Krajobraz po rozstaniu, jak wiemy, radosny nie jest; a powinien być.
"Co ten osioł pieprzy? Kobieta mnie rzuciła, zeszmaciła; piję, płaczę, marzę o włożeniu głowy w piekarnik ale nie mam odwagi - i on twierdzi że mam się cieszyć? Wariat czy głupi? Chyba dam mu w mordę!"
Nie bić autora!
Jeśli ćwiczysz na siłowni, chcąc nabrać masy musisz wykończyć mięśnie. Boli, prawda? Oczywiście że tak, mięsień najszybciej rośnie, gdy jest bezlitośnie skatowany. Jeden z ekspertów kulturystyki uważał, że prawdziwe ćwiczenie bicepsów kończy się wymiotami. Czy martwisz i przejmujesz się tym bólem, rozpaczasz? Nie, gdyż wiesz że ból prowadzi do celu, jakim jest lepsza sylwetka. Mało tego! Za to wszystko jeszcze płacisz, katujesz się dietami, sam się garniesz do żelaza, które zmienia Cię w drżące, ale zadowolone z siebie i lubieżnych kawałów spoconych kolegów zwłoki. Po bólu ćwiczeń następuje zresztą stan przyjemnego odprężenia i lekkiej euforii, gdyż ból i przyjemność to dwie strony tej samej monety, zawsze nierozłączne.
Chyba nigdy nie byłem tak szczęśliwy, gdy moje rozdygotane ciało zniesiono z fotela po kanałówce, albo po pobraniu krwi. Im więcej bólu i stresu, tym więcej później odprężenia i przyjemności; i na odwrót. Przyjemność zawsze zawiera w sobie ból, tylko możesz tego jeszcze nie dostrzegać. Raz wchodzę do punktu pobrań krwi, nogi mam jak z waty, ładna dziewczyna wiąże mi ramię paskiem; chcę się z nią ożenić, zrobić jej dwójkę dzieci, dymać tak ostro by traciła świadomość. Ona się uśmiecha, robi swoje, mi zaciska gardło i wyprowadzają mnie na zewnątrz. Mija kilkanaście minut, odzyskuję zdolność mówienia, chce mi się tańczyć ze szczęścia że jednak się nie oświadczyłem; a jakby przyjęła oświadczyny? Trzeba by się wieszać, bo odmawiać pięknym Paniom nie umiem; z romantycznej gliny mnie stworzono.
Wydymasz siebie samego
A co powiesz o sportach walki? Koledzy z klubu bezlitośnie pastwią się nad Twoją twarzą, a po wszystkim czujesz się świetnie. Strach był? Jasne. Ból? Jeszcze jaki. Jesteś tym załamany? Ależ skąd, wręcz przeciwnie. Wiesz że im więcej zostawisz potu w tym miejscu, tym mniejsze poniesiesz obrażenia w razie realnej konfrontacji. Czyli rozumiesz że ból służy innemu, wyższemu celowi, będąc w istocie Twym zyskiem i zbawieniem od upokorzenia czy kalectwa, a może śmierci. Wiesz że jeśli nie będzie bólu, będziesz się na treningu oszczędzał, to wydymasz tylko siebie samego; im więcej bólu, tym większe później opanowanie, wytrenowanie, wola walki i umiejętność poradzenia sobie w sytuacji, gdy cios miał Cię zniszczyć, a tylko rozjuszy ku przerażeniu napastnika liczącego na łatwy łup.
Mówię z doświadczenia, gdy po dostaniu z "dyńki" miałem stracić przytomność; wyraz zaskoczenia na twarzy dresiarza był absolutnie bezcenny. Szybko zmieniłem mu ten ciekawy układ twarzy na inny, niespecjalnie estetyczny.
Rozpieprzyć mózg ex na tapecie w kwiatki
Weźmy pod uwagę tatuaż. Cierpisz w trakcie i po, ale wiesz że później będziesz mógł się nim chwalić na fejsie, imponować małolatom na domówkach. W trakcie bólu cieszysz się - ponieważ widzisz w nim późniejszą przyjemność. Boli, ale Ty jesteś szczęśliwy. Czy to nie dziwne? Ból może istnieć z poczuciem szczęścia i radości. Myślałem że to sfera tylko wchodniej filozofii, ale kiedyś czytałem w terapii nowotworów (chyba małżeństwa Simontonów), że ból jest tylko kwestią umysłu, jego interpretacji. Tak faktycznie jest - zauważ że głód który czuje ciało, jest neutralny; dopiero umysł dopisuje mu panikę, histerię której ulegasz. Ktoś kto słucha ciała, nigdy się nie będzie przejadał, tył, zrzucał winy na tarczycę i hashimoto. Podobnie jest z bólem; To umysł nadaje mu histerię. Samo ciało traktuje ból jako jeden z bodźców, ani zły ani dobry, część życia.
Dlaczego więc cierpisz po odejściu kobiety? Ponieważ utożsamiłeś z kobietą swoje szczęście, satysfakcję z życia, wydaje Ci się że straciłeś coś unikalnego, coś czego już nigdy nie odtworzysz. Poczucie nieodwracalności jest straszne, tragiczne, ale absolutnie nieprawdziwe; nie dziwi mnie że niektórzy pod jego wpływem mordują, bo sam byłem tego bliski; Jedyne o czym marzyłem, to zobaczyć jej mózg na tapecie, a później swój. Dwa mózgi rozpryśnięte mocą głupoty i nielegalnie kupionej broni, na zawsze razem póki ścierka z detergentem nas nie rozłączy. Byłem taki roztrzęsiony że kto wie, może i bym jeszcze kogoś rozwalił.
Nieopisany ból ducha
Mówi Ci to wszystko ktoś, kto przeżywał ten stan poczucia nieodwracalności wiele razy. Jest to wielka kaźń, nieopisana męczarnia, ból nie do opisania który nie pozwala jeść, oddychać, dławi i dusi w każdej chwili życia; Teraz rozumiem dlaczego tak cierpiałem, jestem wdzięczny tej Pani, gdyż jej uczynki spowodowały cierpienie, a ono gdy nie mogło sprowokować samobójstwa (bałem się), popchnęły mnie w stronę badania ludzkiej psychiki. To z czasem zrodziło piękne owoce, którymi się dzielę z każdym kto chce mnie czytać. I nawet ci którzy mnie uważają za nienormalnego (jest ich wielu), po jakimś czasie piszą że jednak gdzieś im to utkwiło, że miałem rację. Trudno o większą satysfakcję.
Stan szczęścia i euforii który kojarzysz z rzucającą Cię (albo zdradzającą) dziewczyną, nie jest jej zasługą, ale Twego układu hormonalnego. To on decyduje o Twojej euforii albo smutku, a nie dziewczyna. Jeśli minie jakiś czas, zakochasz się w innej kobiecie, system hormonalny znowu będzie pompował do Twej krwi hormony szczęścia, a Ty zrozumiesz że nigdy nic nie straciłeś, że teraz jest znacznie lepiej.
Zdrada nie, szóstka w totka tak?
Im więcej wydaje Ci się że ją kochasz, tym mocniej rośnie strach że Cię zostawi, umrze; wypadki zdarzają się bezustannie, wystarczy chwila nieuwagi, pijany kierowca, cegła zsuwająca się z remontowanego dachu. Jest też nienawiść, przecież może Cię zdradzić z najlepszym kolegą, zajść z nim w ciążę... to przecież się zdarza znacznie częściej niż szóstka w totka, a jednak ludzie namiętnie grają. Oczywiście ona zapewnia o swojej wierności, ale jeśli by zdradzała, też by tak zapewniała by koryto się nagle nie skończyło... Życie! Nieprawdaż?
Im mocniej i głębiej angażujesz się w związek z kobietą, tym mocniej wariujesz z lęku i zazdrości; w końcu życie staje się nie do wytrzymania, gdyż poziom lęku jest za wysoki. Awantury wybuchają z byle powodu, pojawiają się konflikty nie do rozwiązania, stres niebezpiecznie narasta, aż w końcu bezpieczniki nie wytrzymują. Kłócisz się o pierdoły, rozsadzają Cię emocje o za słoną zupę, a tak naprawdę przyczyną wybuchu jest wewnętrzny strach. Niektórzy całkowicie wyparli swój strach, zamieniając go na bardziej "męski" gniew. Strach wydaje się być pedalski, gniew jest męski, kozacki. Pracuję z takimi ostrymi chłopakami, więc koniec końców zawsze dochodzimy do strachu. I tu już nie ma kolegów, nie można pomóc sobie nożem; trzeba się z nim zetknąć osobiście, a nie każdy potrafi. W naszym społeczeństwie dla ludzi bojących się, nie ma litości. Kto chce doświadczyć przebudzenia z koszmaru, musi zrezygnować z gniewu, co oznacza wejście w strach - czyli we wstyd, poczucie bycia gorszym, brak kontroli nad sytuacją. Wiem z doświadczenia, że osoby żyjące strachem (tzw. lamusy, lizusy, kujony, nieudacznicy szkolni, ofiary przemocy) znacznie lepiej sobie radzą w terapii, szybciej puszczając to, czego nie powinni się trzymać - ponieważ latami analizowali swój strach, żyli z nim i chociaż sami tego nie wiedzą, w jakiejś części go opanowali. "Kozacy" radzą sobie znacznie gorzej. Kozak to maska dla frajerów którzy w nią wierzą, strach i rozterki są natomiast ich prawdziwą naturą.
Cios Cię wspiera, pomaga Ci
W swojej praktyce stosuję różne intuicyjne mechanizmy. Np. lata temu mój wujek pozbawił mnie oszustwem spadku po dziadku (mieszkanie w Warszawie), więc latami go nienawidziłem. Gdy umarł (w nieludzkich męczarniach, podobnie jak dziadek) byłem już na tym etapie zrozumienia, że doskonale wiedziałem iż moja nienawiść mnie zniszczy. Zacząłem mu dziękować, bo mieszkanie i pół miliona to dla Boga nic, paprochy, i tak trzeba to wszystko kiedyś zostawić; Wtedy poczułem że jego "esencja" mnie wspiera, że jest mi wdzięczny iż go nie potępiłem. I jego talenty, moce (a miał spore) przeszły na mnie w niektórych sytuacjach. Kiedy moja osobowość sobie nie radzi, uruchamia się jego moc, robiąc niesamowite rzeczy. Każdy NLP - owiec wytłumaczy to modelowaniem, ale kilka akcji upewniło mnie w przekonaniu że nie miałby racji. Największą jednak mocą jest szacunek; Przedstawiam Ci rezultaty, jakie będą Twym udziałem gdy będziesz tak i siak postępował; nie napieram, nie wywieram presji. Zniszczysz się? Akceptuję to, bo wiem że nie żyjemy tylko raz, a obecny upadek da Ci w przyszłości wiedzę i mądrość. Oczywiście zaakceptowanie upadku obcego człowieka przychodzi mi łatwo, a bliskich skrajnie trudno. To moje prywatne piekło, na które całkowicie zasługuję.
W sytuacji emocjonalnego horroru (jakim jest typowy związek) rozstanie czy zdrada jest czymś, co jest dla Ciebie ratunkiem - widać to dopiero z bezpiecznej emocjonalnie odległości. To czas, byś uświadomił sobie że popłynąłeś w złym kierunku, że się zagalopowałeś; sam nie miałeś siły by coś z tym zrobić, pędziłeś siłą bezwładu w stronę w przepaści, więc Życie Ci pomogło i nastąpiło zerwanie chorej relacji. Jesteś sam, więc nie ma miejsca na strach i nienawiść, wieczne awantury; to czas nie tylko odprężenia i nabrania sił, ale przede wszystkim zrozumienia procesu w którym brałeś udział. Możesz ten cudowny czas wykorzystać w dwa sposoby, pamiętając że każdy wybór niesie ze sobą określone konsekwencje.
Wybór rodzi konsekwencje
1. Żal, poczucie zranienia, nienawiść, chęć odwetu. Zdradziła mnie! Zostawiła kur..! Zapier... ją! Utrzymując w sobie te nienawistne emocje, nie możesz rozwinąć swej osobowości, stać się mądrzejszym, silniejszym psychicznie mężczyzną. Sam będziesz napędzał machinę rozpaczy, bólu i depresji, jak wtedy gdy byłeś dzieckiem i płacz pomagał wymusić coś na rodzicach; teraz nie pomoże, zniszczysz sobie tylko życie i zdrowie. Te mechanizmy bardzo dokładnie opisałem w swojej książce "Stosunkowo dobry". Ciągły stres zrobi z Ciebie autentycznego wariata, którego życie będzie koszmarem. I Ty sam to napędzasz, robiąc z rozstania antyczną tragedię.
2. Rozumiejąc że wszystko co myślisz, co zdecydujesz się utrzymywać w swojej świadomości (poczucie żalu, rozpaczy, straty), tworzy nawyk - zdajesz sobie sprawę że im silniejszy nawyk rozpaczania nad swym rzekomo nieszczęśliwym życiem, tym więcej w nim nieszczęścia. Im dłużej będziesz myślał jak Cię zniszczono, źle potraktowano, tym częściej w zetknięciu z problemami będziesz tak myślał. W końcu dojdzie do tego, że pomyłka na reszcie w sklepie o jeden grosz, doprowadzi Cię do tygodnia silnej depresji, być może w szpitalu. Dla takich ludzi gotowe są ścieżki uzależnienia od narkotyków i alkoholu, kończące się podsrywaniem pod siebie i zgonem w delirium. Tu nie ma żartów chłopaku! Każda myśl utrzymywana w świadomości, wzmacnia się, rośnie w siłę. Zdecyduj się w co inwestujesz - w myśl pełną wdzięczności, radości, która będzie Cię pięknie budować, czy myśl pełną żalu i gniewu która Cię rozpieprzy w proch? Decyduj! Ale i przyjmij na klatę konsekwencje.
Trening, tylko to się liczy
Trzeba ćwiczyć i powtarzać nawyk radości, podobnie jak ćwiczysz uderzenia na worku. Bez pracy nie ma kołaczy; frajer się brechta z lamusa, kopci skręta, kurwi się dla chwili przyjemności; dobry chłopak ciężko zasuwa, pracuje w pocie czoła, dziękuje za każdą chwilę nieprzyjemności. Za jakiś czas frajer będzie rozmemłanym, zapłakanym wrakiem, a Ty będziesz się cieszył życiem, ponieważ wyćwiczyłeś w sobie nawyk cieszenia się pierdołami. Pierwszy krok nigdy nie jest łatwy, ale później wszystko idzie mocą bezwładności. Musisz trenować, ćwiczyć, nie poddawać się. Trening duchowy jest znacznie trudniejszy od treningu ciała, chociaż i na nie wpływa. To Twoje życie, musisz się nauczyć z nim radzić. Stare recepty nie działają, co potwierdza krwista historia naszej planety. Pora na śmiałe, nowoczesne rozwiązania, które każdy lamus wyśmieje, bo wydadzą mu się za trudne; Ale kto po wielkość sięga, osiągnie ją. Świat należy do odważnych wewnętrznie, świat należy do tych, co nie boją się myśleć w większej, strategicznej skali.
Trenerzy mówią; nie trenuj z pełnym żołądkiem, na zimnie, w ubraniu, bez rozgrzewki - bo to niezdrowe. Ale napastnik nie zaatakuje wtedy gdy będę miał pusty żołądek, rozgrzany, w świetnej formie psychicznej; atak następuje zawsze wtedy, gdy sytuacja jest nieciekawa. Trenuję więc tylko wtedy gdy jestem obżarty, śpiący, chory, pijany, mam doła. Trenuj więc pozytywne myślenie zwłaszcza wtedy, gdy jest Ci źle. Złe myśli mogą Cię nadejść w każdej chwili, i będzie to chwila gdy będziesz najsłabszy. Myśli pełne zazdrości, gniewu, żalu i rozpaczy tylko czekają na Twe osłabienie; przyjdą gdy będziesz najsłabszy. Im bardziej jest źle, tym zacieklej ćwicz.
www.braciasamcy.pl zapraszam na moje forum.l


Komentarze
Pokaż komentarze