowiekowi powieka. Wizja upadku i śmierci która się pojawia, nie stresuje JA, ponieważ JA jest za "szybą". Patrzy na tę wizję, ale nie jest ona jego. Przebudzony oczywiście nie wejdzie na taką linę, ponieważ nie ma potrzeby sławy i poklasku innych. Nie ma także lęku przed śmiercią, ponieważ świadomość jest wieczna, natomiast ego musi umrzeć, tak czy siak. Przebudzony nie doświadcza śmierci, tylko zmiany formy w której przejawia się jego świadomość. Oczywiście, ego taki lęk przed unicestwieniem odczuwa, ale JA, czyli to kim naprawdę jesteśmy, jest od tych myśli oddzielone, wyzwolone.


Ludzie boją się że po doświadczeniu przebudzenia, zrezygnują ze związków, pracy, studiów... po pierwsze przebudzenie to nie takie hop siup. To praca, uważność i ćwiczenia. Uważność się ćwiczy jak mięśnie. Uważa się że ktoś kto pod koniec życia doświadczył przebudzenia nawet na chwilę, ma wielkie, ogromne szczęście, i doświadczył wielkiej łaski. Miliardy ludzi muszą pracować setkami inkarnacji na jedno takie doświadczenie. Po drugie, doświadczając przebudzenia zanika wpływ na nas cudzych wzorców i presji. Idziemy ścieżką którą pragniemy iść. Jeśli praca była dla nas ograniczeniem, natychmiast z niej odchodzimy. Jeśli związek w którym tkwiliśmy nie był pełen miłości tylko zobowiązań i presji, odchodzimy bez cienia żalu. Partner? oczywiście szaleje. Ale to problem jego ego, gdy doświadczy przebudzenia, zrozumie. Nie można poświęcić własnego sensu życia, na to by ktoś zaspokoił swoje ego. To jest po prostu złe, gdyż trzyma drugie ego w okowach mroku, umacnia je. Odejście może wiele zmienić w naszym partnerze, i skierować go na duchową ścieżkę. Chyba że nas wcześniej zasztyletuje z zazdrości... ot, miłość. Wszystko jest wreszcie tak, jak zawsze powinno być. Wszystko gra; co oczywiście może się nie podobać rodzinie, znajomym itd. Jakie to wspaniałe... znajomym i rodzinie nie podoba się że jesteśmy wreszcie szczęśliwi, i spełniamy się. Mieli inny plan na nasze życie. Czyż to nie egoizm w najokrutniejszej postaci? oni mieli plan na nasze życie. Zrób jak chcemy, a będzie ok, ale dla kogo ok? że spędzisz życie spełniając cudze ambicje, cele, marzenia? to nie Twoje, to cudze.

Mareczek
O mnie Mareczek

Witam Państwa, jestem pisarzem (do tej pory 15 książek, ale chcę napisać więcej, o ile "pisarska nerwica" pozwoli), youtuberem, blogerem. Lubię mówić i pisać o sprawach, które mnie interesują.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości