Kiedy za małolata dostałem w mordę, zafascynował mnie proces dziejący się w mojej tłuczonej jak mielone głowie; wiedziałem że muszę oddać, że dam sobie radę, ale strach był silniejszy. Jedna część mnie chciała oddać, a druga, niestety znacznie mocniejsza, uciekać - byłem poddany popularnej torturze rozciągania końmi emocji i rozsądku.
Gdy dziewczyna robiła mnie w konia tak ewidentnie, że nawet ja się na tym poznałem, wiedziałem że muszę skończyć znajomość - ale pragnienie łaskotek w jądrach i gorące jak piaski pustyni pocałunki, tłumiły skutecznie zdrowy rozsądek.
Emocja zawsze wygra z logiką
Oczywiście czytałem o podświadomości, ale nie uświadamiałem sobie tego, co to tak naprawdę dla mnie znaczy. Myślę że trzeba osiągnąć jakiś wiek (u mnie to było po trzydziestce), by mocno uświadamiać sobie takie sprawy, głęboko poczuć co to dla nas oznacza. Myśl (muszę się bić) i emocję (bałem się zemsty osiedlowej grupy) traktowałem jako coś jednego, jako wyraz siebie.
Musiało minąć wiele lat czytania, medytowania, bym uświadomił sobie że tak naprawdę te czerstwe, rubaszne i w sumie sympatyczne ciało zwane Markiem, zamieszkują trzy oddzielne osobowości. Jedna to świadomość, logika, żelazne fakty, czyli wiedza że jak się nie będę bił, to będę lamusem którego słabość będą chcieli wykorzystać inni - a druga to podświadomość (zwana przez niekórych duszą), czyli system pamięciowo - skojarzeniowo - emocjonalny o inteligencji trzylatka, który nie rozróżnia czasu i nie umie wyciągać wniosków - ten system bał się panicznie bójki, bólu, przegranej. Trzeci pasożyt w moim ciele to obserwator - mogę obserwować swoje myśli, ich szalony tętent w swej nieszczęsnej, ubijanej kopytami namiętności głowie (umysł świadomy), oraz emocje, skojarzenia, odruchy (podświadomość) - a więc skoro mogę je widzieć, nie mogę nimi być. Tę trzecią część zostawmy w spokoju, ponieważ nie mam najmniejszego pojęcia czym ona jest, chociaż to właśnie ona teraz obserwuje co piszę.
Trzech Muszkieterów
Tak naprawdę wszystkie moje dziewczyny były całowane, pieszczone i rozkosznie wykorzystywane przez Trzech Muszkieterów - monogamia jest więc mitem. Czy to nie zabawne? Ciało Marka nieobyczajnie podryguje jak królik na kobiecym ciele, gryzie, sapie, trzepocze językiem w jamie ustnej spryciuli, chcąc wycisnąć maksimum endorfin ze swego układu wydzielania dokrewnego - a tak naprawdę w trakcie kochania się mamy trzech cwaniaczków, z których dwóch jest jakby na gapę. Obserwator - bezstronny, chłodny podglądacz. Świadomość, umysł, ego - wiadomo, zboczuś; podświadomość, cwaniaczek na krzywy ryj, erotoman. Liczba trzy jest symboliczna; jest nas trzech w jednym ciele, a Panie mają trzy sekretne róż - przestrzenie, gdzie mogą ugościć me trawione żądzą ciało.
Jest wiele definicji szczęścia i spełnienia w życiu. Myślę że stan satysfakcji pojawia się wtedy, gdy świadomość i podświadomość chcą tego samego, podążają w jednym kierunku - wtedy intelektualne decyzje mają wsparcie emocji, potężną ochronę i napęd. W książce "Stosunkowo dobry" opisałem na przykładzie chociażby osobowości mnogiej, jak potężną moc ma podświadomość - to niemalże cuda, chociaż dokładnie opisane przez psychiatrię. Ponieważ przez te wszystkie lata przeczytałem większość książek nie tylko o podświadomości, chciałem napisać coś absolutnie łatwego w odbiorze, coś - co zrozumie nawet głąb kapuściany. Może to megalomania, ale sądzę że się udało. Mam nieopisaną satysfakcję, gdy ktoś kto uważał się za życiowego frajera nagle uświadamia sobie, jaką bombę atomową w sobie nosi. Trudno wierzyć w swoje frajerstwo, gdy się zrozumie jaką ma się moc, siłę.
Telewizyjne ćpuny
Emocje są silniejsze niż logika - to emocje i nawyki nami kierują, a nie umysł świadomy, za to umysł te nawyki wytwarza i daje im siłę, wzmacnia je powtarzaniem, skupianiem na nich swej uwagi. Np. fanatyk złych wiadomości telewizyjnych, tworzy w sobie wzorzec strachu poprzez powtarzanie reakcji lękowej, a z czasem strach przejmuje nad nim kontrolę - zamieniając życie w piekło, wkraczając w każdą życiową szufladkę (związki, finanse, zdrowie). Znam wielu fanów tragicznych newsów, które tak naprawdę są ćpaniem - organizm poddany lękowi wytwarza stan szoku, otępienia. Jeśli ktoś nie radzi sobie z myślami, emocjami, obejrzy telewizję i najnowsze newsy, przejmie się tym co dzieje się po drugiej stronie kuli ziemskiej, po czym jego organizm wytworzy stan otępienia w odruchu obronnym. Jedni ćpają, inni palą, kolejni piją wódę, a są tacy co lubię się "podładować" jakąś tragedią, zgonami, wypadkami.
Jak podświadomość może Ci pomóc w życiu? Gdy trzeba dać w mordę, zaleją Cię takie emocje, że zrobisz to w sposób absolutnie wydajny, kosztem najmniejszych strat dla siebie. Nie chcę żeby wyszło że się chwalę, bo nie ma absolutnie czym, ale już po kilku latach ćwiczenia (worek bokserski, pompki, podciągnięcia codziennie) i postanowieniu że już nikt bezkarnie mnie nie uderzy, w przypadku zagrożenia momentalnie niszczyłem agresora, który miał nade mną przewagę siły i agresji - kiedy ja się bardzo bałem. No cóż, zrobiłem to kilka razy. Podświadomość potrafi w sposób niezwykle potężny zwiększyć siłę, wytrzymałość na uderzenia, trudno opisać te wzmocnienie, bo i niewiele pamiętam.
Szacunek do siebie czyni Cię niewidzialnym dla wrogów
Niekoniecznie jednak musi dojść do bójki - doprowadzenie do niej jest niezależnie od wyniku walki porażką. Podświadomość ma takie możliwości, że agresor nagle poczuje że jesteś spoko, i po prostu odpuści. To już wyższa szkoła jazdy, ale są ludzie którzy umieli tak "ustawić" podświadomość, by właśnie w taki sposób ich broniła. Ktoś kto naprawdę lubi siebie, w ogóle nie sprowokuje nikogo do napaści - ale pojęcie lubienia siebie jest często mylone z pychą, dumą, wyglądem ciała czy zadowoleniem z siebie. Szacunek i życzliwość do siebie, to przede wszystkim selekcja informacji jakie w siebie wpuszczasz swoją uwagą - ktoś kto naprawdę się lubi, nigdy nikogo nie osądza, nie obraża się, wybacza wszelkie krzywdy, nie przejmuje się telewizyjnymi i sąsiedzkimi tragediami, które rujnują zdrowie i szczęście ludzkie - a przede wszystkim nie ma w sobie nawet miligrama poczucia winy, które przyciąga kłopoty jak piwko Państwa ulubionego felietonistę. Mądry człowiek nigdy nie wpuści w sferę swych emocji negatywnych emocji, nie pozwoli by się zagnieździły, wzmocniły i na nim pasożytowały.
Gdy ktoś Cię źle traktuje, do wiedzy (umysł) że ta osoba nie pasuje do Ciebie, dołączą emocje (podświadomość) dyskomfortu na samą myśl o tej osobie. I po temacie wieloletniej miłości, zaczynasz radośnie od nowa, mając czyste emocjonalnie konto - a teraz spójrz jak kończą inni ludzie po rozstaniu; chlanie miesiącami, rozpacz, nienawiść, narkotyki, bójki. Lećmy dalej - jeśli ktoś będzie Cię prowokował, nie zareagujesz jak chce prowokator, ponieważ odczujesz w sobie rozbawienie. Ktoś kto nie ma kontaktu z podświadomością, nie umie jej zmieniać, rozmawiać z nią, poczuje gniew, żal - i kłopoty karno - zdrowotne gotowe. Ale to dopiero początek cudów.
Skąd ten ból?
Jako młody człowiek, przebywając z bogatszymi, bardziej poważanymi w grupie kolegami czy innymi, bardziej znaczącymi ludźmi, towarzyszyło mi gdzieś w tle ciągłe uczucie bycia gorszym, niekochanym, słabym. Gdy byłem z dziewczyną, czułem że jestem brzydki, nieatrakcyjny. Gdy ktoś się źle spojrzał, coś powiedział nieprzyjemnego, wypełniały mnie bolesne uczucia bycia zranionym, rozżalonym - więc atakowałem (pyskowaniem, pięścią w ostateczności), a gdy nie mogłem pojawiało się silne przygnębienie, niepowstrzymana niechęć do życia, tęsknota za śmiercią i unicestwieniem, które jest w istocie pragnieniem by nieprzyjemne emocje nas zostawiły w spokoju. Oczywiście takie uczucia pochodzą z podświadomości, właśnie tak ukształtowanej przez nasz umysł.
Myślałem że jestem nienormalny, więc oczywiście to ukrywałem. By sobie pomóc, korzystałem z tego co znałem, w więc wchodziłem coraz mocniej w katolicyzm, oraz proponowane mi przez otoczenie metody ratunku przed złymi, bolesnymi uczuciami. Ale to wszystko jeszcze mocniej mnie rujnowało, gdyż w świecie nikt nie chce Cię z tego wewnętrznego bólu wyleczyć - bo straciłby źródło utrzymania. Zarabia się na stanie chorobowym a nie zdrowiu, więc wszystko co Ci polecają, może pomóc jedynie na chwilę. Paliłem kilkanaście lat (nie palę dziesięć lat), piłem (ba! piję nadal), ćpałem, medytowałem, modliłem się, miałem dwuletni okres kiedy masowo zaliczałem dziewczyny z czatów, portali randkowych itd. - to wszystko miało swój urok, ale i konsekwencje. Jeśli coś powtarzasz tysiące razy, a ciągle czujesz się źle - to jest to złe.
Drapieżniki Cię nie zbawią
Nagle wydało mi się to wszystko bardzo oczywiste - religia Cię nie zbawi, bo zbawiony nie potrzebuje usług korporacji religijnej. Po co pośrednik, jak masz bezpośredni kontakt z mocą stwórczą? Dlatego pośrednik robi wszystko co w jego mocy, byś tego kontaktu nie miał - bo Twój sukces oznacza ich biedę, utratę władzy i wpływów. Mogą się wyrzynać w walce o wyznawców i wiążącą się z tym władzę oraz bogactwa, ale w tym jednym są zawsze zgodni; Boskość i moc stwórczą trzeba ukryć, zohydzić, skojarzyć z wielkim cierpieniem tak, by ludzie niby tego chcieli, ale jednocześnie się panicznie bali, bo niewielu chce konać w nieludzkich mękach jak rzekomo skonał Jezus. Podobnie jest z lekami - gdyby Cię trwale wyleczyli, te wszystkie profesory i koperty od pacjentów i firm farmaceutycznych by się skończyły - te potężne siły do tego nie dopuszczą. Niesprawne kolano od kilkunastu lat ćwiczeń wyleczyłem zmielonymi skorupkami z jajek - praktycznie darmowa terapia. Pamiętam słowa ortopedy po obejrzeniu wyników tomografii - mam się oszczędzać, na rower już raczej nigdy nie wsiądę (miałem potworne bóle), a teraz co? Ćwiczę codziennie, tak jak lubię. Kopnięcia, boksowanie (ruchy tnące), przysiady - kolano wprawdzie lekko skrzypi, ale silne i nic nie boli.
Później zacząłem pracować z ludźmi, by ze zdziwieniem spostrzec, że nie tylko ja tak mam. Okazało się że wcale nie noszę wielkich cierpień w sobie, bo są znacznie "lepsi" - a co najlepsze, udają na zewnątrz że są szczęśliwi. Całe życie patrzyłem na pokazywane mi obrazki szczęśliwych ludzi, czując się znacznie gorzej - oni są szczęśliwi, a ja? Nie umiem, nie potrafię, czyli jestem nieudacznikiem. Byłem jak Radziecki czieławiek, któremu pokazywano obrazki murzynów z USA jedzących korę z drzew. Oszustwo jest niezwykle subtelne, nie do podważenia w żaden sposób. Ludzie udają szczęście z wielu względów. Na pewno jest to wzbudzenie zazdrości w innych, by myśleli że im się nie udało, nie powiodło w życiu - więc ci też udają szczęście. W efekcie wszyscy są szczęśliwi, a na zwykłej drodze można dostać konkretne manto od przeważnie szczęśliwych szaleńców na drodze, a świat jest ciągle w konflikcie, unurzany w podłości i występku.
Jestem szczęśliwy! Bo się uśmiecham do fotki!
Jak nie możesz kogoś pobić, opluć bo boisz się konsekwencji, wzbudzasz zazdrość - która jest sprawieniem że druga osoba cierpi, boli ją. Szpanowanie to legalna przemoc, ale jeśli rozumiesz dlaczego ktoś udaje, że powodem jest strach i poczucie bycia nikim, przestajesz natychmiast cierpieć - to po prostu społeczna gra. Obecnie do subtelnego bicia po pyskach używa się fejsa, wstawiając przeszczęśliwe fotoski ze srającym wielbłądem, a w tle potężne piramidy i nieodłączny uśmiech. Jesteśmy szczęśliwi! Jesteśmy na wakacjach!
Swoją podświadomość jak mówią specjaliści, trzeba sobie wychować. Warto wytworzyć różnymi technikami (polecam swym uczniom lustro i bogging) odpowiednie nawyki, schematy, zrezygnować ze starych, szkodliwych. Ale w ciągu lat pracy z podświadomością zauważyłem jedno - możesz pracować nad nią latami, naprawdę dużo zmienić, ale jest jej rdzeń czy część, którego według mojej wiedzy zmienić się nie da. I tu już trzeba ustąpić.
Dobro rodzi dobro, zło rodzi zło
Ludzie wchodzą w związki by osiągnąć przyjemność, najczęściej płynącą ze spełnienia obywatelskiego obowiązku. Hajtają się, mężczyzna płodzi dwójkę dzieciątek, buduje dom i sadzi drzewo, małżonka wraz z utratą jędrności skóry i piersi popada w coraz większą rozpacz, obwinia męża za swój nawyk bycia nieszczęśliwą, żałuje że nie wyszła za miliardera bo chociaż wygodniej by żyła... standard. To nawet nie musi być przyjemność, a wystarczy uniknięcie nieprzyjemności, jaką dzień w dzień z rozkoszą sprawiają nam znajomi i rodzina "znalazłaś kogoś?", "kiedy dzieci?", "zostaniesz starą panną".
Przecież jeśli człowiek skacze z wysokiego piętra w trakcie pożaru, to nie robi tego dla przyjemności, tylko by uniknąć uduszenia czy spalenia żywcem - podobnie ma się sprawa z założeniem rodziny. To nie jest sport dla każdego, a wmawia się nam że każdy powinien tak żyć. To skąd ci wszyscy sfrustrowani, nieszczęśliwi ludzie? Z radosnych, spełnionych rodzin? Jak dobro może ukształtować złość, gniew, rozpacz i nienawiść?
Liczą się Twoje wzorce, nie słowa
To nieważne czy tata jest naukowcem, wie co mówić jak zaprogramowany robot - ważne czy tatuś czuje się spełniony, czy reaguje spokojem i twórczym podnieceniem na kłopoty - wtedy tak reagować będzie dziecko, bo takie zachowanie skopiuje i uczyni swoim. Jeśli tata mówi mądre rzeczy, cytuje mądre czy święte książki a skacze w stresie, wychowa wariata. I co z tego że masz wiedzę, skoro o szczęściu i zachowaniu decyduje podświadomość?
Po latach obserwacji siebie, zrozumiałem chyba najważniejszą rzecz w swoim życiu - zanim stworzę zgodny, harmonijny związek z kobietą, muszę najpierw stworzyć taki związek ze sobą, czyli ze swoją podświadomością. Jeśli Ty jako umysł chcesz w jedną stronę, a emocje w drugą, będziesz cierpiał - a gdy cierpisz, Twoja podświadomość przyciąga cierpienie ukryte w pazłotku rzekomego szczęścia. Poznasz osobę z którą będziesz tak niekompatybilny, że zaznasz tylko cierpienia. Jestem szczęśliwy! Wrzaśnie obrażony czytelnik. Nie, jesteś na haju hormonalnym zakochania, który im większy, tym większe rozczarowanie i rozpacz po sobie zostawia - co jest celowym działaniem podświadomości. Jestem dziesięć lat w związku i jestem szczęśliwy, chamie! Powtórnie wrzaśnie urażony czytelnik. Łgasz mój drogi, łgasz przed sobą i przede mną. Szczęście to stan, gdzie nie musisz już niczego udowadniać, o co więc walczysz bluzgami i donosami, szczęśliwcze?
Hormonalny szał pieprzenia
Gdy masz inne pomysły na życie niż podświadomość, pojawia się rozpacz, smutek, ból, rozdarcie. Skoro nie masz wsparcia emocji, wszystko co dotkniesz zmieniasz magiczną mocą niezadowolenia w gówno, a i sama podświadomość się nie spełni, jeśli i Ty za nią nie pójdziesz. W tej sytuacji tworzenie z kimś relacji, gdzie trzeba emanować szczęściem, jest wielką pomyłką. Bo jeśli nie masz szczęścia, to wchodzisz w relacje by je brać - a ponieważ przyciągasz do siebie osoby nieszczęśliwe, one też chcą od Ciebie szczęścia. W efekcie gdy minie szał pieprzenia i zakochania, pojawiają wzajemne pretensje, rozczarowanie, a później idzie już samo - walka, nienawiść, zazdrość, i jeśli kredyt hipoteczny pozwoli - rozwód.
Trzeba sobie ułożyć związek z podświadomością - uznać co można zmienić, by lepiej reagować, ale też dać podświadomości w kilku jej ulubionych działaniach wolną rękę; czyli doprowadzić do kompromisu. To niestety wymaga lat pracy, a ludzie chcą wszystko na już - więc cierpią. Jeśli kilkadziesiąt lat się dołowałeś, stworzyłeś potężny nawyk - żeby go zmienić, trzeba poświęcić sporo czasu. Są techniki znacznie go skracające, ale to i tak trwa. To nie jest sport dla frajerów, tylko dla bystrych, konkretnych kolesi co chcą zapier... a nie liczyć że wygrana w totka da im szczęście. No cóż, nie da.
Najważniejszy związek w życiu
Związek z Twoją podświadomością, jest najważniejszy. Żona Cię zostawi gdy zbankrutujesz, dzieci mogą się wypiąć, zdrowie minie - ale podświadomość jest z Tobą na jawie i śnie, zawsze Cię bezwarunkowo kocha. Mało tego, ona może Ci wszystko zwrócić w dwójnasób. Możesz mocniej kochać, mieć więcej pieniędzy, być szczęśliwszy... największy nawet upadek nie oznacza końca, jest wezwaniem by porzucić zewnętrzny świat, i skupić się na sobie, na swej podświadomości. To Twój najwierniejszy przyjaciel, najukochańszy i najwierniejszy stróż... nikt nigdy tak mocno Cię nie pokocha. Dlatego musisz o tę cudowność dbać, dopieszczać, karmić najpiękniejszymi myślami, wizjami; napoić sztuką, muzyką wyższych sfer, nażyźnić szacunkiem i miłością. Wtedy Ona Ci odda po stokroć to, co jej dałeś - czyli to, na czym skupiałeś uwagę. Jeśli na poczuciu dobrobytu, dostaniesz bogatwo którego nie zniszczy komornik, podatki ani złodziej. Jeśli poczucie ochrony, przejdziesz przez Targówek nocą przebrany za transwestytę i nie tknie Cię żadna cuchnąca gównem, wódką i musztardą pięść.
www.braciasamcy.pl zapraszam na moje forum.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)