Ludzie którzy mnie czytają, chcą porad damsko - męskich. Wiedzą że bycie z atrakcyjną dziewczyną i kopulacja z nią (oraz małżeństwo by zatrzymać tę rozkosz na całe życie, i by nikt jej nam nie zabrał), to wielka przyjemność - czyli czego tak naprawdę ode mnie chcą? Wiedzy jak zdobyć tę przyjemność.
Gołodupiec pragnie szczęścia
Dlaczego szukają wiedzy? Ponieważ doświadczyli w życiu odrzucenia od ich zdaniem atrakcyjnych kobiet, w których chcieli zaznać rozkoszy. Chcą wiedzieć jak można mieć piękne kobiety, które nie są zainteresowane gołodupcami, ponieważ widzą w tym szansę na przeżycie czegoś bardzo przyjemnego. Poszukiwacz wiedzy, to zawsze poszukiwacz przyjemności i uciekinier od nieprzyjemności. Gdy zawodzi wszystko co umieją, a nie mają pieniędzy i diabelskiego uroku (cechy uwielbiane przez "bogate wewnętrznie" Panie i nagradzane seksem) poszukują wiedzy jak ominąć te nieosiągalne dla nich bariery - by mieć to, co jak wierzą, da im przyjemność. Jest wielu, którzy uczą jak zdobyć tę przyjemność, ale ja uczę czego innego - jak zdobyć jeszcze większą przyjemność, bez emocjonalnego uzależnienia się od kogokolwiek. Ale o tym później.
Całe nasze życie, to poszukiwanie przyjemności i unikanie nieprzyjemności - tu wielu "bezinteresownych" zaprostestuje, rzuci bluzgiem. Przyjemność wyzwala hormony "szczęścia", a nieprzyjemność hormony stresu. I tu dochodzimy do najciekawszej sprawy, która mnie swego czasu zszokowała - to co nam sprawia przyjemność, jest zależne od wychowania, czyli od tego co nam wmówiono w dzieciństwie. Wmówiono nam przeważnie to, co jest ważne w danej kulturze. Poczucie przyjemności nie jest obiektywną rzeczą, czymś takim samym dla wszystkich ludzi, a powstaje w umyśle - jest stworzone przez innych ludzi w procesie naszego wychowania.
Człowiek to zestaw programów
Nie wierzysz? Polak lubi psy (ja kocham), a Azjata je zje. Polak lubi zjeść świnię na obiad, a żydzi i muzułmanie się nią brzydzą. Polak krowę zje, a Hindus czci jak bóstwo. Tymi zachowaniami rządzi poczucie przyjemności/nieprzyjemności, a zostało ono stworzone w dzieciństwie. Ludzie są programowani jak programy komputerowe, by w z góry określony sposób działać i reagować emocjonalnie całe życie. Gdyby żyda wymiotującego na myśl o wieprzowinie, w dzieciństwie dać do chrześcijańskiej rodziny, zajadałby się kotletami ze świni. Gdyby Polak widział ubój rytualny, stracił by przytomność - co podnieca i "kręci" Żyda, bo tak wychowała go kultura w której przyszedł na świat. Żyda przeraża wieprzowina, ale tortury zwierzęcia które kona w strasznych mękach, odpręża - bo wierzy że te cierpienie jest miłe Bogu, Istocie która stworzyła biliony galaktyk i potrzebuje wycia torturowanej krowy do zadowolenia. To jaki jesteś, wypływa z tego w jakim otoczeniu się wychowałeś. Kiedy rozmawiasz z kimś, tak naprawdę rozmawiasz z jego uwarunkowaniem, programem który rządzi zachowaniem i emocjami tego człowieka.
Później napuszcza się nosicieli różnych programów (ludzie wierzący w swoje państwa, religie i filozofie życiowe) na siebie, by walczyli ze sobą, wytwarzając olbrzymie ilości bólu, strachu i nienawiści. Komu to potrzebne? Może coś/ktoś się tym żywi? Szalona myśl? A co powiesz na to, że cukry żywią Candidę Albicans, grzyba w naszym jelicie, który pozbawiony cukru broni się wydzielaniem toksyn powodujących depresję, lęki i poczucie rozpaczy u swojego nosiciela, że nie wspomnę o cukrzycy i wielu innych chorobach? Nasz stan chorobowy żywi wiele organizmów. Tasiemce, glisty, lamblie, węgorki... Zły tryb życia, korzystanie z polepszaczy nastroju (papierosy, alkohol, narkotyki, cukier, szybkie żarcie z glutaminianem sodu, fluor) rujnuje równowagę chemiczną organizmu, żywiąc grzyby bądź robaki. Temat odległy dla większości ludzi - do czasu gdy wydalą z siebie tasiemca, i na jego widok zwymiotują albo zemdleją.
Ideał, którego nigdy nie sięgniesz
Twoja kultura za pomocą mediów najpierw pokazuje Ci idoli i ideały, których nigdy nie sięgniesz; gdy sobie to uświadomisz, zalewa Cię smutek, rozpacz, strach i wizja nieprzyjemności w przyszłości. By sobie poradzić z tymi nieprzyjemnymi uczuciami, korzystasz z podanych Ci jak na tacy rozwiązań - papieroska na relaks, maryśkę na wyluzowanie, Ipoda by poczuć się elitarnym, drinka na dobrą zabawę... a każde działanie ma swoje konsekwencje, których możesz tu i teraz nie czuć, ale one są. Organizm broni się jak może, ale w którymś momencie nie daje rady i mamy ciężką chorobę. Wtedy się modlisz o ratunek, kupujesz amulety i figurki. Ale to nie Bóg dał Ci cierpienie, ale Ty sam je sobie zafundowałeś; i nie Bóg Cię uleczy, ale Twoja decyzja wobec zmiany diety, higieny psychicznej, radzenia sobie ze stresem i destrukcyjnymi uczuciami.
To kulturowe uwarunkowania, które można sprowadzić do prostej definicji - jesteśmy tacy, jak nasze środowisko. Zbieramy od niego wiedzę co jest przyjemne, co nieprzyjemne, a później działamy i reagujemy zgodnie z nią. Kto myśli jak my, jest za nami, a kto inaczej niż my, jest naszym wrogiem - albo poczuje jak my, albo trzeba go zarżnąć. Jeśli więc jakaś potężna siła chciałaby nami manipulować w swoich celach, musiałaby stworzyć nam środowisko, w którym się wychowujemy i wzrastamy. By tego dokonać, prawdopodobnie wymyślone wszelkie znane nam religie, by to co one promują, stało się na zawsze tym co nami w życiu kieruje i co nas motywuje.
Interes z Bogiem, na naszych zasadach
Żyd czuje obrzydzenie na myśl o świni, Polak się cieszy na myśl o kotlecie, pamiętasz? Skąd takie różne odczuwanie tej samej rzeczy? Oczywista oczywistość - jest to narzucone przez religię. Podobnie jak poczucie winy, sztuczna i fałszywa pokora (bo za nią jest niebo po śmierci, więc ta cecha staje się interesikiem ubijanym z naszą wizją Boga) oraz strach i inne destruktywne, upadlające nas przekonania. Oczywiście próba ich zmiany kwitowana jest wrzaskiem że Bóg nas zniszczy, roz..., a wieczność spędzimy w piekle. Kto zmienia swe przekonania, staje się zdrajcą dla swej kultury, a dla innej, której zwyczaje przejmuje, staje się nawróconym ze ścieżki grzechu. Jak więc sam widzisz, straszenie piekłem po śmierci stosuje każdy, ale Bóg który o tym decyduje, zaciekle milczy. To nie ludzie i ich wrzaski decydują o Twym życiu, ale Bóg - to jego szukaj, a nie słów ludzi którzy zanim się obejrzysz znikną z ziemi, tej ziemi. Bóg dał mi, swemu dziecku, piękny prezent - wolną wolę. Korzystam z niej, odrzucając wszystko czym mnie napchano w dzieciństwie i młodości, próbując bez tego balastu odnaleźć prawdę.
Do przyjemnego dążymy, od nieprzyjemnego uciekamy. Jeśli kultura uzna, że kastracja jest przyjemna (bo daje wieczność pośmiertną w dalszej perspektywie czasowej), to pozwalamy na okaleczenie się, jak w wypadku skopców. Wklejam cytat z wikipedii:
"Mała pieczęć miała gwarantować w niebie rangę anioła, a wielka – archanioła. Rytuały nadawania pieczęci odbywały się w sobotnie noce w tajemnicy w ustronnym miejscu. "Liturgii" przewodził tzw. prorok (lub apostoł), czyli osoba która namówiła wcześniej co najmniej 12 osób do kastracji. Według danych policyjnych przypadkowych obserwatorów kastrowano, bądź przywiązywano do krzyża i kastrowano."
Bezinteresowność?
To ma być ta bezinteresowność? Chwila bólu za wysoką pozycję społeczną w niebie, jeśli ktoś w to uwierzy, to jest to naprawdę złoty interes, jak amber gold. Ktoś na ziemi czuł się nikim, śmieciem, więc okaleczał się by po śmierci być kimś, by okazać pogardę i poczucie wyższości wobec tych, którzy za życia mogli być więksi i bogatsi od niego. Jeśli wierzymy że poświęcanie się, obcięcie organów, dawanie pieniędzy i swojego życia da nam przyjemność i wysoką pozycję społeczną (czasem po śmierci) - robimy to. Ale nie z bezinteresowności, a dla zysków które ktoś nam wmówił. Nikt nie robi nic bezinteresownie, za każdym dobrym uczynkiem stoi jakaś przyjemność (którą jest poczucie ważności, bogactwa) bądź wiara w nią (teraz bądź w przyszłości).
Jeśli ktoś mi daje pieniądze wierząc że pójdzie za to do nieba, to robi zwyczajny biznes. Gdzie tu bezinteresowność? Bał się wiecznego potępienia (które mu wmówiono w dzieciństwie), więc zmniejszył ten strach darowizną (odpisywaną od podatku), albo "dobrym" uczynkiem. Jeśli się boję pobicia, trenuję kilkanaście lat. Jeśli boję się wycia z bólu w zmiażdżonym aucie, jeżdżę powoli i rozsądnie, jeśli boję się raka, żyję zdrowo pracując nad swoją psychiką, by zmniejszyć wpływ stresu i zmartwień na swe ciało.
Oddać duszę za bzykanie
Ale wróćmy do kopulacji. Ludzie by zdobyć tę przyjemność, robią różne rzeczy - w zależności od tego czyich rad posłuchają. Mamy więc kolesi, którzy pompują muskułki na maszynach w siłowni, by dumni jak paw spacerować plażą, są adepci NLP, psychologicznych metod podrywu, mistrzowie zgrywania wyluzowanych, bogatych i mających wielką władzę, a nawet desperaci przyzywający Szatana, by dał im moc zaliczania fajnych dziewczyn. Są gotowi oddać duszę na wieczne potępienie, by kopulować i ejakulować w ciasnym łonie - czyli mieć przyjemność, i uciec od nieprzyjemności związanej z samotnymi wieczorami. Jeśli Szatan istnieje, dusza takiego desperata jest gó... warta. Jeśli byłbym diabłem, wolałbym kusić człowieka na krawędzi, uczciwego i szlachetnego - a nie kogoś, kto za zaliczenie pustaka odda wszystko co ma i czego nie docenia.
Odrzucony przez Boga i Szatana frajer przychodzi na samcze runo, by poznać zasady, dzięki którym przeskoczy swoją nieumiejętność zarabiania pieniędzy, robienia dobrego wrażenia, dzięki którym może posiąść Panią, bezustannie powtarzającą że liczy się dobre serce i wnętrze, a nie wypchany skórzany portfel i władza. A co wtedy ja robię? Niszczę swoje szanse na dobry zarobek, nie ucząc tych metod (istnieją), ale czegoś znacznie więcej.
Dobra nowina
Dlatego ogłaszam Państwu, że przybywam z dobrą nowiną. Nie jestem tym podekscytowany, bo posłańcy dobrych wiadomości kończą na stosie albo krzyżu, ale mimo wszystko chciałbym ją ogłosić. Jak wiemy najwyższa przyjemność to miłość. Taka szczera, wierna, pełna zaufania i wiary. Ale kogo nią obdarzyć? Ludzie zdradzają się bezustannie - to słaba lokata. Mężatki się puszczają, "przyjaciele" zdradzają z zazdrości bądź dla kilku groszy, gdzie więc zainwestować swoje uczucia? Jest taka lokata, a jest nią miłość, szacunek i życzliwość wobec siebie. Rozwijając miłość do siebie, zyskujemy poczucie przyjemności. To nasz naturalny stan bycia, z którym walczy każda kultura - bo ktoś kto kocha siebie, staje się całkowicie odporny na manipulację otoczenia, nałogi i choroby. Nie wierzysz? Otoczenie ludzi lubiących siebie, nazywa narcyzami, chorymi psychicznie, egoistami.
Gdy kochasz siebie, lubisz samego siebie (co trzeba wyćwiczyć, najlepiej komplementuj się przed lustrem), spędzasz naprawdę miło czas. Fajnie się czujesz, jesteś całkowicie odporny na manipulacje i wpływy otoczenia, nie załamujesz się tym, że ktoś Cię obraził. Życie staje się rajem dla Ciebie, a piekłem dla rządów (nie poślą Cię na wojenki), kapłanów (nie można Cię namawiać na głosowanie co daje majątki i kasę od władzy, czerpać pieniędzy za chrzest, bierzmowanie, śluby, pogrzeby, błogosławieństwa, kolędy, tace itd.), korporacje (nie potrzebujesz polepszać sobie humoru zabawkami, fajkami, wódą), oraz dilerzy (bo nie kupujesz amfy i maryśki).
Odkryj skarb, który zawsze jest w Tobie
Masz taką przyjemność, że to Ci wystarcza. To jedna z największych przyjemności w życiu. Zainwestuj w to, bo to jest jedyna rzecz, od której będziesz odcinał kupony do końca życia. Zgłębiaj siebie, swoje reakcje. Obserwuj siebie, analizuj swoje emocje, zachowania, spoglądaj na uczucia w ciele, gdy przeżywasz coś, co dla Ciebie jest ważne. Poznawaj siebie do momentu, gdy odczujesz... że jest coś znacznie potęzniejszego niż Ja, ego, a co jest w Tobie. Gdy to odkryjesz, zrozumiesz że wszystko co w życiu zdobyłeś, jest śmieciami, iluzją. To co najważniejsze, zawsze masz w sobie i nigdy nie możesz stracić.


Komentarze
Pokaż komentarze