Mareczek Mareczek
159
BLOG

Związek idealny

Mareczek Mareczek Rozmaitości Obserwuj notkę 2

 Jak stworzyć związek idealny z kobietą? Wydawałoby się, że gwarancją sukcesu w tej materii jest wielka miłość. Do tego typu myślenia zachęcają nas filmy, książki, opowieści znajomych i słowa autorytetów moralnych. Niestety, życiowe doświadczenia nie potwierdzają by to działało tak, jak nam się to nachalnie reklamuje. Wydaje się że szczęściem w związku, rządzą zupełnie inne prawa niż te powszechnie nam znane.


Zabicie ex nie zabije problemu

By odpowiedzieć na pytanie o związek idealny, musimy zrozumieć że im bardziej coś cenimy, kochamy, tym bardziej utożsamiamy z tym swoje szczęście, poczucie zadowolenia i satysfakcji. A co się stanie, gdy kobieta z którą utożsamiliśmy szczęście odejdzie? Albo zrobi "TO" z naszym "najlepszym przyjacielem", mówiąc na odchodne że to nasza wina? Co wtedy stanie się z nami, naszym stanem psychicznym? Będziemy na dnie; siada zdrowie, praca, często tracimy dobytek życia. Ja to przerabiałem zbyt wiele razy, by nie zrozumieć lekcji: "im mocniej kochasz, tym większy będzie cios w przypadku rozstania". 

Wpadałem w szał, furię, załatwiłem broń by przestrzelić głowę swojej ex a później sobie. Chciałem ją rozwalić, nurzać się w jej krwi; zrobiłem kilka naprawdę brzydkich rzeczy w akcie zemsty, bo tu już nie ma miejsca na pyskówki; Dlaczego? Ponieważ nieludzko cierpiałem, nie rozumiejąc co się ze mną dzieje. Już wtedy wiele lat ćwiczyłem fanatycznie na worku bokserskim, miałem na koncie kilka konkretnie "załatwionych spraw", kontrolowałem swoje ciało i siłę. Ale przychodziło coś takiego, że miesiącami leżałem bez życia, płacząc i śpiąc całymi dniami. Utrata kontroli i spadek energii były tak straszne, że chciałem umrzeć. To mnie zmotywowało do poszukiwania odpowiedzi. Jakim cudem napakowany na siłce dresiarz nie może mi zrobić krzywdy, a krucha, delikatna kobieta rozbijała mnie w drobny mak? 

Wóda i koks, chwilowe zamulacze

Odpowiedź jest mocno "nie na czasie"; przyczyna była, jest i zawsze będzie ta sama - ponad Boskość w sobie stawiałem ziemskie "przyjemności", których naturą jest to, że za chwilę luzu trzeba zapłacić bardzo dużą cenę. Młodzi tego nie rozumieją, po prostu trzeba to przeżyć. Fajki dają luz, ale powodują obturację płuc, dusisz się i jesteś niewolnikiem lęku o brak fajków (paliłem kilkanaście lat). Wóda daje euforię, ale pół godziny fajnego samopoczucia musisz okupić całym dniem srania i rzygania (czasem w tym samym momencie). Dragi dają fajne doznania, ale później przychodzi "zjazd"; depresja i niechęć do życia, brak energii. Niezobowiązujący seks rodzi coraz większe pragnienie, pozbawiając Cię spokoju i harmonii tak, że całe Twoje życie to tylko oczekiwanie na dymanie. Czasem masz dzidzię z panną, którą miało kilka okolicznych osiedli; widzisz te uśmieszki jak idziesz z murzynkiem na spacer? Musisz tego doznać, by zrozumieć jak bardzo Cię to niszczy. Pragnienie bycia poważanym, ujawnia się w uwielbieniu "mocnych" kolesi, więc wcześniej czy później potężnie się zdziwisz, widząc piszczącego i srającego pod siebie "twardziela", gdy jest katowany przez konkretnych kolesi. Nie ma twardzielstwa, jest tylko zgrywanie by leszcze zazdrościły; każdy się złamie, to tylko kwestia umiejętnego dozowania nieprzyjemnych bodźców. Wiem to po wielu poważnych rozmowach z doświadczonym chirurgiem, który lata przepracował w karetce i na ostrym dyżurze. To kwestia wiertarki i wiedzy o układzie nerwowym, uwierz mi na słowo.

Ludzie przywiązują się do wielu rzeczy, np. do pieniędzy, gadżetów (iphone, mieszkanie, samochód), pozycji społecznej, swych zdolności intelektualnych bądź duchowych, ciała i jego sprawności, miejsc oraz oczywiście ludzi. Ale ponieważ każdą z tych rzeczy można stracić, im większe utożsamienie, tym większy (uświadamiany bądź nie) lęk o utratę. A im więcej się boisz, tym bardziej kurczowo trzymasz się tego, z czym skojarzyłeś swoje szczęście.

Wszystko jest nietrwałe

Samochód można stracić w stłuczce - wystarczy że ktoś mocno zahamuje, a my się na chwilę zagapiliśmy; jeśli nie mamy AC, auto idzie na złom. Mogą je też ukraść, a ubezpieczyciel nie wypłaci Ci pieniędzy; bo nie. Sądź się kilka lat z przekupionymi biegłymi, może wygrasz a może nie, a może dostaniesz wyrok za wyłudzenie odszkodowania. Różnie to w Polsce bywa. Gadżety można stracić, czasami wraz z zębami na ulicy. Właśnie wracam ze sklepu, gdzie nerwowo chrząkając kupiłem swój ulubiony żel do mycia Biały Jeleń "kozie mleko", gdy przed maską mojej koreańskiej limuzyny idzie koleś ze słuchawkami dr dre na uszach. Jakoś tak od razy mi przyszło na myśl, że jakby dostał haka w brodę, to od razu jakiś łobuz mógłby mu te słuchawki zabrać. Skoro mi, wzorowi cnót takie sposoby zarobkowania wydają się logiczne, to co mają powiedzieć inne, nie tak moralni jak Państwa uniżony sługa łotry?

Zdolności intelektualne także można stracić, inwestując swoje nazwisko (czyli markę) w coś, co okaże się oszustwem; wszyscy to widzą, a my związani węzłem finansowym bądź koleżeńskim, tę prawdę od siebie odpychamy. Można też dostać choroby psychicznej, która nasze zdolności zmiele na pył. A ciało? Jeśli nie zeżre go rak, zawsze pokona je starość, bądź życiowa katastrofa. Utrzymanie mięśni i niskiego poziomu tkanki tłuszczowej, wymaga wiele pracy i zabiegów; ktoś kto cierpi psychicznie, nie ma energii na ćwiczenia, po czym szybko traci to, na co latami w pocie czoła pracował. A ludzie? Kto trochę żyje ten wie, że przyjaciele zdradzają, kobiety odchodzą, najbliźsi w wielu sytuacjach zawodzą. Ja po przejściu poważnej, wieloletniej, upokarzającej choroby, wiem to doskonale.

Miej dystans, nie angażuj się

Jak więc sam widzisz przyjacielu, wszystko z czym się wiążemy, może w każdej chwili pęknąć; jak rura kanalizacyjna, by zalać wszystko gównem. Im bardziej z czymś się zwiążesz, tym mocniejszy stres wewnętrzny, tym większy lęk przed stratą, mocniejszy chwyt by nie odeszło... absolutne utożsamienie sensu życia z czymkolwiek (żona, mąż, dzieci, pieniądze, majątek, pozycja społeczna), oznacza automatycznie absolutny stres wewnętrzny, oraz stosowną reakcję podświadomości, która wszystko rozumie jak dziecko. Jeśli jest coś bardzo ważne, to jest też lęk o utratę tego, więc ten lęk podświadomość wprowadza w życie. Bardzo szczegółowo opisuję to w swojej książce "Stosunkowo dobry". Jeśli się boisz, w życiu zaczyna się realizować strach. Wszystko się tak układa, że naprawdę zaczynasz się bać. Co to będzie? Nie ma to znaczenia, liczy się to że się boisz, a skoro inwestujesz swoją uwagę (energię) w tę emocję (lęk), to podświadomość automatycznie ją zwiększa, a w końcu urealnia. Dlatego ludzie którzy wybaczają, potrafią wyjść bardzo szybko z nawet ciężkich chorób. Obraza, nienawiść, niechęć, złość, rozpacz - jeśli sa utrzymywane w umyśle Twoją uwagą (czyli energią), zostają realizowane w życiu. Ty je powołujesz do istnienia, nikt inny. Żeby utrzymały się w świadomości, musisz poświęcić im uwagę. To Twoja decyzja - czyż nie? A może ktoś Cię zmusza nieszczęśniku? Możesz myśleć o przyjemnych rzeczach, ale wybierasz łajno, na którym się koncentrujesz. Do kogo później masz pretensje? Oczywiście nigdy do siebie; przecież to inni są winni, nigdy Ty. 

Jeśli chcesz mieć dobry związek, musisz mieć do niego dystans. Nie możesz utożsamiać swego szczęścia z żoną, gdyż wtedy rośnie poczucie lęku o utratę źródła przyjemności, a więc próbujesz ją zamknąć w swoim ścisku. To złe, bo przecież kobieta to jest wolny, pragnący godności człowiek, który gdy go trzymać ucieka, a gdy puścić kocha. Im większe utożsamienie dziewczyny z poczuciem przyjemności, tym większy stres i mocniejsza reakcja podświadomości, która może zrealizować ten lęk w postaci ciężkiej choroby, konfliktów z innymi ludźmi, zaburzeń psychicznych. Kobieta może też poczuć że Cię nienawidzi, oraz poczuć miętę do Twego najlepszego kumpla, a on "przypadkiem" poczuje wielką chęć na króliczą norkę Twej kobiety. W efekcie życie Cię upadla, ale przyczyną był Twój lęk, który został zrealizowany. Zostają Ci pokazane Twoje prawdziwe emocje, których się wypierasz. Niestety, jeśli tysiąc razy wrzaśniesz że Cię skrzywdzono, nie zmieni to Twego cierpienia, rozpaczy, nie odejmie chorób i złego losu. Ty krzyczysz - ale nikt Cię nie słyszy. 

Osobowość wieloraka

Jeśli mi nie wierzysz, rozumiem Cię. To trudne do przyjęcia, ale wpisz w google "osobowość mnoga", by dowiedzieć się co potrafi Twoja podświadomość. Może się zdziwisz, ale wytworzona pod wpływem traumy osobna osobowość (nie wiedząca co jest możliwe a co niemożliwe), może dokonywać rzeczy uważanych za cuda. Są to pamięć fotograficzna, zmiana koloru tęczówki oka w minutę, nieludzka siła fizyczna, kompletna zmiana chemii organizmu (z pijanego w trzeźwego), likwidacja bądź powstanie alergii najcięższego rodzaju, a także znajomość języka, z którym człowiek nigdy nie miał do czynienia. Taką moc ma podświadomość, którą programują nam na głupka media, reklamy, wychowanie i proces socjalizacji. Rozwój osobisty, to wychowanie jej na nowo - by służyła nam swą mocą, a nie tworzyła wewnętrzne konflikty zamieniając nam życie w piekło. Podświadomość ma takie możliwości, że może naprawdę bardzo dużo. Nie wszystko, ale wystarczająco by zmienić nam życie w raj albo piekło.

Cóż więc czynić, by mieć dobry związek? Zasada jest jedna. Im więcej kochamy swoją kobietę, tym więcej musimy kochać coś, co jest niezmienne, nie ulega upadkowi i zmianie. To musi być coś, co nazywamy Bogiem, ale te słowo zostało przez wieki skojarzone z wszelkimi obrzydliwościami religijnymi, więc użyjmy innego słowa; Boska iskra, nieskończona energia, matka ziemia. Nazwa jest nieistotna - ważny jest cel, którym jest coś nadludzkiego i żyje w nas jako ukryty przez wychowanie i socjalizację potencjał. Właśnie dlatego firmuję pracę nad sobą, które polega na podbijaniu samooceny. To nie jest oszustwo jak pokrzykują internetowe mędrki, tylko przywrócenie naturalnego stanu ducha, zanim społeczeństwo nam go zepsuło. Nie tworzymy nic nowego, ale umożliwiamy regenerację prawdziwej samooceny. Jeśli chcesz by rana się zagoiła, musisz stworzyć odpowiednie do tego warunki. 

Samoocena, kluczowa sprawa

Pracując przez lata z typową, konwencjonalną pracą nad sobą (afirmacje, wizualizacje, praca z lustrem) zauważyłem że po jakimś czasie, wszystko co osiągnęliśmy tracimy. Nasza samoocena rośnie, przechodzimy przez okresowe testy podświadomości (stary wzorzec się broni, to normalny proces), osiągamy sukces w postaci znacznie lepszego stosunku do siebie (czujemy się ze sobą lżej, milkną lęki, poczucie winy, fajnie być samemu ze sobą), dostrzegamy ze zdumieniem że reakcje ludzi mocno się w stosunku do nas zmieniają... po czym wszystko się wali. Po jakimś czasie zrozumiałem, że jeśli przywiązujesz się do idei (samoocena), to rośnie lęk przed jej utratą, a podświadomość go realizuje. Dlatego zacząłem promować pracę nad samooceną, ale z lekką różnicą; stojąc przed lustrem nie mówimy że "Ja Marek kocham i szanuję siebie", ponieważ przyzwyczajam się do idei i siebie jako ciała bądź umysłu. Mówię "Kocham i wielbię Boską iskrę w Marku". To było strzałem w dziesiątkę, gdyż nie przywiązujemy się do ciała Marka, ani jego umysłu; celem uwielbienia jest Boskość, która jest wieczna. Moje ciało kiedyś umrze razem z umysłem, Boskie Ja którym jestem, przetrwa. 

W ten sposób dystansujemy się nawet od siebie, osiągając harmonię i lekkość, zmniejszając wewnętrzny lęk. Gdy spoglądam w lustro, widzę Boskość która przybrała formę prostackiego i rubasznego Mareczka. I gdy mi piszą że jestem brzydalem, wiem że koncertowo łgają. Dziś tłumaczyłem to przez telefon tacie, mówiąc mu że celem jest tylko sfera Boskości, ponieważ ja i mama wcześniej czy później umrzemy. By poczuć spokój ducha, musiałem przestać się bać o rodziców. Musiałem zaakceptować że rodzice kiedyś umrą, a ja zostanę sam. Całe życie się tego panicznie bałem. Ale jak to zrobić? Jest tylko jedna możliwość, a więc poczuć że moi rodzice to tak naprawdę Boskość, przejawiająca się w formie ojca i matki. Kiedy umrą ich ciała (a wraz z nimi ich umysły), nic nie zniknie, nie pojawia się żadna strata, ponieważ Boskość nie może zniknąć, tylko zmienia formę w której się przejawia.

Dywersyfikacja jako sposób na sukces w związku

Im mocniej kogoś czy coś kochasz, tym więcej czasu musisz poświęcić na uwielbienie Boskości w sobie. Nie siebie jako ciała (wiadra flaków, gówna i krwi, też kochane ale czasowe) - tylko Boskości w sobie. Może teraz jej nie czujesz, ale z czasem odczujesz. Podkreślmy że własne ciało należy kochać i akceptować, gdyż jest narzędziem Boskości, formą Boga. Kto bardziej dba o samochód niż o własne ciało, po prostu bluźni - i stosownie do tego doświadczy konsekwencji. Mądry człowiek dba o swoje ciało, by było sprawne, silne, szczupłe; głupiec wymyśla androny, by uzasadnić brak miłości do ciała, czyli także do Boskości.

Jeśli więcej kochasz kobietę niż Boskość, tym większa zależność zadowolenia od kobiety - oraz coraz większy lęk że odejdzie, a wraz z nią odejdzie Twoja przyjemność, więc trzymasz ją z całych sił, tłumiąc jej Boską istotę za co dostaniesz po mordzie od życia. Za jakiś czas podświadomość uruchomi ciąg zdarzeń, gdzie ucierpisz Ty (zdrowie, poczucie godności, np. zostaniesz obrażony, dostaniesz w twarz, ktoś Cię źle potraktuje), albo Twoi bliscy, ponieważ ludzkie podświadomości są zawsze ze sobą złączone, wpływając na siebie wzajemnie. Siergiej Łazariew opisuje to jako wpływ pola, Zeland jako nadmiar ważności i siły równoważące, Wereszczagin nazywa to energoinformacyjną naturą rzeczywistości, a wielu mędrców jako stawianie oporu temu, co jest. Jeśli kochasz i boisz się o utratę czegoś bądź kogoś, stawiasz opór życiu, bo chcesz by ta osoba żyła i robiła to, co sprawia Ci przyjemność. A przecież może odejść, zachorować, zakochać się w kimś innym bądź umrzeć. Opór zawsze rodzi stres, nerwowość, pragnienie zniewolenia innej osoby, oraz stosowną reakcję podświadomości, która zapewniam - nie spodoba Ci się.

Najpierw Ty, później rodzina

Wniosek jest więc taki, że jeśli masz tendencję do zakochiwania się "na maxa", najpierw popracuj nad poznaniem swej wewnętrznej mocy, czyli Boskości w sobie. Bez niej Twoje życie będzie tylko nieustającym lękiem, oraz rosnącymi problemami. Boskość i praca nad jej uchwyceniem, pokochaniem jej, jest ważniejsza od wszystkiego; rodziców, żony, ukochanego psa, ciała, umysłu i wszystkiego co jest dla Ciebie ważne. Jeśli tak uczynisz, zdystansujesz się - ludzie odbierają to jako przejaw i pokaz prawdziwej siły, a kobiety będą Cię podziwiać, szanować. Pamiętaj że gdy kobieta podziwia mężczyznę, uruchamia seks. Seks zawsze był nagrodą dla samca za jego siłę, monetą przetargową w walce o przetrwanie. 

Słabi psychicznie samcy (wierzący w żonę zamiast w Boskość) wierzą latami w rzekomą w migrenę żony, cierpią, a ludzie skoncentrowani na Boskości seks mają w każdej chwili życia. Gdy coś odrzucisz, masz to w nadmiarze, gdy za czymś gonisz, to od Ciebie ucieka. Gdy celem stanie się Boskość, nic i nikt nie będzie mogło Cię uszkodzić, zniszczyć, uzależnić od siebie. A gdy tak się stanie, nie będzie lęku. Bo i o co się bać? Boskość jest wszystkim, nigdy nie zginie; jeśli natomiast swojego szczęścia upatrujesz w nietrwałych formach (przedmioty, tytuły, ludzkie ciała i umysły, żona, mąż), lęk będzie coraz większy, a wraz z nim przyjdą choroby, ciężkie życiowe doświadczenia, nieszczęścia. Reasumując, idealny związek to taki, gdzie na pierwszym miejscu jest Boskość, a dopiero później rodzina. Wiem że to mocno kłóci się z tym, czego Cię uczono, ale pomyśl o tym, przeanalizuj to, poeksperymentuj. 

www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum.

Mareczek
O mnie Mareczek

Witam Państwa, jestem pisarzem (do tej pory 15 książek, ale chcę napisać więcej, o ile "pisarska nerwica" pozwoli), youtuberem, blogerem. Lubię mówić i pisać o sprawach, które mnie interesują.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości