Uroda ułatwia i uprzyjemnia życie. Piękni i przystojni mają ułatwione relacje towarzyskie, znacznie większe możliwości poznania partnerów życiowych czy seksualnych. To także lepsze traktowanie w szkole, urzędach, pracy. Uroda jest magnesem, który przyciąga spragnione przyjemności ludzkie oko; dokładnie tak samo jak silna, zdrowa i pozbawiona nadmiaru tłuszczu sylwetka.
"Najważniejsze jest serducho"
Uroda daje też władzę; ponieważ piękno sprawia innym ludziom przyjemność, a oni chcą mieć ją na stałe, są w stanie wiele dać dla tej wizji, gdy piękna osoba jest z nimi codziennie sprawiając im radość. Nieszczęśnicy nie wiedzą o zjawisku które psycholog nazwie habituacją, a lekarz tachyfilaksją; stały bodziec (uroda) z czasem wywołuje coraz mniejszą reakcję (coraz mniejsza przyjemność). Nie da się zatrzymać na stałe przyjemności, związanej z kobietą czy mężczyzną, ponieważ ona kiedyś zupełnie zgaśnie; wtedy się szuka nowego obiektu, by wzbudził wyrzut dopaminy (poczucie przyjemności), albo gdy duszą kredyty i wspólne zobowiązania, mści się na małżonku zdradzając i robiąc świństwa (bo miał dać szczęście, a skoro go nie ma, to na pewno jego wina).
Ludzie w większym bądź mniejszym stopniu pozbawieni urody, najczęściej bardzo to przeżywają. Im więcej się żartuje że najważniejsze jest dobre serduszko, tym mocniej się rozumie, że brak urody oznacza brak dziewczyny, faceta (znacznie mniejszą szanse na ich zdobycie), nie zwracanie na siebie uwagi, czy nawet pogardliwe uśmieszki i żarciki rozbawionego otoczenia. Szczęście zostało utożsamione z posiadaniem partnerów, budzeniem u ludzi pożądania i przyjemnych odczuć. Palacz nie wyobraża sobie szczęścia bez papierosów; wie teoretycznie że jest to możliwe (bo widzi niepalących, którzy normalnie funkcjonują), ale nie uświadamia sobie tego, nie czuje. A przecież ten kto rzucił palenie, doskonale wie że po latach się w ogóle o tym nie pamięta, normalnie żyje, nawyk całkiem znika. Jeśli skojarzyłeś szczęście z papierosem, narkotykami, alkoholem, seksem, Bogiem, uznaniem innych ludzi, to jest to tylko i wyłącznie skojarzenie które można "odkojarzyć". Mechanizm uzależnienia od papierosa i uznania innych ludzi, na poziomie psychiki jest taki sam.
Twoje życie, to walka o uznanie
Gdy ktoś mi się wypłakuje że jest brzydki, jest tak jakbym słyszał palacza na głodzie. To ten sam mechanizm; palacz czuje że bez cuchnącego dymu w płucach będzie nieszczęśliwy, czegoś mu będzie brakowało (tak jest, ale tylko przez jakiś czas), a brzydki facet czuje że bez zalotnych spojrzeń Pań oraz partnerki życiowej, jego życie nie ma sensu. To tylko uzależnienie, nic więcej. Problem tkwi w tym, że większość ludzi doskonale wie iż papierosy to gwoździe do trumny, a pragnienie bycia pożądanym i lubianym uznawane jest za oczywiste i normalne; nic bardziej mylnego, to patologia i choroba, nałóg przez który zniszczysz swoje życie. Niemal wszyscy ludzie na tej planecie działają tak, by zdobyć ludzkie uznanie; oczywiście nie o uznanie menela chodzi, a kogoś wyższego społecznie, możniejszego. Ludzie piękni i silni mają uznanie maluczkich z automatu, a mniejsi bracia w sukcesie muszą sobie na uznanie zapracować. Pragnienie by inni nas szanowali, poważali, jest niezwykle silne. Dla zaspokojenia tej sztucznie wytworzonej potrzeby, ludzie potrafią się nawet zabić (samobójstwo honorowe itd.).
Są ludzie którzy nie potrzebują uznania otoczenia, nie wpływa na nich psychologiczna presja - ponieważ ich wewnętrzny myślowy monolog, jest pełen życzliwości i uznania dla siebie. Ty się w myślach ciągle biczujesz, walczysz z myślami, przeżywasz siedząc w wygodnym fotelu wewnętrzne walki, a silni ludzie mają w myślach tylko podziw, wiarę w siebie, oraz wynikające z tych myśli spore uczucie przyjemności. Gdy sam siebie uznajesz, kochasz, nie potrzebujesz już tego wzmocnienia z zewnątrz od rodziny i znajomych; możesz przestać manipulować innymi, by wyłudzić od nich komplementy oraz potwierdzenie że Cię lubią. Czy wiesz jaka to oszczędność sił i energii? Ludzie nie mogą już na Ciebie wpływać pochwałą i komplementem (cieszysz się), oraz krytyką (cierpisz, przeżywasz). Gdy nie można sterować Twoją psychiką, jesteś prawdziwie wolny, ponieważ robisz tylko to, co naprawdę chcesz a nie to, czego oczekuje od Ciebie otoczenie i moda. Oczywiście otoczenie nie chce byś był wolny, bo straci niewolnika - to trzeba zrozumieć. Fajnie jest mieć kogoś, kim można sterować poprzez okazywanie mu dezaprobaty i pochwały. Ludzie kochają manipulować innymi, a zwłaszcza ci cisi, pokorni i biedni, życiowe ofiary. To mistrzowie manipulacji, doprowadzający do perfekcji wzbudzanie litości i współczucia, przekładającego się na wszelkie dobra, zwłaszcza materialne.
Koszerny nos autora felietonu
Wróćmy do brzydoty. Łysina, odstające od kanonu piękna kształty głowy i ciała, nierównomiernie ustawione oczy, uszy a,la Urban, koszerny nos (to nie zawsze wada, niektóre Panie wierzą że wielkość nosa odpowiada za wielkość przyrodzenia; niestety, przy pierwszym stosunku ta wiara natychmiast upada, no ale chociaż ten jeden raz można zaszaleć) czy brzydka cera, to niektóre z przyczyn codziennych, bezustannych cierpień miliardów mieszkańców tej nieszczęsnej, zagubionej w chłodnej pustce planety. Ponieważ pracuję z ludźmi, a moim głównym celem jest przerabianie samooceny, sprawę brzydoty trzeba ze sobą raz na zawsze załatwić. Dopóki nie uznasz się za atrakcyjnego (to słowo oznacza dla mnie całokształt, a nie jeden z parametrów ciała) i wartościowego człowieka, świadomość własnej brzydoty będzie obniżała Twoją pewność siebie, siłę przebicia, będzie pożywką dla wstydu sabotującego każde Twoje działanie.
Co to za życie, kiedy każda rozmowa z ludźmi sprawia że przypominasz buraka, obficie się pocisz i cierpisz, tracisz inicjatywę, obniża się Twoja inteligencja (ze strachu wprost głupiejesz) i podejmujesz szokująco niekorzystne dla siebie decyzje marząc jedynie o ucieczce? Pomyśl, przed czym chcesz uciekać? Przez drugim człowiekiem, czy Twoją własną reakcją na tego człowieka? Co chcesz zmieniać, świat? A może prościej byłoby zmienić swoje reakcje emocjonalne? Ten kto chce zmieniać świat, zawsze ucieka od pracy nad sobą; chce by świat dostosował się do jego wizji. Zmieniacze świata unikający bolesnej zmiany siebie, zawsze doznają porażki; zawsze. Ludzie jakby trzecim zmysłem wyczuwają hipokrytę, który nie umie zmienić własnej reakcji emocjonalnej na problem, więc chce zmienić ludzi, bo tak wydaje się łatwiej. Ty się zmień! Wrzeszczy hipokryta. Mądry milczy, zawzięcie pracując nad tym by zmienić swoją reakcję. W efekcie nie szarpie się, nie gniewa, nie denerwuje; spokojnie i przyjemnie żyje.
Liczysz się tylko Ty, a później inni
Nieśmiałość jest fałszywą wiarą w niedoskonałość, a śmiałość wiarą w swoją moc. Wiara w swoją moc dostępna jest złemu i dobremu człowiekowi, bo to reakcja emocjonalna na myśl o sobie, nic więcej. Ale gdy wierzysz w swoją siłę (może być też Boska siła, jeśli jesteś wierzący), zmienia się Twój głos, postawa ciała, błysk w oczach, nawet zapach (feromony) - i ludzie na to reagują. Wiara w swoją moc jest tak rzadka, w świecie pełnym klonów nienawidzących samych siebie, że taki człowiek z miejsca staje się liderem, mniejszym bądź większym, ale liderem - ludzie taką moc wyczuwają od razu. Moc życzliwości do siebie, dobrego traktowania najważniejszej osoby w życiu, czyli siebie samego.
Od dzieciństwa uczy się ludzi, by zawsze skupiali uwagę na czymś zewnętrznym. Rodzina, dziewczyna, Pan Jezus czy jakiś inny, jeden z tysięcy bogów. Wszystko co Cię odciąga od poznania siebie samego, nawet w imię wielkich słów i wartości, jest kłamstwem. Im bardziej chcesz poznać siebie, tym mocniej Twoje otoczenie i rodzina się denerwuje. Zarzucają Ci egoizm, narcyzm i pychę, straszą chorobą psychiczną, diabłami i wszystkim tym, o czym wiedzą że wpływa na Ciebie. To Twoje życie, dostałeś je nie po to by poznawać biografie papieży, dalajlamów i wielkich dyktatorów, tylko poznać siebie samego, poczuć swą moc. Nie poznasz swojej prawdziwej siły, jeśli całe życie poświęcisz na zgłębianie żywota świętych; zresztą opisy zawsze mogą i przeważnie są podkoloryzowane. Czytając opisy wielkich tego świata, czytasz wersję kogoś, kto na sławie wielkich chce ugrać jakiś interesik. Gdybym ja pisał żywoty moich czytelników, pisałbym w superlatywach jak oddawali życie i pieniądze za mnie, błogosławiąc ich Boskim głosem z nieba. Po co? Byś zapragnął tej chwały i powtarzał ich czyny, na czym ja zarobię. Przecież nie napiszę że moi czytelnicy to skąpcy i pieniacze, bo pochwalając to pisaniem wspomnień, wzmocniłbym u Ciebie taką postawę, przez co klepałbym biedę.
"Było ich dwunastu. Oddali swe majątki Markowi, służyli mu wiernie spamując w sieci, lajkując jego wrzuty na fejsie i wykopie, sprzedając jego książki na ulicach, a gdy umarli męczeńską śmiercią głodową, sam Bóg zszedł z nieba i zabrał ich do swego królestwa. Bóg powiedział: służyliście wiernie Markowi, słudze memu, lajkowaliście, podlizywaliście się w komciach, spotka was za to wieczna nagroda.
Jeden z nich udawał że wpłaca pieniądze, bo wolał sobie za nie kupić ubranie na zimę; został spalony żywcem ogniem z nieba przez Boga miłości, a później wzięty na wieczne męki do piekła. Kto wierzy w tę historię, zostanie zbawiony, a kto nie wierzy, pójdzie na wieki do piekła."
Za darmo nawet po pysku nie dostaniesz
Chcesz spędzić życie na lękach, rozżaleniu i dowalaniu sobie? Niektórzy, zwłaszcza ludzie z kręgów religijnych, wierzą w swoisty biznesik - ja cierpię (bo nie chcę zmienić swoich przekonań, wolę leżeć, piwkować, oglądać filmy i się dołować), będę kompletną ofiarą losu i życia a w zamian za to pójdę do nieba.
To z pozoru dobry biznes, bo zakłada że nie musisz pracować nad sobą (długotrwały, niekiedy bolesny proces), a i tak w końcu wygrasz niebo - a ci śmiali, pracujący nad sobą, pewni siebie i bogaci pójdą prosto do piekła. Ale skąd wiesz że takie są zasady gry, kto Ci o nich powiedział? Bóg czy jacyś faceci, twierdzący że znają jego zamysły? No cóż, wiemy doskonale że Bóg milczy, więc wszystko co mówią jego przedstawiciele handlowi, może być prawdą ale może też być kitem, wstawianym Ci by z Twojego lenistwa wygodnie żyć. To co wiemy na pewno, to to że jeśli Bóg istnieje, dał Ci rozum by myśleć, więc skoro coś Ci nie pasuje, cierpisz, a możesz to zmienić (możesz jak najbardziej) zmieniaj to a nie licz, że ktoś Ci da coś za darmo. W życiu za darmo jest tylko ser w pułapce na myszy; nikt nie da Ci nic za darmo, jeśli sam nie dasz czegoś z siebie. Możesz wyć, modlić się, tarzać w gównie, ale nikt Ci ręki nie poda; musisz wykonać pierwszy krok, zainwestować, ruszyć się. Jak mówi mądrość "co na górze to na dole", można powiedzieć że Ty się ruszysz, a świat się także w Twoim kierunku ruszy.
Co więc proponuję?
1. Nie zakłamujemy rzeczywistości. Wiemy że są kanony piękna - są to owalne czaszki (ja mam jajowatą), duże oczy, męskie usta i szerokie brody u mężczyzn, pełne usta u Pań, znowu u mężczyzn wysoki wzrost, duże, silne dłonie, zadbana, szczupła (nie za bardzo przypakowana) sylwetka; u Pań wiadomo, biust jędrny i twardy jak zawieszenie mojej kia, preferowany większy rozmiar, miłe dla oka kształty, niekoniecznie chuda a na pewno nie otyła, nie wspominam nawet o żylastych bo właśnie jadłem.
Jeśli są kanony, to trzeba uczciwie przyznać że od nich odstajemy. Pal licho że kanony są sztucznie stwarzane, to nie ma znaczenia; po prostu są, a ludzie się do nich porównują. Nawet sam idealny model, ma przeważnie tylko jeden z wymaganych do ideału części ciała - jak ma męską twarz, to cienkie nóżki, jak nogi są męskie, to coś nie gra z ramionami albo dłońmi. Nie ma w pełni idealnych modeli, dlatego pokazuje się tylko ich atuty, a nigdy tego, co za piękno nie jest uznawane. Tak bracie samcu, nawet ideał musi ukrywać swoje ciało, bo w swej pełni ideałem który Ci się wciska nie jest - i nigdy nie będzie.
Piękniejszy od diabła
Ja przyznaję się tu bez bicia szanownemu Państwu, że od kanonu odstaję znacznie. Nie na tyle bym przemykał nocami bocznymi uliczkami po piwo do biedronki, ale szału sobą nie wzbudzam. Wiele lat mnie to strasznie kłuło i bolało - chciałbym być przystojny, emanować męskim seksapilem, zwłaszcza że znałem paru gości który taką emanację mieli. To jak z dwoma przyjaciółkami - jedna brzydka a druga ładna; ta ładna na tle brzydkiej staje się jeszcze piękniejsza, co najczęściej z premedytacją wykorzystuje. Takie dueciki są bardzo bolesne dla brzydkiej dziewczyny; wiem to, ponieważ w takich męskich duecikach i ja przebywałem. Ciężko było mi przełknąć tę prawdę, że jestem tylko kwiatkiem do kożucha, kiedy do mojego przystojnego kolegi Panie się wprost kleiły. Musiałem to zaakceptować, pogodzić się z tym. To jak z paleniem; przyznawałem wprost że palę, ponieważ bez fajki czułem się jakby mnie wzięli na tortury. Byłem niewolnikiem nałogu; inni się oszukiwali, że palą bo lubią i kiedy chcą - jasne! Palisz bo lubisz, a jak nie zapalisz to Cię skręca i szalejesz.
Dzięki tej przykrej prawdzie w końcu rzuciłem; piekła mnie tak bardzo, że nie palę sześć lat, a ci którzy się oszukiwali palą nadal. Tracą zdrowie, pieniądze, czas i poczucie władzy nad swym własnym życiem. Oszukiwanie jest wygodne, ale okrutne w skutkach. Daje ulgę na chwilę, ale jest ona pozorna, podstępna, zawsze trzeba czymś za nią zapłacić. Gdy zostajesz bez złudzeń, iluzji, fałszywych usprawiedliwień, pozostaje Ci tylko uciąć łeb hydrze nałogu. To jak z osobami otyłymi, zwłaszcza Paniami - winne są najczęściej geny i tarczyca. I owszem, ma to pewien wpływ, ale gdy nie dostarczasz energii maszynie (a tą jest ludzkie ciało), musi wypalać swoje zasoby. To prawa fizyki, ale Panie w pędzie ku samooszukiwaniu je swobodnie łamią.
Perpetum mobile istnieje! Bo tak!
Jedzą olbrzymie ilości jedzenia (ale same w domu, przy znajomych tylko małe kęsy) i są usprawiedliwione. Cóż mogą zrobić? Mają złe geny i chora tarczycę! Gdyby przyjęły prawdę, zrozumiałyby że to jednak bilans kalorii decyduje. Prawda jednak jest potwornie bolesna, bo zrzuca odpowiedzialność na Ciebie, a nie choroby i zaburzenia przemiany materii, co wymaga od Ciebie podjęcia zdecydowanych działań; a kłamstwo tak cudowne, daje możliwość jedzenia, kompensowania braku przyjemności w życiu jedzeniem. Można podjeść (przyjemność przez chwilę) i cierpieć z powodu nadwagi, gdy sypie się zdrowie i palą ludzkie złośliwości i docinki. Opłaca się? Nie bardzo. Tak działa lichwa - chwilka przyjemności, rok koszmaru rozłożonego na raty. Kto idzie drogą prawdy, ten na początku pocierpi, ale później odcina kupony całe życie.
Jestem z punktu widzenia kanonu piękna męskim pasztetem. Przyznanie się do prawdy, uznanie faktu i nie zakłamywanie to podstawa. Jeśli tego nie zrobisz, jeśli filozofujesz, kręcisz i bełkoczesz, nie czytaj dalej bo to nie dla Ciebie. Żeby wyznać bolesną prawdę, trzeba mieć jaja, a ja je mam, chociaż ostatnio spuchnięte z powodu nieużywania.
2. Każdy pasztet ma coś, coś od biedy można uznać za atrakcyjne. Każdy, nawet moi czytelnicy. Patrząc w lustro odkryłem, że uśmiechając się robią mi się takie bardzo ciepłe, sympatyczne zmarszczki przy oczach (no cóż, zbliża się starość), mam równe, białe zęby, oraz taką figlarną uczciwość i szlachetność w obliczu. Zrozumiałem że mogę skupić swoją uwagę na jednym z dwóch przekonań. Jedno to że jestem paszczurem, bo mam jajowatą głowę, która w dodatku zaczyna delikatnie łysieć, oraz wystający brzuszek, którymi mimo tylu lat ćwiczeń zniknąć nie chce (pewnie geny i tarczyca, bo przecież nie codzienne kebaby i mieszanki studenckie). Drugie przekonanie jest takie, że mam uroczy i ciepły uśmiech. Nie możesz myśleć o dwóch rzeczach na raz, tylko jedna w danej chwili może w Tobie być. Co więc wybierasz, o czym chcesz myśleć? Każda decyzja ma swoje konsekwencje. Porównam się do modeli, to będę czuł się źle sam z sobą, będę się siebie wstydził - uznam że mam piękny uśmiech, będę czuł się pewniejszy siebie, bardziej zintegrowany z sobą samym, będzie mi dużo przyjemniej żyć.
To jest tylko mój wybór, ale i konsekwencje. Wybrałem skupienie na zaletach, a nie wadach - więc gdy wchodzę do miejsca gdzie są ładne dziewczyny, myślę o tym że mam fajny uśmiech. Uśmiecham się patrząc w oczy, bo wiem że to się podoba (na pewno mi się podoba), a dziewczyny odpowiadają uśmiechem. Odbierają nie tylko mój uśmiech, ale i moją pewność że się spodobam. To czuć w mowie ciała, widać w oczach, a przede wszystkim odbiera się coś, co ezoterycy nazwą aurą a racjonaliści pierwszym wrażeniem. Oczywiście uśmiech który uznałem za atrakcyjny, może być odrażający - ale dzięki temu przekonaniu zmieniam tak swą mowę ciała i zapach, że to już się podoba na pewno. Twoje uznanie jakiejś swojej części ciała za atrakcyjną, nie jest celem ćwiczenia, a środkiem do uzyskania przekonania o swej atrakcyjności. Za przekonaniem idzie reakcja organizmu, chemiczna, mięśniowa, nerwowa i każda inna. Celem jest uzyskanie przekonania, ładne ucho, nos czy oko - tylko drabiną, po której wespniesz się na szczyty swych możliwości. Dopóki wierzysz w swoją brzydotę, nie korzystasz w pełni ze swych talentów i możliwości. Jesteś w uśpieniu.
Piękne piegi
Czy podobam się każdej Pani? Oczywiście że nie. Ten świat pełen jest Pań, które interesuje tylko i wyłącznie uroda samca. Miło byłoby się i takim Paniom podobać, ale co się stanie gdy czas zabierze jędrność skórze okrywającej me organy wewnętrzne? Albo wypadek? Szkoda inwestować w coś, co w każdej chwili może zniknąć.
Jeśli ktoś przez lata gnoił się z powodu odbiegania od kanonów mody i piękna, stworzył nawyk. Każda myśl o sobie budzi z zimowego snu brzydkiego, głodnego niedźwiedzia. Myślisz o sobie, czujesz gniew, frustrację, wściekłość, nienawiść bądź żal. To wyćwiczona powtarzaniem reakcja, która weszla nam w krew. Powstał bardzo silny nawyk - wyrobienie nowego (skupianie się na pozytywie) będzie więc musiało potrwać, niemniej każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Jestem absolutnie pewien, że patrząc rozsądnie w lustro, znajdziesz w sobie coś fajnego. Może masz ładne uszy, oczy? Może zęby? Jak wybite w bójkach albo wypadły od amfy, spójrz na szyję, ręce, klatkę piersiową - musisz mieć chociaż jedną, miłą dla oka część ciała. Gdy ją znajdziesz, skup się na niej. Po co patrzeć przez pryzmat brzydkich rzeczy, skoro można patrzeć przez pryzmat fajnych cech ciała bądź głosu, charakteru?
Wybierz mądrze
Zawsze masz wybór na czym się koncentrować; coś miłego, albo coś złego. Wybierz więc i zjedz konsekwencje. Ale zawsze pamiętaj, że Twoim życiem rządzą wyuczone nawyki. Jeśli nauczysz się reagować nienawiścią na siebie (bo brzydki), to tak będziesz reagował. Jeśli nauczysz się reagować życzliwością i uznaniem, tak właśnie będziesz żył, pełen spokoju i fajnych odczuć. Musisz wyrobić nawyk, popracować nad sobą skupiając się na pozytywach. Kto nie chce, woli się oszukiwać, będzie cierpiał i się dołował, a złe emocje przyciągną przykre wydarzenia w życiu. Takie życie to syf, ale trzeba to przeżyć by mieć porównanie i zrozumieć.
Na koniec dodam jeszcze jedno - piękno przeważnie rozleniwia i deprawuje. Od dzieciństwa wszyscy nadskakują, nie trzeba się z niczym wysilać. Piękne dziewczyny mają zawsze grono adoratorów, którzy w nadziei na buziaka wyręczają pięknotkę w czym się da. Tymczasem osoby brzydsze, z zazdrością i żalem obserwujące chocholi taniec rozpalonych samców, mają dwa wyjścia. Mogą zdobyć podziw ludzi inną drogą (kariera naukowa, mafijna, biznesowa, artystyczna, pisarska itd.), albo ogłuszyć ból bycia brzydkim ciastkami, fast foodami, alkoholem, papierosami i narkotykami. To trudności i problemy czynią z człowieka lidera, ponieważ dają mu możliwość poznania swojej mocy - ktoś kto urodził się piękny, ma podziw, ale wynika on najczęściej nie z własnych działań i czynów, a z urodzenia. Ktoś kto ma pod górkę, musi zanegować "mądrości" świata, znaleźć własną, wewnętrzną siłę i przebić się dzięki niej.
Histeryczny przystojniak
Jeśli tak się stanie (dość rzadko), powstaje ktoś bardzo silny, potężny i świadomy własnych możliwości. Uroda blaknie, ale świadomość siły jak każdy nawyk, wzmacnia się. Już w wieku 40 lat, dwie osoby (przystojniak i brzydal) zrównują się możliwościami, ale Pan uroczy idzie w dół razem z marszczącą się skórą, a Pan brzydki w górę. Jeśli brzydal sięgnie po władzę, nawet w powodzeniu u kobiet będzie znacznie mocniejszy niż Pan przystojny. Hitler? Kobiety mdlały na jego widok z ekstazy. Stalin ze śladami po ospie i niesprawną ręką? Miliony kobiet chciały oddać za niego życie. Cuchnący i nigdy się nie myjący Mao? Codziennie miał co najmniej kilka, kilkanaście młodych kobiet. Wszyscy niscy, serduszka dobrego też raczej nie mieli. Dyktatorem raczej nie zostaniesz, ale szefem firmy już możesz. Jak myślisz, kto bardziej zaimponuje kobiecie, więdnący, znerwicowany, przewrażliwiony na swoim punkcie przystojniak, czy potężny, wpływowy i szanowany biznesmen? A może szanowany artysta, pisarz, muzyk? Kto wygra? W większości przypadków oczywiście ten drugi. Kobiety kochające wygląd, nie rozumieją że ładny facet przeważnie jest głupkowaty, ponieważ nie musiał rozwijać swojej siły wewnętrznej. Są wyjątki, ale niezwykle rzadkie, np. Michał Żebrowski.
Mądrzejsze (albo raczej sprytniejsze) kobiety wiedzą, że oprócz ładnego partnera może być jeszcze piękne auto, dom, wycieczka zagraniczna, spotkania z mądrymi, znanymi ludźmi, oraz piękne przedmioty. Jeśli więc jesteś brzydki, Twoje możliwości finansowe mogą zrównoważyć tę wadę pięknymi błyskotkami. Brutalne, ale prawdziwe.
Nie walcz, tylko weź co swoje
Do czego dążę? Pragnę Ci ukazać prawdę, która brzmi tak - brak urody to motywacja do pracy nad sobą, możliwość uniknięcia partnerów, dla których liczy się tylko i wyłącznie skóra pokrywająca organy wewnętrzne. Nie namawiam Cię do walki, bo i takie podejście jest modne, ale jak większość mód, jest sprytnym oszustwem żeby Cię pozbawić energii życiowej. A gdy będzie jej bardzo mało, podniesiesz sobie jej poziom zakupami, fajkiem, marysią, wódeczką, ciachem. Nie jest tak? Walcz o szczęście! Krzyczą motywacyjne piosenki. Żeby walczyć, trzeba mieć czym. Na razie masz tylko niechęć do siebie, co z tym osiągniesz? Nie walcz, nie rzucaj się na ścianę bo rozbijesz sobie głowę; poznaj swą moc, oczyść się wewnętrznie, zadbaj o zdrowie, bo Twoja moc mieszka w ciele.
Gdy zrozumiesz (a raczej uświadomisz sobie) jaką masz moc, coś już masz. Wtedy możesz działać - ale też nie walczyć, bo wszelakiego dobra dla Ciebie wystarczy. Walka zakłada że czegoś jest mało, więc musisz komuś coś zabrać, ale to co się naprawdę liczy, to wiara w siebie, życzliwość i traktowanie siebie jak najlepszego przyjaciela. Nie musisz tego nikomu wydzierać, jak zabrać komuś wiarę w siebie, by mieć ją dla siebie? To nonsens. Świetne samopoczucie, dużo energii i siły, emocjonalna wolność od innych ludzi, umiejętność pójścia swoją życiową drogą - to dobra których jest nadmiar. Wystarczy sięgnąć ręką. Nie walcz tylko sobie weź.


Komentarze
Pokaż komentarze